poniedziałek, 23 lutego 2015

IDA - BRAWO!

W tym tygodniu mamy kolejne podejście do żłobka, dziś nie obyło się oczywiście bez płaczu, no ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Faktycznie serce pęka w momencie gdy dziecko jest zabierane. Jednak po chwili słyszę (nasłuchując pod drzwiami sali), że płacz ustępuje. Mam nadzieję, że tym razem się uda nie zachorować i powoli przygotuję Alana do dłuższego przebywania w tym dziecięcym przybytku uciechy. Mam też nadzieję, że kiedyś doczekam się od niego słów typu: "jeszcze nie wracam do domu, bo się jeszcze nie wybawiłem", wtedy będę wiedziała, że polubił to miejsce. Póki co na takie słowa liczyć nie mogę, tym bardziej, że Alan zaczął dopiero składać różne sylaby, które w słowa się jeszcze nie układają. Ciekawe czy by wypowiedział słowo IDA, w sumie nie sprawdziłam, a powód do nauki takiego słowa jest, bo jak się rano obudziłam i dowiedziałam się o Oskarze, to pomyślałam, że to naprawdę jest wielki sukces.


Takie momenty w życiu warto zapamiętać, możemy być przecież dumni i nie ma co hejtować takiego wydarzenia i filmu, że niby antypolski. Szkoda, że nie obejrzałam gali oskarowej, no ale cóż, ostatnio nie dane mi zasiadanie przed TV, co najwyżej wieczorową porą mogę sobie coś na kompie puścić, ale i na to nie ma czasu. Szykuje się wszak mój powrót do pracy i powoli trzeba będzie się przestawiać na wczesno - poranne wstawanie, na dodatek w marcu znowu będzie dzień, gdzie spać będziemy godzinę krócej. Jakie to niesprawiedliwe, jesienią kiedy szykujemy się do zimy i pogoda też nie zawsze dopisuje, to  dodają nam godzinę snu. Zaś wiosną, gdy wszystko się budzi i świat zaczyna szaleć, to tę godzinę nam odbierają. Dla mojego biologicznego zegara lepiej by było, gdyby było na odwrót. Niestety nie jestem porannym skowronkiem, mogłabym śmiało rzec, że jestem typem sowy. Co do wiosny, to właśnie podejmuję decyzję, czym obsiać jedno z pól, bo na drugim mam już ozimą pszenicę, więc problem z głowy.  Teoretycznie problem z głowy, bo pszenica z ostatnich zbiorów jeszcze mi zalega... ech życie... sprzedam jeżeli puszczę za bezcen. Czasem wydaje mi się, że mam za dużo tego wszystkiego na głowie, bo zarządzania i kombinowania jest sporo. Ostatnio rozmawiałam z Przyjacielem, który też ma sporo różnych rzeczy na głowie i podsumował to takimi słowami: staramy się to wszystko znosić jako zwykłą codzienność. Tak już musi być i koniec.
Zatem już nie narzekam, tak po prostu u mnie jest i koniec. Jutro pójdę na zebranie zorganizowane przez ARiMR, to może czegoś nowego się nauczę i tym sposobem wykorzystam czas, kiedy Alan będzie w żłobku.

Na koniec coś pół żartem, pół serio, trochę wiosennie, bo właśnie koty zaczęły mi miauczeć za oknem. To cytat z jakiegoś filmu, tylko nie pamiętam jakiego, o dziwo go zapamiętałam:

W marcu koty, w kwietniu psy, a w maju my!


Niech ta wiosna już nadejdzie i byle do maja? ;-)


2 komentarze:

  1. Rozumiem Cię bo ja też jestem typem "nocnego Marka", a rano bym sobie smacznie pospała :) Dla mnie to cofanie godziny, a potem jej zabieranie jest bez sensu. Tak na prawdę nic nie wnosi konkretnego, a tylko drażni ludzi bo czy faktycznie coś przez to się oszczędza to rzecz względna..
    Oscar to wielka chluba dla nas Polaków i myślę, że muszę zobaczyć ten film :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, ze dziś w sieci huczy od hejtów na temat IDY, a każdy kolejny mądrzejszy od następnego. Przecież IDA to nie dokument, to fikcja literacka i reżyser mógł opowiadać scenariusz jaki tylko mu się podobał. Wybrał bardzo trudny temat.

      Usuń