wtorek, 18 listopada 2014

ROZMOWY Z BRZUCHEM - TEORIA PRZYWIĄZANIA

Fot. z albumu rodzinnego
Miałam to szczęście, że okres ciąży przeszłam bardzo spokojnie. Oczywiście nie mówię tu w tym momencie o zawiłościach związkowych
i podejmowaniu decyzji o tym, że samodzielnie wychowam Alana, ale o dolegliwościach, chorobach i ogólnym fizycznym samopoczuciu. To naprawdę wielki komfort, gdy się nie ma dolegliwości, gdy można spokojnie przygotować się do nadejścia dziecka. Choć dużo się działo, to dbałam o to byśmy mieli dla siebie dużo czasu na rozmowy. Właściwie były to rozmowy z brzuchem, który jak balonik rósł
i rósł (przyznaję, lubiliśmy sobie dogadzać w trakcie takich rozmów, co pewnie na wielkość brzuszka też miało wpływ). Wróćmy jednak do tematu pogaduch. Śmiem twierdzić, że prawie każda przyszła Mama ma pewnie takie chwile słabości i zaczyna z tym małym cudem w brzuszku rozmawiać. Ja na początku to robiłam z potrzeby rozmowy, ale któregoś dnia przeczytałam tekst dotyczący teorii przywiązania i to mi dało sporo do myślenia. Szczególnie fragment (źródło: Maja Zagajewska - Psychoterapia 1, str. 88) o treści:


„Françoise Dolto mówiła do niemowląt. Podkreślała konieczność traktowania dziecka
podmiotowo, jak osobę, i to już od chwili jego narodzin. Stosując się do najsławniejszego
ze swoich stwierdzeń — „prawda ma wartość terapeutyczną”, przemawiała więc nawet do
noworodków, opisując im ich prawdziwą sytuację życiową i problemy, z którymi boryka
się ich rodzina. I dzieci zdrowiały. Przed jej gabinetem zaczęły się ustawiać kolejki matek z chorymi niemowlętami. Dolto mówiła, że tylko powtarzała każdemu niemowlęciu to, co usłyszała na jego temat od matki. Tylko powtarzała, cytowała słowa matki, ale zwracając się bezpośrednio do dziecka”.

To mnie zainspirowało, miało to duży wpływ na moje brzuszkowe rozmowy z Alankiem. Już przed narodzeniem opowiadałam mu w jakiej sytuacji się znajdujemy, jak może wyglądać nasze życie. Tak jest do tego dnia, często bardzo poważnie rozmawiam z Synem. Czy dlatego jest bardzo spokojnym i pogodnym dzieckiem? Nie będę ryzykować i nie przestanę korzystać z tej teorii, bo jest nam z tym dobrze. Czy będę na tyle konsekwentna
w przyszłości? Czy jak Alan będzie starszy też z taką łatwością będę z nim o trudnych sprawach rozmawiać? Teraz jest to proste, ale jak to będzie wyglądać w przyszłości, tego jeszcze nie wiem. Warto jednak pamiętać, że "prawda ma wartość terapeutyczną".



Ps. Nie jestem ani psychologiem, ani psychoterapeutą :) nie traktujcie więc moich wywodów jako wyrocznię specjalisty w tym temacie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz