piątek, 23 stycznia 2015

LUMBERSEKSUALNI


Ostatnio gdzie się nie obejrzę to widzę mężczyzn z brodami. W topowych reklamach - mężczyźni z brodą; wśród znajomych - coraz więcej brodaczy; na mieście - kolejni brodacze. Moda na lumberseksualnych mężczyzn (tak ich ostatnio okrzyknięto) ogarnęła już mój najbliższy rejon. Miejski drwal - bo taki przydomek również mają, to zupełne przeciwieństwo facetów metroseksualnych, którzy królowali przez lata. To jednak nie oznacza, że tacy miejscy drwale będą zapuszczeni, wręcz przeciwnie, choć ich wygląd wskazuje na jako taki luz, to koszula flanelowa jest firmowa, spodnie też, buty z wyższej półki. Nawet mają swoje salony, gdzie golibroda zaprasza na fotel. Teraz to bardzo trendy. Już sobie wyobrażam takiego miejskiego drwala u mnie, ciekawe jakby sobie poradził w miejsko - wiejskiej puszczy ;-)
Temat ten wziął mi się z dwóch powodów, po pierwsze już od kilku miesięcy zachwycam się pomysłem znajomych na biznes, gdzie od samego początku nieodłącznym elementem reklamy były brody, zerknijcie na ich fanpage: The Bow Bow Ties.  Jak dla mnie wyśmienite zestawienie - muszki i brody. Muszę taką muszkę zakupić Alanowi, tym bardziej, że przed nami kilka rodzinnych występów. Co do brody, to wybaczcie, ale Alan póki co takiej nie ma i jeszcze przez długie lata nie bedzie trendy, choć pewnie jak dorośnie to lumberseksualni będą już passe.
No to teraz przejdźmy do "po drugie", dziś miałam dzień roboczy. Węgiel się kończy, więc trzeba będzie oszczędniej palić, na wszelki wypadek postanowiłam zrobić trochę porządków, by przy okazji przygotować zapas drewna.  Dobrze, że znajomy przyszedł mi z pomocą, bo gdy się za to wzięłam to pomyślałam sobie, że przydałby mi się drwal, niechby nawet był miejskim drwalem to i tak pewnie wychodziłoby mu zgrabniej rąbanie siekierą niż mnie. Na szczęście poszło nam szybko, bo zamiast siekiery w ruch poszła piła. Wióry leciały, że HEJ! Kurzu co nie miara, oczyma wyobraźni wtedy zobaczyłam piękną firmową koszulę flanelową, super spodnie i buty całe zapylone, nie wspomnę o zacnej brodzie.


Teraz z trochę innej beczki, w ostatnich dniach wydałam na lakier do paznokci 70,00 zł - i to na dodatek na lakier dla Alana. W życiu sobie w takiej cenie kosmetyka nie kupiłam, a na dziecko wydam bez mrugnięcia okiem. Jak to możliwe? Od razu wytłumaczę, Alan wcale nie pretenduje do miana metroseksualnego małego mężczyzny - lakier kupiłam w aptece. Śmierdzi tak samo jak normalne lakiery do paznokci, jest bezbarwny i jest w normalnej "lakierowej" buteleczce z pędzelkiem. Mam mu lakierować paznokcie u stóp - mus to mus. A wszystko przez to, że od roku pokazuję wszystkim lekarzom, że nie podoba mi się paznokieć na najmniejszym palcu u stopy, no i nareszcie Pani doktor powiedziała, że mam lakierować i wszystko będzie ok. No to lakieruję, o dziwo Alan to dzielnie znosi, ale to chyba przez ten "aromat" który roznosi się wówczas po pokoju.




No to na koniec tylko jeszcze dodam, że osobiście za brodaczami nie przepadam, lekki zarost ok, ale broda? Choć z drugiej strony nie mam praktyki w tym temacie, więc może powinnam się przy okazji przełamać? Los bywa przewrotny ;-) a może otworzę barber shop?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz