poniedziałek, 5 stycznia 2015

DOMOWA SIŁOWNIA


Fot. z albumu rodzinnego
Pamiętacie słynną niegdyś zagadkę: co jest cięższe 10 kg cukru, czy 10 kg puchu? Teoretycznie wagi są identyczne, ale tak naprawdę gdybym miała wybrać co ma mi spaść na głowę  (tak hipotetycznie oczywiście) to wybrałabym puch, licząc na to, że nie będzie sprasowany w kostkę. Teraz kolejne porównanie, gdybyście mieli kilkadziesiąt razy dziennie podnosić, przenosić, huśtać, przytulać 10 kg cukru, czy też 10 kg żywego dziecka, to co wybieracie? Cukier jest stateczny, nie robi dziwnych i nieskoordynowanych ruchów, dziecko jak to dziecko, wywija się, rusza -  mimo to wybieram dziecko. Cukier mogę przenieść co najwyżej ze sklepu do auta i z auta do szafki. Dziecko (szczególnie moje) mogę nosić
i przytulać znacznie dłużej i częściej :) i nie ważne, że przy tym czasem dostanę kuksańca, bo wynagrodzi to całus lub tulenie, które pojawiają się tak samo niespodziewanie jak owe kuksańce. Do tego 10 kg cukru, choćby było nie wiem jak słodkie (nigdy nie mierzyłam zawartości cukru w cukrze) nie odda mi takiego ciepła jak 10 kg dziecka, szczególnie mojego dziecka. No i jest jeszcze jeden plus - 10 kg cukru nigdy nie zwiększy swojej objętości, a dziecko jeżeli odpowiednio o nie dbamy to postara się nabierać kolejne
i kolejne kilogramy, ale ćwicząc rzetelnie i codziennie podnoszenie dziecka nie odczujemy tego boleśnie :) Dojdzie też w pewnym momencie do tego, że nasze dziecko samo zacznie chodzić, a to oznacza, że trzeba będzie zadbać o tężyznę fizyczną w inny sposób.

Pamiętam, że na początku obawiałam się jak sobie z tym ciężarem poradzę, bo po ciąży zostały mi bóle kręgosłupa, ale im dalej w las (znaczy im waga większa) tym bóle stawały się mniejsze. Zatem teraz podnoszenie sprawia mi znacznie mniej trudności niż na początku. Taki mały cud :-) A może to ćwiczenia czynią Mistrzem w tej "mamowej" dyscyplinie?

Pamiętacie moje postanowienie - mniej ciasteczek, czyli mniejsza waga (moja - nie Alana). Ale czy sam brak ciasteczek pomoże? Dziś nagle mnie olśniło, może wykorzystać fakt 10 kg żywej wagi do ćwiczeń? Jak tylko o tym pomyślałam, to też od razu zaczęłam serfować po sieci i odkryłam całkiem sympatyczną Mamę, która pokazuje różne zestawy ćwiczeń z... dzieckiem. To może nie odkrycie, ale te filmiki są całkiem fajne, nie nadęte, a z takimi ćwiczeniami to i ja sobie poradzę. Ciekawe czy wytrwam w postanowieniu, tymczasem zapraszam na film:




To film dla Mam z bobasami, ale gdy wejdziecie na kanał tej wysportowanej Mamy to znajdziecie wiele propozycji, dodam, że propozycji nie tylko ćwiczeń, ale również ciekawych dietetycznych potraw. Polecam. Czy Alanowi przypadną do gustu takie ćwiczenia, zobaczymy... tymczasem wybieram się do jednej z sieciówek, która chwali się, że w tym tygodniu od czwartku ma w atrakcyjnej cenie piłki gimnastyczne. Fajna sprawa - wchodzę
w to. Ostatnio miałam okazję taką wypróbować, świetna zabawa, Alan był szczęśliwy gdy go po olbrzymiej piłce przetaczałam, a ja cieszyłam się jak dziecko, gdy sobie na niej masowałam pośladki :-) Plan już jakiś mam i to jest najważniejsze. Teraz realizacja. Dziś już próbowaliśmy pierwszych wspólnych prostych ćwiczeń, Alan miał nieco zdziwioną minę, bo nie wiedział o co chodzi. Grunt to się nie zrażać. Na ciastko mam jednak tak wielką ochotę, tak wielką, że chyba pójdę po marchewkę, taki substytut w wersji eko-zdrowej.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz