piątek, 19 grudnia 2014

TABASCO - FORREST 5

Ostatnio się zastanawiam jakie miałabym podejście do życia, gdyby wszystko układało mi się pomyślnie. Skończyłabym studia, mój mąż byłby ideałem, nie byłoby problemów
z finansami, dzieci miałyby wszystko, mogłyby rozwijać swoje pasje. Mogłabym co roku wyjeżdżać na wakacje... czy umiałabym tak jak teraz zarażać optymizmem? A może wręcz przeciwnie, wiecznie coś by mi nie pasowało, wiecznie strzelałabym fochy, wciąż byłoby mi za mało szczęścia i pieniędzy. Czy odnalazłabym sens życia, czy też na siłę doszukiwałabym się drobiazgów, które stwarzałyby mi problem? Czy warto sobie życie samemu uprzykrzać? Nie mamy nic lepszego do roboty? To oczywiście według mnie pytania retoryczne, wiem jakiej odpowiedzi bym oczekiwała od Was, ale czy każdy tak odpowie? Zatem jeżeli chcecie mieć życie bardziej ostre, to zamiast kombinować lepiej dobrze doprawiajcie jedzenie - przy okazji schudniecie ;-) "Wszystko polewaj sosem Tabasco. Jest tak ostry, że oszczędzisz na jedzeniu." - to oczywiście kolejny głupizm Forresta Gumpa. No i muszę się z nim zgodzić. Może pora zastosować ostrą dietę i to
w dosłownym tego słowa znaczeniu, choć na szczęście jeszcze nie mogę, bo Alanowi chyba by nie smakowało mleko na ostro. Poczekam aż skończę z karmieniem. Póki co nadal jestem Mamą (z) pełną piersią i wciąż bardzo cieszę się z tego stanu, że jestem Mamą. Właściwie mogłabym wykonywać na stałe taki zawód (zawód - Mama), niestety
w moim przypadku trzeba będzie wkrótce wrócić do pracy. Gdy byliście mali, co odpowiadaliście na pytanie typu: Kim chcesz zostać gdy dorośniesz? Ja ponoć odpowiadałam, że zakonnicą. A Wy jakie mieliście odpowiedzi? Czy komuś się udało zostać tym kim chciał za dziecka? Mnie jak się domyślacie... nie udało się :-) Moim idolem
w odpowiedzi na to pytanie jest oczywiście Forrest:

Fot. z sieci :)

Fot. z sieci :)
To ważne by umieć być sobą i by to docenić. Pamiętam, że jak byłam nastolatką, to denerwowały mnie fałdki na brzuchu (zawsze byłam okrągła) i jasna karnacja. Z biegiem lat to się bardzo zmieniło, lubię się taką jaką jestem. Oczywiście wspominam o schudnięciu, ale to raczej dla dobrego samopoczucia, bo absolutnie teraz nie czuję się źle w moim ciele. Szkoda mi tylko ubrań, które w szafie czekają na moją mniejszą wagę. Bez oporu przebiorę się w stój kąpielowy i pokażę na basenie. Przecież nie muszę być perfekcyjna. Nie jestem modelką, ani ideałem, jestem sobą. Ważne jest również, by bliskich akceptować takimi jakimi są (nie mówię tu o akceptacji uzależnień, kłamstw, złodziejstwa itd...) raczej
o akceptacji naszych wad czy nawyków. Pamiętajcie by nie wyśmiewać, stawajcie w obronie i ze zrozumieniem podchodźcie do odmienności. Cóż, każdy jest inny :-) Pamiętajcie jednak, by być dobrym, a nie pobłażliwym.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz