poniedziałek, 17 listopada 2014

POWER MOC

Fot. z albumu rodzinnego
Myślałam, że to będzie emocjonalny kołowrotek, ale ułożyło się zupełnie inaczej... Tak, tak... takie myśli, a właściwie eksplozja myśli przeszła mi po głowie gdy okazało się, że jestem w ciąży. Na moim miejscu można było wybrać jedną z dwóch dróg: załamać się i zastanawiać jak będzie dalej, albo z podniesioną głową zdobywać świat i czekać na przyjście potomka. Wybrałam tę drugą opcję, właściwie zastosowałam tzw. efekt WOW - to szczególny stan umysłu, który zwykle nie trwa długo, natomiast u mnie o dziwo jakoś dzielnie walczy i się utrzymuje do tej pory.
Nie wiem jak mają inne Mamy, ale ja w momencie gdy się dowiedziałam o ciąży zaczęłam działać: remont, przygotowywanie gniazdka... Właściwie porywałam się z motyką na słońce z pustym kontem. Nie mam pojęcia jak to wszystko się udało, ale nagle stałam się przedsiębiorcza i przebojowa. Bardzo dużo zawdzięczam moim przyjaciołom, bo to oni zachęcili mnie do remontu. Mało tego... kilka dni i "upojnych" nocy poświęcili na opróżnianie pomieszczeń, skrobanie ścian, gruntowanie... resztę zrobili fachowcy. Zaczęliśmy pod koniec lipca, a ostatnie prace wykonywałam 17 grudnia 2013 r., zaś 22 grudnia o 21.19 na świat przyszedł mój Alan, mój wielki skarb.
57 cm długości, 3615 żywej wagi - pierwsze słowo, które wypowiedział tuż po urodzeniu to było wrzeszczące NIEEEE! Pomyślałam, że jest asertywny - super!



2 komentarze:

  1. O rany, u nas pierwsze co usłyszałam od syna to też było takie przeciągłe NIEEE. :) Bardzo mnie to rozbawiło i do teraz jeszcze czasem mu się to zdarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jest asertywny.... :-)
      Swoją drogą dzieci w pierwszych godzinach życia wydają tak przeróżne dźwięki, ze z tym wrzeszczącym NIEEEEEE, bardzo łatwo było mi rozpoznać, że to mój Alan mnie wzywa.

      Usuń