czwartek, 29 stycznia 2015

ULOTNE MYŚLI - PORÓD

Myśli nie da się zamknąć do słoika i odłożyć na półkę. Nie da się ich wszystkich zapamiętać. Jedyne co można zrobić, by przetrwały kolejne minuty, godziny, dni i wieki to zapisywać to co nam do głowy przyjdzie. To nieważne, że są czasem nieuczesane i niepoukładane. Takie przecież jest nasze życie, często mamy pod górkę. Często trudno nam opisać własne uczucia. Czasem się zastanawiam jakie uczucia mną teraz "targają". Póki co matczyne, w innych kwestiach mam zastój i święty spokój. Czy tęsknię za czymś, za kimś? Chyba do tego jeszcze nie dojrzałam. Za to dojrzałam do przyznania się do... nieumiarkowania w jedzeniu i piciu. No tak, tak... właściwie tych dodatkowych kilogramów nie czuję, ale waga przecież nie kłamie. No i takim to sposobem mogę śmiało zaprezentować dwie fotografie ze stycznia 2014 i 2015 roku. Łączy je wiele, ale najbardziej fakt, że i mnie i Alanowi od tamtej pory przybyło równo po 7 kilogramów (Fot. z albumu rodzinnego). Siódemka to moja osobista szczęśliwa cyfra, więc to chyba znak, że trzeba będzie coś z tym zrobić, tym bardziej, że ledwo koszulę w kratkę dopięłam.





Dojrzałam zatem do... ograniczenia sobie jedzenia. No już raz ostatnio próbowałam, ale się nie udało. Teraz poszukam pomocy u koleżanki dietetyczki - Moniki, która ostatnio raczej odradzała mi zwykłe diety, bo przecież fakt karmienia piersią jest tu dosyć istotny. Po pierwsze to zdrowiej dla Alana, po drugie oszczędzam na kupowaniu modyfikowanego mleka (a to sporo kosztuje), no i po trzecie, wykorzystam po powrocie do pracy możliwość skrócenia o godzinę codziennej pracy. Jak to było?... na początku było słowo, a skoro słowo się rzekło, to czas na zmiany! - zaiste. Zatem z pełną piersią i do przodu!

Co chwilę zerkam na te zdjęcia, ale z Alana była kruszynka, jak szybko się o tym zapomina. Ulotne są nasze myśli. Ciekawe co bym dziś czytała, gdybym po porodzie zapisała co czuję, co zapamiętałam, o czym myślałam. Teraz już niewiele pamiętam z tego ważnego wydarzenia. Prawdą jest również fakt, że większość kobiet szybko zapomina o bólach jakie towarzyszyły narodzinom dziecka. Ja nie wspominam tego źle, ale też niewiele pamiętam. Bóle jednak są nie do opisania i gdyby ktoś przed porodem mi tłumaczył jakie będą, to mimo wybujałej wyobraźni nie potrafiłabym sobie ich wyobrazić. Pobyt w szpitalu też był całkiem przyzwoity (wiele opowieści na temat personelu nasłuchałam się przed porodem, więc byłam MILE rozczarowana), pomyśleć, że minęło już od tamtej pory ponad 13 miesięcy. Co do szpitala, to chyba te moje szczęśliwe siódemki zadziałały, bo okazało się, że jako położna pracuje tam moja koleżanka sprzed lat i naprawdę jestem szczęściarą, że trafiłam z porodem akurat na jej dyżur. Przy okazji, jeżeli są wśród Was przyszłe Mamy, to zerknijcie na tę stronę:  http://www.rodzicpoludzku.pl/ - to fundacja, która działa na terenie całej Polski. Możecie tam uzyskać wiele przydatnych informacji. Jak również możecie skorzystać z ich porad w zakresie:  http://www.gdzierodzic.info czyli który szpital z okolicy najlepiej wybrać, choć tu trochę bym polemizowała, bo ten szpital w którym rodziłam jest na ostatnim miejscu w moim mieście, natomiast ja byłam zadowolona i z warunków, i z opieki.

Ulotne myśli... też Wam się zdarza pomyśleć o czymś ważnym i wartym zapamiętania, a już po chwili macie pustkę w głowie i zastanawiacie się co to było? Odkąd zaczęłam pisać blog, to zaczęłam również swoje ulotne myśli notować. Jak się da to w komputerowym notatniku, ale gdy nie mam takiej możliwości to korzystam z czegokolwiek co jest pod ręką, choć w terenie to najczęściej notatnik z komórki. Takie czasy :-)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz