czwartek, 19 lutego 2015

ILE DNI DZIECKO CHODZI DO SZKOŁY?

Dziś przypadkiem trafiłam na krótki statystyczny artykuł dotyczący ilości dni, które są wolne od nauki. Okazuje się, że uczniowie w wieku miedzy 7-14 rokiem życia w tym roku zasiądą w ławkach 188 razy, zaś reszta czyli 177 dni, to wolne. Mogą być oczywiście gdzieś niewielkie różnice, ale i tak ilość wolnych od nauki dni jest imponująco wielka. Macie ochotę przeczytać sobie u źródła te dane, to proszę bardzo, zerknijcie TU.
Powiem Wam, że przeraziło mnie to. Co prawda mój Syn jeszcze nie jest w wieku szkolnym, ale perspektywa, że za kilka lat będę musiała inaczej zorganizować swoją pracę mnie przeraża. Zobaczcie jak to "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia", oczywiście to przenośnia, ale uczniowie zapewne cieszą się, że nie będą chodzić do szkoły, zaś rodzice, którzy muszą pracować i dbać o bezpieczeństwo dziecka raczej nie. Oczywiście czasem pewnie będą działać świetlice szkolne, ale i tak trzeba będzie się wówczas pewnie nakombinować i nagimnastykować, a gdy się w pojedynkę dziecko wychowuje, to trzeba będzie się podwójnie nakombinować. Ciekawa jestem jak sobie radzą rodzice małych uczniów w takich sytuacjach.
Jest jeszcze druga strona medalu, tego, że z okazji przeróżnych świąt dzieci nie będą się uczyć w szkole. Otóż to co mogłyby opanować na lekcjach w szkole trzeba będzie pewnie przerobić w domu, bo program nie jest elastyczny.
Póki co będę się tym martwić za kilka lat. Teraz planuję co zrobić w lipcu. Wtedy nasz żłobek jest niestety zamknięty na cztery spusty. Trzeba będzie to jakoś zorganizować.
Nawet nie wiecie, jak mi się marzy teraz praca w trybie Home Office. Co prawda ma ona wiele minusów, bo wychodzenie do ludzi bardzo mobilizuje, ale nie traciłabym czasu na dojazdy, kosztów z tym związanych też by nie było. Mogłabym pewnie spać godzinę dłużej, no i miałabym nad wszystkim kontrolę. Trzeba by było być jednak bardzo zorganizowanym i zdyscyplinowanym. Choć przyznam, że blogowanie nauczyło mnie dużej samodyscypliny.


Na koniec ocieplimy trochę klimat, znaliście taką sztuczkę, że po połączeniu pomarańczy z olejem wychodzi świeczka? Nie? No to proszę bardzo, obejrzyjcie film instruktażowy.
 

Proste? Bardzo! Nareszcie udało mi się dorwać pomarańczę z odpowiednim "knotem", zalałam ją olejem rzepakowym, ale, że to było wczoraj wieczorem to stwierdziłam, że poczekam do następnego dnia, by ją odpalić, po 15.00 ją odpaliłam i.... udało się. Wygasła sama po 19.00. Płomień dawała przez blisko 4h. Ta moja "pomarańczowa świeczka" górnej obręczy nie miała i może trochę jak stare znicze sprzed lat wyglądała, ale najważniejsze, że był płomień. Niestety co do zapachu, to nie liczcie na pomarańczowe aromaty, rzepakowego na szczęście również nie czułam, po prostu bezzapachowa. Kolejnym razem postaram się o olejek eteryczny. A poniżej macie kilka fotek mojej "pomarańczowej świecy". 





Ja dziś miałam kolację przy świecy, a Wy?


2 komentarze:

  1. Faktycznie tego wolnego jest zdecydowanie za dużo, rodzice mają problem, a dzieciaki nie wiedzą co z czasem zrobić. Ja jeszcze pamiętam, co prawda słabo jak w podstawówce był taki okres, że się chodziło do szkoły nawet w sobotę, a każdy wolny dzień i święto odrabialiśmy dodatkowymi zajęciami. Teraz robi się po prostu długi weekend i po kłopocie. Nie wiem jak jest ze żłobkami ale w przedszkolu na okres wakacji przez miesiąc dyżurnie można dziecko posyłać do innego przedszkola. Moja siostra tak robi ze swoim synkiem.
    Pomysł ze świeczką jest ciekawy ale na pewno wymaga mega precyzji bo chyba nie jest tak prosto obrać pomarańcze tak żeby nie uszkodzić skóry i w dodatku wyciągnąć z tym knotkiem ze środka. Przyznaj się Singiel Mamo jak Ci to szło? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie w lipcu czeka mnie dłuższy urlop, przynajmniej mam co planować. A co do świeczki pikuś, o ile ma się dobrą pomarańczę. Mnie się udało za pierwszym razem, co nie oznacza, że za drugim też się uda. Wystarczy inny gatunek z kiepskim ogonkiem i knota nie będzie.

      Usuń