niedziela, 23 listopada 2014

TEORIA PRZYWIĄZANIA cd.

Fot. z albumu rodzinnego
Chciałam Wam opowiedzieć o jeszcze jednym zdarzeniu z okresu ciąży. W sumie to ono mnie przekonało, że coś jest w TEORII PRZYWIĄZANIA (o której wspominałam
w publikacji z 17 listopada) i że warto rozmawiać z naszym dzieckiem jeszcze przed jego narodzinami. O ciąży dowiedziałam się
w 3 miesiącu, nie miałam niestety typowych dolegliwości ciążowych, w 4 tygodniu ciąży nawet wylądowałam w szpitalu, ale tam mojego Maleństwa mimo pobrania krwi
i przeprowadzenia testów nie wykryto. Leczyli mnie zatem na co innego, na szczęście wszystko dobrze się skończyło (tyle w skrócie).
Potem jedyną dolegliwością jaka się przypałętała około 7 miesiąca były niesamowite skurcze łydek u nóg. Kilka razy w nocy przeszywał mnie bardzo wielki ból, po pierwszej takiej nocy od razu udałam się z wizytą do lekarza z prośbą o skierowanie na badanie na magnez, potas... itd. Wszystkie badania wyszły rewelacyjnie, wówczas mój ginekolog stwierdził, że to moje Maleństwo widocznie uciska mnie w trakcie snu w jakiś nerw, który powoduje te bardzo bolesne skurcze, no i że do tego trzeba się przyzwyczaić, bo nic z tym nie zrobimy. Jak to nic? Kolejne noce ze skurczami były dla mnie nie do pomyślenia. Wówczas stwierdziłam, że muszę z moim Synkiem porozmawiać, po pierwsze nic mnie to nie kosztuje, po drugie nic na tym nie mogę stracić, jedynie zyskać. Przyznam się, że podeszłam do tego bardzo sceptycznie, ale przeprowadziłam z nim właśnie wtedy pierwszą szczerą rozmowę. Zwracając się bezpośrednio do niego, mówiłam mu jakim wielkim skarbem jest dla mnie, jak go bardzo kocham, wytłumaczyłam dlaczego jesteśmy sami.
W czasie tej rozmowy również poprosiłam Alanka, by się inaczej układał gdy śpię, ponieważ bardzo mnie bolą łydki, gdy dostaję skurczy. Posłuchał. Nigdy więcej nie dostałam skurczu. Lekarz, który przy kolejnej wizycie zapytał mnie o te bolesne dolegliwości tylko się uśmiechnął z niedowierzaniem, gdy mu powiedziałam, że się ich pozbyłam po rozmowie
z Synkiem. Co na ten temat sądzicie? Ja wierzę, że coś w tym jest.

Teraz wprowadzamy kolejną naszą teorię w życie, teorię uśmiechu na co dzień. Bo szczęśliwe dziecko, to szczęśliwa mama i odwrotnie.



2 komentarze:

  1. Ja dużo rozmawiałam z synem przed porodem (choć nie wiedziałam jeszcze, że jest synem) :)
    O skurczach łydek nie rozmawialiśmy. Na szkole rodzenia powiedziano nam jak sobie z nimi radzić poprzez odginanie stopy i problem został zażegnany. Rozmawiałam z synem o mdłościach wprawdzie ale nie podziałało niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że wiele prawdy jest w tej teorii, bo wciąż ją stosuję, mam nadzieję, że w przyszłości łatwiej mi będzie wytłumaczyć, dlaczego nie ma Taty. Sama jestem ciekawa kiedy i w jaki sposób to do niego dojdzie.

      Usuń