wtorek, 24 lutego 2015

ARiMR

Fot. z albumu rodzinnego
Dziś korzystając z tego, że Alan poszedł do żłobka po raz pierwszy stawiłam się na szkoleniu (zebraniu) ARiMR - budżetówka zajmująca się dopłatami bezpośrednimi do pól. Jak wiecie jestem małorolną obszarniczką, więc jestem zainteresowana w temacie. Uczono nas na nowo wypełniać wnioski, bo się wiele pozmieniało, według mnie znowu stokroć więcej biurokracji. Dobrze, że jestem małorolna, bo z jednej strony mniej rubryk mam do wypełniania, a z drugiej pewnie zdążę z tym na czas, bo Ci którzy mają trzodę i setki hektarów to już dziś powinni usiąść do wypełniania wniosku. Swoją drogą biurokracja to niesamowita i podziwiam rolników, że sobie radzą z wypełnianiem mnóstwa formularzy. Temat ten ogarniam od lat, a i tak za każdym razem się głowię co i jak wpisać, wystarczy pomylić się o kilka ar i już w razie kontroli będzie wpadka, która odbije się oczywiście na wysokości dopłat. Koniec tego tematu, miastowych pewnie zanudzam, choć ciekawa jestem jakby sobie poradzili z takimi wnioskami. Rolników pozdrawiam i niech Wam ziemia lekką będzie w tym roku, a JPO i inne rośliny niech rosną na pohybel biurokracji. Oby było co zebrać i oby dało się to sprzedać w godnej cenie. 
Właśnie teraz sobie pomyślałam, że jestem trójpakiem, bo nie występuję solo, mam Alana i mam swój skrawek ziemi, który jak spojrzę w przeszłość zawsze dla "potencjalnych" narzeczonych był problemem (choć wtedy Alana nie było). Otóż z moich dawnych obserwacji wynika, że ziemia (czytaj: pole, rola), niektórych samców, szczególnie tych miastowych, potrafi mocno wystraszyć. I dobrze! To fakt, jest co robić, na szczęście ja się dobrze urządziłam, bo dzięki dopłatom unijnym tylko nimi zarządzam i organizuję. I powiem Wam, że w pojedynkę (bez samca) udało mi się zrobić już dużo więcej niż w parze. To akurat chyba smutne, bo powinno być odwrotnie. Za to mogę być z siebie bardzo dumna i jestem. Koniec autopromocji.
Ps. Nie szukajcie mojego profilu na portalach randkowych ;-) nie szukam, jakby to ująć rolniczym językiem: ani byków, ani ogierów (a wiecie, że ani do byków, ani do ogierów dopłat nie ma... a do krów są).


To tak pół żartem, pół serio. Ani się obejrzałam, a luty już prawie minął, właściwie ostatnie półtorej roku minęło mi za szybko. No to chyba już teraz powinnam zacząć planować wakacje na lipiec (wtedy żłobek zamknięty), a może są wśród Was Rodzice Single i też szukacie wakacyjnego towarzystwa? Znacie jakieś ciekawe miejsca, gdzie warto się wybrać z dzieckiem, które dopiero poznaje sztukę chodzenia i mówienia? Możecie coś polecić? Tylko proszę nie agroturystykę, to chyba mam na co dzień :-) Jak wychodzę z domu to oczywiście mówię: idę na pole.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz