poniedziałek, 24 listopada 2014

MOJA TEORIA UŚMIECHU

Fot. z albumu rodzinnego
Wbrew pozorom moja TEORIA UŚMIECHU nie polega tylko
i wyłącznie na uśmiechaniu się, ale na dążeniu do uśmiechu, tego szczerego i prawdziwego. Uśmiechać się na siłę może każdy z nas, to nie problem, jak aktorzy na zawołanie odpowiednio wykrzywimy usta w grymas zwany uśmiechem. Trudniejszym jest robić rzeczy które powodują szczery uśmiech na twarzy. Jeżeli wychowujesz dziecko, szczególnie w pojedynkę wisi na Tobie ogromny obowiązek, to nie tylko dbanie o to by dziecko było czyste, ładnie ubrane, najedzone, to przede wszystkim uczenie i pokazywanie mu świata. Jest dzieckiem, więc niech ten świat będzie piękny i kolorowy, bez złości, wulgaryzmów, krzyków - takich zachowań jeszcze nasza pociecha niestety kiedyś doświadczy, bo od tego dziecka nie uchronimy. Nauczmy jednak nasze dzieci pozytywnego podejścia do życia, przygotujmy na trudne sytuacje pokazując, że stres można pokonać spokojem, a spokój prowadzi do tego, że nasza twarz automatycznie się rozjaśnia i zaczynamy się uśmiechać. Może się to wydawać dla niektórych z Was niemożliwe, ale stosuję to od jakiś 3 lat i naprawdę w miarę spokojnie przechodziłam trudne chwile. Wiadomo, że nie zawsze da się to zastosować, ale finalnie jeżeli jesteśmy do tego przyzwyczajeni, to po naprawdę trudnych momentach łatwiej nam się pozbierać. Dodam, że ostatnie 2 i pół roku w moim życiu obfitowało w różne zdarzenia: śmierć Taty (rak - codziennie obserwowałam jak mu życie umyka), kredyt (który wciąż spłacam), rozwód, wielkie problemy w pracy, nadgodziny, nowy związek, rozstanie, ciąża,  dziury w dachu, żniwa... to oczywiście rzucone hasłami zdarzenia, które Wam nieco mnie pewnie przybliżyły. Mimo wszystko da się to udźwignąć, nawet jeśli wszystko jest tylko na naszych barkach.

Wracając do tematu dzieci. Chcesz wywołać uśmiech na twarzy dziecka, to je nie gań, ale chwal. Przede wszystkim trzeba zacząć zauważać i chwalić dobre zachowania. Złe czasem warto zignorować, ale raczej warto powiedzieć wprost: "Nie podoba mi się to. Będę smutna jeżeli będziesz tak robić". Już teraz mojemu  11-sto miesięcznemu Synkowi wiele razy powtarzam jaka jestem z niego dumna, jak go kocham. Chwalę Go gdy nauczy się czegoś nowego. Słowa: "nie, nie wolno, nie rób tego" - używamy dzięki temu niesamowicie rzadko, bo nie ma takiej potrzeby, przynajmniej na razie. Gdy mi się jakieś Jego zachowanie nie podoba, to też mu o tym mówię. Im będzie starszy i bardziej niezależny w poruszaniu się zapewne częściej trzeba będzie uczyć prawidłowych zachowań, ale wtedy zastosujemy system nagród, czy to wyjdzie (?) przekonam się wkrótce na własnej skórze (nagrodą wcale nie muszą być łakocie, czy zabawki, to całus, przytulenie, karuzela). Dodam na koniec, że niestety najczęstszym błędem, jaki popełniamy, jest ignorowanie dobrych zachowań, gdyż uważamy je za oczywiste. Tymczasem dla dziecka one wcale nie są takie oczywiste. Drugim błędem jest ganienie dziecka w sposób, który je upokarza, szczególnie starszych dzieci w towarzystwie ich rówieśników czy innych osób. My przecież również nie lubimy jak nas na przykład szef "ochrzania" przy innych pracownikach. Zatem nie rób swemu dziecku, co Tobie niemiłe, a uśmiech będzie częściej gościł na Waszych twarzach. 


1 komentarz:

  1. Moniu,bardzo mądre słowa. Dokładnie tak jest,że my ludzie nie zauważamy tak wielu pozytywnych wydarzeń, cech, nawet u swojego dziecka. Niestety te negatywne częściej. Gdyby to odwrócić bylibysmy szczęśliwym społeczeństwem! :-)

    OdpowiedzUsuń