niedziela, 30 listopada 2014

SOBOTA ROBOTA

Zastanawiałam się o czym dziś napisać, po pierwsze rozpoczynam swój trzeci tydzień
w wirtualnym blogowym świecie. Póki co udaje mi się jakoś codziennie tu zaglądać, choć pewnie od stycznia będzie trudniej. Po drugie dziś nie wiem do czego ręce włożyć, dzień się kończy, a mi jeszcze mycie podłóg zostało, dobrze, że tylko tyle :))) Po trzecie jutro niedziela, więc teoretycznie trochę zwolnię tempo - przynajmniej tak myślę.

Fot. z albumu rodzinnego
Dziś dzień rozpoczął się od mega niespodzianki. Alan obudził mnie około 8.00, dotykam kaloryfery, a one ledwo letnie, a na zewnątrz -4 stopnie. Ech... pomyślałam, życie. Nie chciało mi się wczoraj zejść do pieca, by zobaczyć, czy przypadkiem więcej węgla nie pobiera, bo temperatura na zewnątrz spadła, więc mam za swoje. Szybko się więc zebrałam, Alanka podrzuciłam Mamie i pobiegłam do piwnicy. Tak jak myślałam, piec wygaszony. No i już wszystkie plany się zmieniły. Trzeba było na nowo wszystko poprzekładać uwzględniając czyszczenie
i rozpalanie pieca, co dla mnie jest nie lada wyczynem. Stwierdziłam, że w domu jest jeszcze na tyle ciepło, że mogę spokojnie odrobinę przesunąć tę czynność w czasie, więc do 10.00 było ubieranie, karmienie i zabawy (jak co poranek) po 10.00 Alan zwykle zasypia, więc w tym czasie wymknęłam się szybko po zakupy, robiłam je dziś
w ekspresowym tempie, a po powrocie szybko wskoczyłam w piecowy zestaw roboczy
i jazda do piwnicy. Czyszczenie, ładowanie  podajnika i rozpalanie... już mam w tym sporą praktykę, ale wolę gdy odchodzi ta trzecia funkcja, bo ta zajmuje mi najwięcej czasu. No cóż stoję na straży naszego ogniska domowego i to dosłownie. Gdy wreszcie wynurzam się z piwnicy i wracam do domu jestem z siebie niesamowicie dumna. Ale jak spojrzę po powrocie w lustro, to wtedy sobie myślę, że fajnie by było gdyby jednak jakiś mężczyzna przejął ten obowiązek. Wyglądam wtedy gorzej niż Kopciuszek. Szybko jednak sobie przypominam dlaczego jestem Singiel Mamą. Wolę już piece czyścić, choćby codziennie, niż stracić spokój który odzyskałam.
Myć tę podłogę, czy nie? W sumie odkąd nie ma mojego eks i jego psa (za którym bardzo tęsknię), to nawet znacznie rzadziej używam odkurzacza, bo nie ma takiej potrzeby - to niewątpliwie kolejny plus bycia solo.
Wracając do soboty, było szorowanie łazienki, odkurzanie domu (Alan już nawet polubił buczący odkurzacz, bo na początku ogromnie się go bał). W trakcie sprzątania kuchni zepsuł się kran (jakiś wężyk się wypiął i woda nie leciała tam gdzie trzeba) w tej sytuacji już się poddałam, mężczyzny mi potrzeba! Na szczęście zapukałam po sąsiedzku do Przyjaciółki z prośbą o pożyczenie męża, uffff... pożyczyła ;) kwadrans i po sprawie, kran działa, mogę myć naczynia! To naprawdę ulga, że w sobotę po południu udało mi się to za piękne dziękuję sprawnie naprawić. Drodzy Sąsiedzi - dziękuję :))) No i
miałam dziś jeszcze nalot sympatycznej rodziny w ilości sztuk 5, dwójka dzieci i trójka dorosłych - oj działo się, działo w czasie ich wizyty. Alan od dziś jest rozkochany w starszej kuzyneczce. 
 
No i co jak myślicie umyję dziś tą podłogę, czy nie? Alan jeszcze nie raczkuje po podłodze, więc jednak sobie daruję, zresztą wybiła północ, a w niedzielę myć podłogi, to chyba nie wypada.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz