wtorek, 25 listopada 2014

Mama (z) pełną piersią!


Wieczór. Właśnie piję kolejną szklankę mleka. Nie wiem czy to coś daje, ale na moją świadomość działa i póki co jestem wciąż "mleczną mamą". Wieczorami potrafię wypić 2-3 szklanki mleka, Alan nie ma skazy białkowej więc szaleję. Pomyśleć, że latami mleko mogło dla mnie nie istnieć, przydawało się jedynie do kawy. Cieszę się, że mogę mojego Syna jeszcze karmić piersią. Pamiętam jak przynieśli mi go pierwszy raz
w szpitalu, jak się dossał (nie tam gdzie trzeba tylko obok) to miałam taką malinkę jak nigdy w życiu. Nie do pomyślenia jaki instynkt mają takie noworodki. O plusach i minusach karmienia piersią możecie sobie poczytać w sieci, pełno tego typu publikacji. A propos pełnej piersi, ta póki co mi nie ciąży, wręcz przeciwnie z tą pełną piersią i pełną piersią zdobywam właśnie świat (zarówno realny jak i wirtualny). Realny zaczęłam zdobywać jeszcze w ciąży (wspominałam Wam kiedyś
o moim efekcie WOW), wirtualny od całkiem niedawna :) Jeżeli jesteście zagubieni w życiu, to ważne by nagle to dostrzec i określić swoje potrzeby, bo każdy takie ma. Potem idzie już z górki, trzeba do nich dążyć. W ciąży zdobywałam góry (oczywiście w przenośni), nadrabiałam zaległości towarzyskie, remontowałam, układałam na nowo życie, podejmowałam kluczowe decyzje. Po urodzeniu przyszło zauroczenie dzieckiem, ale po jakimś czasie zaczęłam dostrzegać na nowo swoje własne potrzeby (a to ważne, by je dostrzec) wówczas nie pozostaje nic innego jak na nowo wyjść do świata. Jeżeli tylko jest taka możliwość to bierzcie dziecko "pod pachę" i w miasto! Alan na szczęście dobrze znosi takie wyjścia, lubi jeździć samochodem, lubi bywać "na salonach" :)
Jeżeli Wasi znajomi nie przepadają za dziećmi poszukajcie takich którzy będą je tolerować
i nie ma co kombinować, najłatwiej nawiązać znajomości z Mamami dzieci w podobnym wieku. Samo spotykanie na pogawędki i kawę to jednak dla niektórych za mało. Kiedyś na profilu Przyjaciółki na FB zauważyłam zdjęcie na którym widać było kobiety robiące coś na laptopach, a na środku pokoju była mata i dzieci bawiące się na niej. Zapytałam ją o co chodzi, opowiedziała mi o Freedomowni - zauroczyła mnie ta idea. Tu od razu nasuwa się wskazówka dla Was, szukajcie w swoich miejscowościach organizacji pozarządowych, które skupiają "młode" matki, które organizują spotkania. Jeżeli takich nie ma, to je zakładajcie, udajcie się do Urzędu, poproście o wsparcie w formie miejsca na takie spotkania. Mnie spotkania Freedomowni spodobały się szczególnie dlatego, że można było na nie przyjść
z dzieckiem, nie musiałam więc kombinować ze znalezieniem opieki dla Alanka. Do tej pory byłam na dwóch, jutro wybieram się na kolejne. Tematy spotkań są przeróżne, Matki przychodzące na nie są dojrzałe i nastawione na zmiany w życiu. Dosyć, że można się czegoś nauczyć i fachowo porozmawiać na wybrane tematy to przede wszystkim można poznać ciekawe kobiety. Spotkania dodatkowo dają kopa, którego potrzebowałam od dawna, bo od dawna chodził mi po głowie pomysł na założenie bloga. Na pierwszym spotkaniu byłam 5 listopada, kolejne miało miejsce 7 listopada. Te dwa zloty dały mi wreszcie tego konkretnego "kopa" do założenia bloga no i efekt tego właśnie tu macie. Poznałam tam niesamowite kobiety, które biorą życie w swoje ręce. Cieszyłam się, że wreszcie trafiłam na żyzny grunt, bo nawiązane tam znajomości już owocują.
No to teraz czas na reklamę :) polecam Wam, zerknijcie tu: freedomownia.pl Tam znajdziecie szczegółowe informacje na temat idei tej instytucji. Szczególnie polecam ten artykuł.
Mam nadzieję, że przeczytaliście z zainteresowaniem treść z linku pod który Was odesłałam. Ja już wiem co w swojej ramce powieszę, mam na oku 2 przebojowe Mamy i im zaproponuję coś takiego: ja nie mam nic, Ty nie masz nic, Ona nie ma nic, czyli mamy akurat tyle, żeby otworzyć fabrykę, naszą fabrykę marzeń. Zobaczymy co powiem za rok. Mamy (z) pełną piersią do boju!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz