niedziela, 15 lutego 2015

BIHUŁBAŁAMBOBAMBŁAGOHAMBA

No proszę ponad 90 tekstów i 3 miesiące pisania minęło jak z bicza trzasnął. Dziś zaczynam swój czwarty miesiąc w wirtualnym blogowym świecie. Zatem aby się odpowiednio nastroić dziś będę pisać w rytm jednego z moich muzycznych idoli, czyli Phila Collinsa. Polecam i Wam relację z jednego z jego europejskich koncertów, nieco skróconą, bo są tu same ballady, a ostatnia połączona z grą Phila na perkusji, to majstersztyk, warto to zobaczyć: The Best Ballads Of Phil Collins.

Gdybym miała się rozmarzyć, tak zupełnie absurdalnie, to bardzo chciałabym kiedyś w duecie zaśpiewać z Philem. Niestety nie wszystkie marzenia się spełniają, a to jedno z takich, bo nawet gdyby jakimś cudem przyszła taka propozycja ;-) to głos mój do śpiewania raczej już się nie nadaje. Za to do mówienia jak najbardziej, ale nie dziś. Nadal gigantyczna chrypa rządzi moim gardłem. Miałam nawet w planach nagrać Wam połamańce, którymi męczyłam Was w ostatnich dniach, ale katar i kaszel nie pozwalają, obiecuję że wkrótce postaram się to nadrobić. A skoro o MOJEJ MAŁEJ MIŁEJ MANII ŁAMANIA JĘZYKA MOWA, to na koniec przygotowałam perełkę, czyli tekst który osobiście bardzo lubię. Gotowi? Zatem proszę głośno i wyraźnie:




CKLIWY PRESTIDIGITATOR TODOREGALLO WERDADERO DO KNAJPKI MKNIE PO BUTELECZKĘ SPIRYTUSIKU NAJWYDESTYLOWANIUCHNIEJSZEGO DLA REŻYSERA LAUBZEGI, KTÓRY WYREŻYSEROWAŁ PRZEINTELEKTUALIZOWANE I PRZELITERATUALIZOWANE DZIEŁO: „BIHUŁBAŁAMBOBAMBŁAGOHAMBA”.
 

I żeby nie było, jakaś prawda w tym zdaniu jest, choćby nazwa: „BIHUŁBAŁAMBOBAMBŁAGOHAMBA” - tak, tak, istnieje może nie dzieło o takiej nazwie, ale takie pojęcie w literaturze. Dodam, że w momencie gdy literki Wam się zlewają i trudno Wam coś przeczytać, to warto wówczas sobie swoim własnym szyfrem rozpisać dany tekst. Osobiście ten jeden wyraz podzieliłam sobie na kilka i wówczas znacznie szybciej i łatwiej nauczyłam się go odczytywać. Ja zrobiłam to tak: „BIHUŁ BAŁAM BOBAM BŁAGO HAMBA” - prawda, że od razu łatwiej?

No to skoro to ostatni dzień z moimi ulubionymi połamańcami to macie tu jeszcze coś odnośnie wczorajszego ćwiczenia:



Z ROZENTUZJAZMOWANEGO TŁUMU WYINDYWIDUALIZOWAŁ SIĘ NIEZIDENTYFIKOWANY PRESTIDIGITATOR, KTÓRY WYIMAGINOWAŁ SOBIE SAMOUNICESTWIENIE.

A dla wytrwałych mam jeszcze takie dwa krótkie połamańce:



PRZYGWOŹDZI BŹDZIĄGWA GWOŹDZIEM ŹDŹBŁO, TO POBŹDZI ŹDŹBŁKO.

CZEGO TRZEBA STRZELCOWI DO ZESTRZELENIA CIETRZEWIA DRZEMIĄCEGO W DŻDŻYSTY DZIEŃ NA DRZEWIE?

Fot. z albumu rodzinnego
No i jak Wam poszło? Mam nadzieję, że w przyszłości Alana nie zamęczę takimi wierszykami, póki co bardzo je lubi, gorzej będzie, gdy w przyszłości zacznie je powtarzać po mnie, mam nadzieję, że nie zabraknie mi wtedy cierpliwości. A co do cierpliwości, to ta popłaca, już wczoraj odkurzacz został ujarzmiony, a dziś nawet zdarzyło się kilka razy, że Alan sam chciał swój nos odkurzać. Dla mało wtajemniczonych, piszę tu o urządzeniu do odsysania kataru, które należy podłączyć do odkurzacza. Na zdjęciu macie całe urządzenie, ale już bez odkurzacza. Ot, rurka z odpowiednimi końcówkami. Trudno było mi się przełamać, by je zacząć używać, jeszcze trudniej było Alanowi, ale teraz nie żałujemy trudu i łez.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz