piątek, 13 lutego 2015

LEKARSTWA

Już dziś miałam ochotę zastrajkować, a co: górnicy, kolejarze, pielęgniarki i rolnicy mogą to ja też. W sumie jestem mało rolnym rolnikiem, więc nawet mogłabym się podpiąć pod odpowiednią grupę, jednak ta chęć poklikania przed snem była silniejsza od chęci wylegiwania się w łóżku wieczorową porą. 

Nadal walczymy z chorobami, z tym, że od wczoraj jeszcze dodatkowo ja zaczęłam łykać domowej roboty specyfiki, które jakoby mają mi pomóc, bo od Alana nabyłam katar i drapie mnie w gardle.  Co do Alana, to minęło kilka dni i jest przemiana. Katar odsysamy odkurzaczem już bez płaczu i mogę to robić w pojedynkę, bez pomocy dodatkowej pary rąk, która na początku musiała przytrzymywać główkę Alana. Nawet odkurzać znowu mogę przy Synu, bo na początku ta czynność, którą dobrze zna przyprawiała go o płacz, bo myślał, że będę się znowu dobierać do jego nosa. Warto było się pomęczyć, bo teraz "odkurzanie nosa" to czysta przyjemność. Zaś lekarstwa Alan tak polubił, że traktuje je prawie jak wyczekiwany deser. Fakt dziecięce medykamenty są niesamowicie dobre, nawet antybiotyk ma ciekawy smak. Już się boję co mu zaproponuję w zamian. Tak sobie pomyślałam, że nieźle to sobie wymyśliły firmy farmaceutyczne, szybko dziecko można by uzależnić. Na szczęście, póki co Alan największe uzależnienie przejawia w kierunku wszelkiego rodzaju pojazdów i butli z kompotem jabłkowym, więc się pocieszam, że o lekach szybko zapomni.

Tak więc teraz chorujemy już w parze, mnie wróciły smarkate lata, Alan w znacznie lepszej formie niż ja, ale jakoś dajemy radę. Trzeba się pocieszyć, że będziemy bardziej odporni i może tym razem uda nam się w żłobku zaliczyć więcej niż 3 dni, na które złożyły się całe 4h.


Dziś kolejny dzień z MOJĄ MAŁĄ MIŁĄ MANIĄ ŁAMANIA JĘZYKA. Kolejny połamaniec przed nami, ale żeby nie było Wam tak prosto i żeby faktycznie było widać, że to z moich prywatnych zbiorów wierszyki, dziś fotka z wierszykiem, który mam nadzieję z mojego pisma rozszyfrujecie. 





No i jak? Zapisywane to było około 19 lat temu, darujcie ewentualne potknięcia i błędy. Z takimi notatkami wówczas wychodziłam z lekcji dykcji. Teraz zapewne z takich lekcji wychodzi się z notatkami w wersji elektronicznej, ewentualnie z wcześniej wydrukowanymi tekstami. Te mają jednak swój wielki urok, lubię sięgać po nie do mojego dykcyjnego segregatora.

No to na koniec jeszcze jeden krótki przykład ćwiczeń:

OTO MOTTO ATAMANA, GRUNT TO DOBRA OTOMANA!
 

Nie narzekałabym, gdybym miała dobrą otomanę. 


Ps 1. A propos małorolnej rolniczki (czyt. mnie) chce ktoś kupić pszenicę lub pszenżyto? Jeszcze kilka ton mam na zbyciu :-) A kasa by się teraz przydała.

Ps 2. Nie zjadłam wczoraj ani jednego pączka, czy naprawdę był tłusty czwartek? Żeby chociaż mały chruścik, a tu nic, null, zero. I dobrze, nie poszło mi w boczki.

Ps 3. Łaskawie panująca Neostrada powróciła o poranku i nic nie musiałam robić, a szkoda bo już myślałam o kole ratunkowym jakim jest telefon do Przyjaciela :-)
 

2 komentarze:

  1. Dobrze że darowaliście sobie te pączki, bo jak mówią liczne badania spożycie cukru obniża naszą odporność blokując sprawne działanie białych krwinek (źródł: science news.pl). Rozchorowalibyście się pewnie jeszcze bardziej, a tego w ogóle Wam nie życzymy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety codzienna porcja ciasteczek mnie nie ominęła. No ale czego się nie robi dla dziecka, by mleko miało słodsze :-) a o pączkach przez te choroby zupełnie zapomnieliśmy.

      Usuń