sobota, 21 lutego 2015

STRES U DZIECKA - TEORIA PRZYWIĄZANIA cd.

Fot. z albumu rodzinnego
Czy moje małe 14-sto miesięczne dziecko może być zestresowane? Zasnął dziś dopiero o 23.20. Koło 21.00 leżeliśmy jak zwykle i był już blisko zaśnięcia, aż tu nagle potężny krzyk i płacz przerwał utulanie. Pomyślałam... choroba przeszła, czyli ząbki. Nasmarowałam i trochę pomasowałam dziąsełka, ale Alan wcale nie miał ochoty iść spać, wręcz przeciwnie humor miał wisielczy. Co robić? Były zabawy, piosenki, bajki... dopiero w momencie gdy przeprowadziłam z nim kolejną rozmowę z cyklu dlaczego nie ma taty, to znowu zaczął się uśmiechać do mnie i w 5 minut zasnął. Czy to przypadek? A może działa TEORIA PRZYWIĄZANIA, którą opisywałam tu 2 razy, poprzednie wpisy na ten temat znajdziecie tu:
ROZMOWY Z BRZUCHEM - TEORIA PRZYWIĄZANIA

TEORIA PRZYWIĄZANIA cd.
Szczerze polecam ten temat, bo to niezwykle ciekawe zjawisko stosowane w psychologii dziecięcej. Ciekawa jestem jak dziś Alan prześpi tę noc. Ale te uśmiechy na koniec, po wielkich fochach wskazują na to, że zasnął dziś w naprawdę świetnym humorze, więc może zdarzy się cud i będzie spał nieprzerwanie do rana? Jeżeli tak to kolejny raz uwierzę w TEORIĘ PRZYWIĄZANIA. To też oznacza, że z dzieckiem należy rozmawiać na trudne tematy i warto pamiętać o tym, że prawda jest terapeutyczna.

Dziś tak naprawdę, gdyby nie wieczorna zmiana planów (wszak Alan miał zasnąć znacznie wcześniej), to pewnie temat byłby zupełnie inny, ale mimo tego, że wiele rzeczy planuję to też wiem, że dobrze być w życiu elastycznym. Mam nadzieję, że też tak macie. Tym bardziej, że życie naprawdę lubi zaskakiwać. Oto anegdota z tego tygodnia. Poranek... jak zawsze wylegujemy się z Alanem, bawimy... przychodzi Mama i mówi: "Mamy zimne kaloryfery". Cóż życie, trzeba będzie się szybko zorganizować, zmienić plany, bo do południa mi zejdzie z piecem i z Alanem. Po śniadaniu zeszłam do piwnicy wiedząc, że czeka mnie brudna robota. Skoro piec wygasł, to już go przynajmniej porządnie doczyszczę, a tu kolejna "niespodzianka", bo węgiel w podajniku jest, a to znak, że coś zatrzymało węgiel w ślimaku... masakra... wzięłam kij od miotły, zapuściłam ręcznie ślimak i jakoś tam próbuję grzebać i stał się cud! Udało się, ruszyło! Choć przyznam, że robiłam to bez przekonania i w głowie obmyślałam już plan jak fachowo się zabrać do tej "usterki". Piec doczyściłam jak nigdy, potem odpaliłam, doładowałam i po godzinie usmolona jak Kopciuszek byłam w domu. Nie ma to jak długi prysznic w ciągu dnia. Niestety nim się obejrzałam minęła 13.00 i tak pół dnia przeszło mi obok, a plany miałam zupełnie inne. Mimo wszystko dumna byłam z siebie, bo po raz kolejny udało mi się bez większych problemów odpalić piec. Pamiętam jak to robiłam pierwszy raz 3 lata temu, klęłam wtedy jak szewc, a teraz na luzie, bez zdenerwowania. Sama się sobie potem dziwiłam.
Teraz też pisząc to po prostu wiem, że zdążę tuż przed północą post opublikować, nic dziwnego jestem jak Kopciuszek :-)


4 komentarze:

  1. No brawo jestem pełna podziwu dla Ciebie. Jeszcze trochę i zdobędziesz miano "złotej rączki" :) Jesteś jak Irena Kwiatkowska żadnej pracy się nie boisz :) Przywiązanie i umiejętność rozmawiania ze swoim dzieckiem faktycznie jest bardzo ważne to buduje dobre relacje i więź dziecka z rodzicem. Ja byłam bardzo młoda jak urodziłam syna i wtedy jeszcze nie było tych wszystkich mądrości na temat wychowania dziecka, a szkoda bo teraz wychodzą niestety błędy wychowawcze. Jesteś świetną kobietą i mamą Monia i Twój synek jest wyjątkowy więc na pewno poradzicie sobie z tą trudna rolą wychowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak partnera u boku powoduje, że nagle odnajdujesz w sobie wiele talentów, grunt to wierzyć we własne umiejętności i nie zrażać się jak coś za pierwszym razem nie wyjdzie. A jeżeli przeraża nas perspektywa zrobienia czegoś samemu, to warto porzucić dumę i poprosić o pomoc tych co się na tym znają. Gabunia76, też świetnie Syna wychowałaś :)

      Usuń
  2. Faktycznie jak człowiek jest zdany tylko na siebie to chcący niechcący trzeba sobie samemu radzić. Moim zdaniem to dobra cecha umieć wiele rzeczy i radzić sobie w trudnych sytuacjach. Nie trzeba się prosić nikogo bo z tym to różnie bywa w dzisiejszych czasach. Oczywiście jestem jak najbardziej za, że jak się zna fachowca w danej dziedzinie to nie trzeba udawać takiego Supermena tylko śmiało poprosić o pomoc. Czasem jest też tak, że partner jest przy boku i na tym się kończy jego rola. Trzeba niestety nauczyć się liczyć na siebie i samemu wykonywać wiele czynności. Wiesz Monia co do wychowania mojego syna to za dużo osób się wtrącało i krytykowało moje zdanie czy sposoby. Wyszło jak wyszło to niestety widać. Nie jest zły chłopak ale nie ukrywam, że miałam z nim problemy wychowawcze i do dziś to tak kuleje. Niestety przez częste krytyki w moim kierunku nie wypracowałam sobie szacunku i autorytetu. Dlatego pamiętajcie drodzy rodzice nie pozwalajcie sobie na wtrącanie się w wychowanie Waszych dzieci, a tym bardziej krytykowanie Was tak żeby dzieci to słyszały.

    P.S. Sorki Moniczka się rozpisałam za bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisz, pisz, bo masz wiele do powiedzenia. A co do wtrącania się i krytykę przy dziecku, to masz tu rację. Nie bądź taka samokrytyczna jesteś świetną Mamą, Syn to doceni.

      Usuń