środa, 10 grudnia 2014

Z KIM PRZYSTAJESZ...

Dziś nawinął mi się taki cytat:

Lubię wady i czuję się bardziej komfortowo w obecności osób, które je posiadają. Ja jestem w całości złożony z wad mocno ściśniętych dobrymi intencjami.
— Augusten Burroughs 

Fot. z albumu rodzinnego
Zawsze zastanawiało mnie w jaki sposób dobieramy sobie przyjaciół. Dlaczego czasem otaczamy się na własne życzenie ludźmi, z którymi tak naprawdę mało chętnie spędzamy czas? Dlaczego nie potrafimy przerwać niektórych znajomości, choć mielibyśmy na to ochotę? Po spotkaniu z niektórymi pseudo - przyjaciółmi czujemy się niesamowicie zmęczeni, jakby jakiś wampir wyssał z nas ostatnią kroplę krwi. Dopadają Was czasem takie myśli? Nie mam recepty, co zrobić, by się od takich krwiopijców odciąć. Może warto szczerze im powiedzieć, co się o nich myśli - to jednak może być niesamowicie trudne i bolesne. Może ograniczyć kontakty do minimum, nie proponować spotkań, udawać, że się nie ma czasu? Może znacie jakiś inny sposób? Ani jedna, ani druga metoda nie jest idealna. Przy pierwszej metodzie palimy za sobą mosty, przy drugiej mamy kaca moralnego, bo sami sobie nie potrafimy spojrzeć w oczy, ze wstydu, że nie wiemy co zrobić by skutecznie przerwać "toksyczną przyjaźń". Skoro tak trudno nam czasem przerwać niby przyjaźnie, to pomyślcie jak trudno jest zakończyć toksyczny związek, małżeństwo... Jeżeli ktoś z Was stoi przed takim wyzwaniem, to mogę powiedzieć tylko tyle: Wytrwałości! Jak już się uda, to nagle poczujecie jak wielki ciężar spada z Waszych ramion. Potem pamiętajcie by na nowo nie popełniać tych samych błędów, otaczajcie się prawdziwymi Przyjaciółmi takimi przez duże P. Na jednym z ostatnich spotkań Przedsiębiorczych Mam doradzano nam, by wbrew pozorom starać się otaczać osobami zupełnie różnymi od nas, bo wtedy mamy szansę być cały czas zaskakiwani
i możemy się czegoś nowego nauczyć. Bo przecież z kim przystajesz.... Trochę prawdy
w tym jest, tę metodę przypadkiem zaczęłam stosować wcześniej i przyznam, że nagle mam fascynujących mnie Przyjaciół, którzy mnie cały czas inspirują. I wbrew pozorom nie doszukuję się w nich wad, gdyż do swoich zdążyłam się już przyzwyczaić, a dobre intencje towarzyszą mi cały czas.



Ps. Dziś (wbrew trudnemu tematowi) mam całkiem fajny nastrój do pisania i to dosłownie. Przypomniałam sobie o babyradio.pl, o tej porze to tylko kołysanki lub przyjemne melodyjki tam lecą i nie ma reklam (!!!). Polecam. Na samym początku mojego mamusiowania przypadkiem je odkryłam i przez to radio polubiłam też dziecięcego kompozytora, a może lepiej powiem coverzystę. Poszukajcie sobie w muzycznych przeglądarkach: Raimond Lap "Dla Elizy" albo "Pierwszy raz słyszę morze". Mnie się spodobało. No i jeszcze dowiedziałam się, że Grzegorz Turnau z Magda Umer również nagrał piękną płytę z kołysankami. Przed chwilą zaś zaśpiewał mi pięknie Marek Grechuta: "Śpij bajki śnij..." no to chyba już pójdę spać.

1 komentarz:

  1. Raimond Lap?..nie znałam wcześniej i bardzo żałuję. Właśnie relaksuję się przy muzyce dla ciężarnych:) Zdecydowanie mnie uspokaja, chociaż w ciąży już od 14 miesięcy nie jestem.
    Polecam

    OdpowiedzUsuń