czwartek, 5 lutego 2015

WALENTYNKI

Czuję się napastowana, z każdej strony gdzie tylko nie spojrzę tam wszędzie serca, różyczki i amorki. Znać, że zbliżają się Walentynki. Właściwie czuję się tak od lat, bo nikt mnie nie nauczył tego święta obchodzić czule. Tak więc chciałabym stanowczo zaapelować do analityków od moich upodobań, tyle różnych danych zbieracie z sieci, wiecie po jakich stronach chodzę, gdzie zaglądam, to dlaczego wysyłacie mi pełno spamu niby kontrolowanego przez Was w postaci serduszek i propozycji na wieczór Walentynkowy? Nie mówię tu o wiadomościach, które mogę kontrolować, bo zawsze mogę je zaspamować lub kliknąć w odpowiedni link wypisujący mnie z listy spamerów. Mówię tu o wiadomościach jakie codziennie czytam na mojej najstarszej poczcie założonej kiedyś na jednej z wyszukiwarek, to właśnie oni zalewają mnie tzw. kontrolowanymi mailami, wyselekcjonowanymi pod względem moich zainteresowań, jakie na bieżąco śledzą - śledząc moje ruchy w sieci. No więc kiedy ja zaglądałam do działu bielizna, że fotografie koronkowych stringów dostaję z propozycją zakupienia ich na walentynkowy wieczór? Albo: Dla niej, dla niego, dla domu na Walentynki. Właśnie teraz sobie w duchu pomyślałam, że chyba mnie to bardzo irytuje, skoro tu musiałam dać upust emocjom związanym z Walentynkami. A propos, pewnie wiecie, że św. Walenty jest patronem nie tylko zakochanych, ale również epileptyków? Zaś 14 dzień lutego - to dzień jego śmierci. Koniec walentynkowego tematu, póki co nie liczę na to, że dostanę substytut "miłości" w formie walentynki, zaś jeżeli macie ochotę rozwijać swoją wiedzę na temat owego świętego to zerknijcie TUTAJ przyznam, że ciekawie została tu opisana postać św. Walentego.
 
Fot. z albumu rodzinnego
Teraz wracam do Alana, który na razie śpi, ale co mnie będzie jeszcze czekać tej nocy - nie mam pojęcia. Wczorajszej nocy mieliśmy tzw. "precyzyjne haftowanie". Przez cały dzień niestety męczył go ból brzuszka i przebieraliśmy pieluchę za pieluchą. Mam nadzieję, że to nie rota wirusy o których się bardzo dużo nasłuchałam, jednak według moich obserwacji powoli przechodzi mu ból. W sumie szczepiłam go na te wirusy, więc może dlatego organizm dzielnie się broni. Jutro i tak stawimy się u lekarza. Wizyta zamówiona, zatem żłobek trzeba będzie znowu odmówić, no i tak nam minie pierwszy tydzień żłobkowania. W sumie: przechodziliśmy 3 dni, ale że to były pierwsze dni żłobkowania, to dawkowaliśmy Alanowi emocje po trosze i tak 4 godziny spędzone w żłobku i już choroba. Myślałam, że później nas infekcje dopadną. Dobrze, że choć dobry humor Alana nie opuszcza i między popłakiwaniem radośnie się bawi.





6 komentarzy:

  1. Monia Walentynki mogą Ci się wydawać smutnym świętem dotyczącym miłości. Nie jest jednak sprecyzowane tak do końca jakiej miłości. Jeżeli jest się singlem to może być początkiem całkiem fajnej znajomości czy przyjaźni. Tak na prawdę to Walentynkę można ofiarować każdemu: rodzicom, dzieciom, dziadkom, znajomym, możliwości jest wiele. Ja daję swojemu synalowi i pomimo, że jest dorosły to robi wtedy słodka minkę i się przytula do mnie. Taki drobny gest, a może uszczęśliwić każdego. Więc wszystkim, którzy się czują samotnie mogę podpowiedzieć, nie interpretujcie tego święta aż tak źle tylko pomyślcie komu by tutaj dać jakąś wesołą Walentynkę żeby poprawić sobie i innym humor :) bo tak na prawdę MIŁOŚĆ ma wiele twarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, może więc w tym roku przełamię się i dam Walentynkę Alanowi, mnie nikt tego święta nie nauczył, Alana powinnam nauczyć ja.

      Usuń
    2. Dokładnie od czegoś trzeba zacząć ;) I jeszcze proponuję super Walentynkę dla mamy :) myślę, że się ucieszy, a może Alanek narysuje taką Walentynkę dla babci, pomysłów jak widzisz może być całkiem sporo.

      Usuń
    3. Będę musiała coś wykombinować :-)

      Usuń
  2. Ja dziś po raz pierwszy poczułam się "napastowana". Wykonując ruchy w sieci zostawiamy o sobie cyfrowy ślad, a potem trafiają do nas tzw. reklamy dedykowane. Jakże się zdziwiłam kiedy - ni stąd ni zowąd - na monitorze mojego laptopa pojawił się duży baner zachęcający do odwiedzenia portalu randkowego. Reklama całkowicie chybiona, bo od 15 lat jestem żoną jednego człowieka, z którym mam troje dzieci. Ale po pierwszym zdziwieniu coś mi w głowie "zaskoczyło". Spojrzałam na stronę, którą właśnie miałam otworzoną i na którą często zaglądam: blog SINGIEL MAMA. No trudno. Niech już sobie wysyłają te banery zachęcające do flirtu. I tak nie skorzystam, a tu nadal będę zaglądać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha... aż mi się łezka w oku zakręciła z radości, jak również w głos się zaśmiałam (nie ironicznie i nie szyderczo) czytając ten komentarz. Nawet nie pomyślałam, że dzięki stronie singiel mama niektórzy znowu w oczach googla zyskają powodzenie towarzyskie :) swoją drogą nie wiem czy pamiętacie taki wpis TOWAR WYBRAKOWANY - http://www.singielmama.eu/2014/11/towar-wybrakowany.html polecam tym, którzy zastanawiają się nad randką wirtualną. Tu oczywiście opis wykonany oczami mamy singielki.

      Usuń