wtorek, 31 marca 2015

BOJĘ SIĘ WIATRU

Od tygodnia bawimy się w chowanego z wirusami, już myślimy, że wszystko jest już OK, a tu nagle wyskakuje takie nie wiadomo co i z wielkim entuzjazmem wykrzykuje: a kuku. No i takim to sposobem Alan wciąż zamiast maszerować do żłobka, zostaje w domu. Dobrze, że mam go z kim zostawić. Humor mu na szczęście dopisuje, ostatnio polubił zabawę: "chowam się za firanką i nikt mnie nie widzi".






Dziś i ja będę się chować w chowanego pod kołdrą, gdy już kołysanki wybrzmią i nastanie cisza, bo w tej ciszy niestety będę słyszeć to co się dzieje za oknem. Już Wam kiedyś o tym wspominałam, że bardzo boję się silnego wiatru. Wczoraj trudno było mi zasnąć, dziś pewnie będzie podobnie, próbować jednak trzeba, bo budzik nastawiony jest na 5.00.

Dobrze, że jeszcze w pracy nie ścigam się z czasem, bo powrót zafundowano mi w dobrym tempie, gdyby i tam była gonitwa, to pewnie padłabym, a tak to jeszcze da się jakoś funkcjonować i powoli wszystko się układa. Teraz jeszcze żeby Alan do żłobka wrócił.

Co do pracy sporo się tam pozmieniało, jest bufet, którego wcześniej nie było. Przyjeżdża Pan Kanapka, a po nim Pan Bułeczka. Da się przeżyć dzień nie biorąc zapasów z domu. A że jeszcze jestem mało zorganizowana to pan Kanapka (jego sobie upatrzyłam) ratuje mnie przed pracą na głodzie. Jutro bułka z sałatką meksykańską jest już zamówiona :)


22:40, korpo mama idzie spać, darujcie, ale muszę spróbować się wyspać.

Ps. Święta tuż tuż, a ja w rozsypce. Okna umyję, ale po świętach jak będzie ciepło, ciasta tym razem kupię, a dom przecież jakoś ogarnę, nie musi być perfekcyjny, ma w nim gościć święty spokój. A jak jest u Was?





poniedziałek, 30 marca 2015

BAJKI O EMPATII - FABRYKA MARZEŃ odc. 5

Dopiero co publikowałam bajkę o urodzinach żyrafy BIBI - znajdziecie ją tu: URODZINY BIBI, a już mogę Was zaprosić na kolejną część Bajek o empatii Wydawnictwa Co Ja Na To


Jak wiecie od jakiegoś czasu staram się rozwijać nowe hobby, czyli kręcenie filmików z cyklu: "Bajeczki z książeczki". Pomysł był prosty - Mama czyta, zaś dziecko słucha. To wszystko po to by wyrobić w maluchach chęć słuchania i uczestniczenia w czytaniu. Być może w przyszłości dzięki temu sami dużo chętniej będą sięgać po książki. Właściwie mogłabym tu przedstawiać różne wizje i teorie, które gdzieś po głowie mi się błąkają, ale nie opóźniajmy kolejnej naszej blogowej premiery.
Ladies and Gentelmen oto nasza trzecia produkcja: ZABAWA W KOSMONAUTÓW.



Dodać mogę, że książkę "Przyjaciele żyrafy. Bajki o empatii" możecie zamówić pod adresem: www.cojanato.pl

Jeżeli czekają Was trudne rozmowy z dziećmi i nie macie pojęcia jak się do tego zabrać, to zapraszam Was również na blog autorek książki Anety Ryfczyńskiej i Joanny Berendt: przyjacielezyrafy.blogspot.com


Dodam, że Alan po książki często sięga, zresztą postarałam się o to, bo książki ma w zasięgu ręki, całą swoją filozofię na ten temat i bajek o empatii opisałam kilka dni temu tu: BAJKI O EMPATII.

Oczywiście przy okazji jak zawsze chylę czoło przed naszym montażystą - kamerzystą, któremu dziękuję za cierpliwość i szczerze go Wam polecam:
Robert Pencak - robert.pencak@gmail.com

Dodatkowo uściski przesyłam:

Bartkowi Niedźwieckiemu za oprawę muzyczną - www.soundcloud.com
Na uwagę zasługuje również głos męski: Andrzej Gozdek - www.afgart.pl

Na koniec wielka prośba do Was oceniajcie, komentujcie i SUBSKRYBUJCIE nasz kanał HockiKlocki. A jeżeli tylko macie ochotę to udostępniajcie na swoich profilach w mediach społecznościowych nasze mini produkcje. Będziemy zaszczyceni, a przy okazji być może zacznie się spełniać... jakby to nazwać... nasz amerykański sen? Jak zwał tak zwał :-)



 

niedziela, 29 marca 2015

NARESZCIE WYSPANA

Tydzień pracy, odrobina żłobka, dwa wirusy, dwie nianie (super fajne znajome "nianie", które podjęły się opieki z godziny na godzinę, jedna jednego dnia, druga przez dwa kolejne - grunt to wiara w dobrą organizację), wczesne wstawanie, no i wielkie WOW w pracy. Tak w skrócie mogłabym opisać miniony tydzień. Do tego dochodzi wielkie zmęczenie, bo przecież z jednej strony i mnie wirus dopadł, a z drugiej dała mi się we znaki choroba Alana, zaś z trzeciej poranne wstawanie. Co do porannego wstawania, to właśnie tego najbardziej się obawiałam i miałam rację. Budzik dzwoni, a ja sobie myślę, jeszcze 5 minut... po kolejnych 5 minutach znowu bym tak powiedziała, ale na szczęście Alan się przebudza i chce piersi. I gdyby nie karmienie na pół śpiąco, które rekompensuje mi jeszcze odrobinę porannej drzemki, to pewnie byłoby kiepsko.

Dziś znowu przed snem będę sobie powtarzać jak mantra, "śpisz krótko - więc śpij intensywnie" i tak w kółko. Szkoda, że się nie da spać na zapas, na przykład dziś w niedzielę mogłabym w ciągu dnia gdy Alan spał również się położyć i jak nic byłabym dwie godziny ze snem do przodu. A może macie jakieś sposoby na to by spać krótko i czuć się bardzo wypoczętym i pełnym energii?

Zazdroszczę Alanowi tych popołudniowych drzemek, które ostatnio w Jego wykonaniu sięgają nawet 3 godzin, a wygląda to wtedy tak:

Fot. z albumu rodzinnego

Spokojny z lekkim uśmiechem na twarzy, od czasu do czasu trochę się pokokosi...

Teraz sobie pomyślałam, że dzięki temu, że tak dużo jest do zrobienia, to ja wciąż za mało śpię, ale za to przesypiam mniej życia niż statystyczny człowiek. Bo jakby na to nie patrzeć jeżeli śpimy choćby 8h na dobę, a doba ma 24h, to przesypiamy przynajmniej 1/3 swojego życia. Szkoda, że nie wymyślono czegoś co skoncentrowałoby sen, jak dużo czasu moglibyśmy jeszcze zagospodarować :-)

Jedno jest pewne, że czasem siły trzeba zregenerować i to zrobiłam w ten weekend, wczoraj się wyspałam. Po intensywnym tygodniu pracy, pełnym nowych wyzwań warto było poświęć trochę czasu na sen, by nadrobić nieprzespane godziny. Mnie to pozwoliło na regenerację organizmu. Mam nadzieję, że wirusa też się pozbyłam. A teraz pędzę spać intensywnie, bo budzik zadzwoni punkt 5.00.


sobota, 28 marca 2015

WIECZÓR PRZY ŚWIECACH

Sobota poranek - właściwie godzina 7.00, a ja już nie mogę spać. Jeden tydzień porannego wstawania mam już za sobą i już takie zmiany w organizmie?  A przecież obiecywałam sobie, że się dziś wyśpię. Zastanawiam się jak minie ten dzień. Wiadomo, przy sobocie sporo pracy mnie czeka, bo jak zawsze na ten ostatni dzień tygodnia zostawiam cotygodniowe sprzątanie. A jest co sprzątać, bo w tym tygodniu ze względu na powrót do pracy, nie było by czasu na proste wyzwania dla "pani domu". Tydzień był męczący fizycznie, więc też pracowicie go zakończę, ale wieczorem postaram się o mały relaks.

Wiecie, że dziś mamy szczególny dzień?

Dziś o 20:30 zaczyna się bowiem Godzina dla Ziemi WWF, to cykliczna akcja, która swoim zasięgiem obejmuje cały świat. Dziś zatem o wskazanym czasie na godzinę gaszone są światła, by w ten sposób przypomnieć o oszczędzaniu energii i dbaniu o środowisko. Ja w to wchodzę, to przecież świetny powód by wreszcie odpalić kilka świec. Na romantyczne towarzystwo nie liczę, ale przynajmniej nastrój sobie poprawię. Ogień przecież przyciąga wzrok i powoduje, że od razu w duszy zaczyna mi piękna muzyka grać.

Co do świec, to idę kupić pyszne pomarańcze, by zrobić z nich świeczki olejne. Pamiętacie? One działają, sprawdziłam to:




Dodać mogę, że na przestrzeni lat wygaszano oświetlenie tysięcy najbardziej charakterystycznych obiektów, takich jak Wieża Eiffla w Paryżu, Empire State Building w Nowym Jorku czy Zakazane Miasto w Pekinie. W tym roku Godzina dla Ziemi WWF odbędzie się po raz dziewiąty - w Polsce do akcji zgłosiło się ponad 70 miejscowości. Więcej informacji znajdziecie w sieci, można sobie wygooglować. Najważniejszy jest jednak fakt, że sami również możecie się przyłączyć do tej fajnej akcji i w sumie niewiele Was to będzie kosztować, a może dzięki wyłączonej energii sporo zaoszczędzicie? 1h bez komputera, TV, światła - niby nic wielkiego, ale dla niektórych to bedzie wielkie wyzwanie.

A Ci którzy mają ochotę na pomarańczowy blask ognia mogą po instrukcję zerknąć do tego posta: ILE DNI DZIECKO CHODZI DO SZKOŁY - tytuł posta może wydać się Wam mylny, ale właśnie tam to znajdziecie.


piątek, 27 marca 2015

TOKSYCZNE ZWIĄZKI

Ostatnio rozmawiałam z Przyjacielem, którego dawno nie widziałam. U niego podobnie jak u mnie również wiele zmian zaszło w życiu. Rozwód, dużo trudniejszy w realizacji niż ten, który ja przeszłam, malutki synek i córka z poprzedniego związku. 
Rzec by można "trudne sprawy", właściwie można by napisać scenariusz do ckliwego serialu. Ważne by się zakończył happy endem. Smutnych końców przecież nie lubimy. 
Trudno jest się wyrwać ze związku w którym tkwiło się od lat, szczególnie w roli osoby współuzależnionej. Czy warto powiedzieć wreszcie kiedyś: DOŚĆ? Mogę oczywiście odpowiadać w tym wypadku tylko za siebie: TAK. W sumie mój Przyjaciel też mi to potwierdził, że nie żałuje tego kroku, w Jego wypadku jednak w grę wchodziła jeszcze nastoletnia córka. Długo się zastanawiał nad tym co zrobić, ale czy dziecko może być szczęśliwe z Rodzicami, którzy nie są w stanie ze sobą żyć? Albo z Rodzicami gdzie jedno z nich ewidentnie manipuluje, wykorzystuje i ubezwłasnowalnia drugie? Czy nie lepiej jednak wówczas żyć spokojnie z jednym Rodzicem niż z obojgiem w toksycznej rodzinie?

Życie lubi nas zaskakiwać. Życie lubi dawać nam szanse - tylko trzeba umieć ją dostrzec i zawalczyć o siebie. Jesteś w trudnej sytuacji związkowej? Zacznij od budowania swoich wartości i od uznania siebie za wartościowego człowieka. Dopiero gdy uwierzysz w siebie i to że nikt nie ma prawa Cię krzywdzić, dasz radę coś z tym zrobić. Dobrze jest też znaleźć oparcie w Przyjaciołach czy Rodzinie.
Mnie właśnie to pomogło, do tego wykonałam jeszcze jeden bardzo trudny krok: koniecznie trzeba zerwać z izolacją spowodowaną nadmiernym przywiązaniem do partnera – znaleźć nowe albo wskrzesić stare pasje. Trzeba na nowo zacząć marzyć i wierzyć w to, że możemy być szczęśliwi. Częściej robić to, co sprawia nam przyjemność, co pozwoli pozytywniej spojrzeć na świat. Zacząć częściej wychodzić z domu, poznawać nowych ludzi.

Nie chodzi o to by od razu zerwać wszystkie więzi z partnerem, chodzi o to by jasno móc powiedzieć: to mi się nie podoba, nie rób tak. Tym sposobem dajesz szansę Wam, jeżeli tego nie wykorzysta wtedy działaj i nie poddawaj się.

Wiem, że dziś wzięło mnie na poważne pisanie, trudno jest doradzać, ale trudno stać z boku i patrzeć jak ktoś jest poniewierany.

Jeżeli jesteście biernymi świadkami takich związków to bądźcie choć Przyjacielem dla kogoś kto właśnie walczy ze swoimi słabościami próbując żyć godnie.

czwartek, 26 marca 2015

BYLE DO WEEKENDU

Jak dobrze, że ten tydzień się już kończy. Jeszcze tylko jutro pobudka o 5.00, a w sobotę będę spać i spać (przynajmniej takie są założenia, niestety jeszcze ich z Alanem nie omówiłam). Obawa porannego wstawania nie była na wyrost, dziś już padam. Właściwie przy okazji usypiania przy piersi Syna i ja się już trochę zdrzemnęłam.

Dosyć, że powrót do pracy i poranne wstawanie, to jeszcze wirusy i organizacja opieki nad Alanem. W sumie gdyby nie ogólne osłabienie organizmu, to nie byłoby na co narzekać, jest do wypełnienia zadanie - trzeba się postarać jak najszybciej i najlepiej je zrealizować.

Alan dziś zyskał nową Babcię - którą nomen omen bardzo polubił - zajmowała się nim Mama mojej Przyjaciółki. Dosłownie w ostatniej chwili wpadła mi ona na myśl, gdy gorączkowo zastanawiałam się kogo znaleźć do opieki. Naprawdę ja to mam Fraila :-) (o Frailu pisałam wczoraj)


A w pracy.... nadal się wdrażam, sporo mam do nadrobienia. Korpo-Mama póki co nawiązuje kontakt z Korpoludkami. Wkrótce znowu wskoczę jako jeden z trybików tej wielkiej machiny. Wymaga to jednak jeszcze trochę czasu. Teraz trzeba się ukierunkować i nie rozpraszać, tylko jak to zrobić, gdy myśli same krążą (jeszcze wciąż za często) wokół domu i Alanowego zdrowia. Czy macie sposób na pozbycie się takich myśli?
Ostatnio trafiłam w sieci na takie oto sympatyczne zdjęcie: 


No i tak sobie pomyślałam, że wkrótce i ja będę mogła wykazywać się taką kreatywnością w kuchni. Póki co "piękne" jedzenie jeszcze nie robi na Alanie wrażenia, za to jesteśmy na etapie układania najróżniejszych wieżyczek. Czasem jestem zdziwiona, że takie małe dziecko już tak wiele potrafi. W sumie często gdy obserwuję Syna zastanawiam się co on teraz sobie myśli. Szkoda, że nie potrafi nam tego jeszcze powiedzieć. Niestety te myśli są ulotne, bo jak tu ubrać myśli w słowa?

Fot. z albumu rodzinnego




środa, 25 marca 2015

DLA MNIE MASZ FRAILA

Fot. TwojaRownowaga.pl
Trafiłam dziś na ciekawy artykuł, mówiący o częstotliwości duszy, w całości możecie go przeczytać tu: Twoja Równowaga - Częstotliwość Duszy

Nigdy tego nie wiedziałam, a to jak się okazuje zupełnie niepowtarzalna częstotliwość i na dodatek każdy z nas ma innego Fraila.

Zapytacie dlaczego o tym dziś piszę, bo po przeczytaniu artykułu do którego Was odesłałam mogę stwierdzić, że mimo różnych zdarzeń dnia codziennego (ot choćby tak jak teraz praca i wirusy) to ja swojego Fraila odnalazłam już jakiś czas temu i staram się też otaczać takimi ludźmi, którzy zapewne równie nieświadomie jak ja, również odkryli już swojego Fraila.

Gdy zaczynasz funkcjonować w zgodzie z własną charakterystyczną częstotliwością to: odczuwasz w sobie spokój, pomimo trudności. Masz niezmierną lekkość, łatwość, i wszystko wydaje Ci się proste. Żyjesz z przyjemnością, znajdujesz swoje hobby, pasję i to, co robisz – robisz z ochotą.
Ludzie mówią o Tobie, że masz jakiś nieokreślony urok osobisty, że świat przy Tobie staje się lepszy. Jak się gdzieś pojawiasz, to wszyscy chcą z Tobą rozmawiać.
Masz w sobie to CośTego rodzaju urok osobisty komunikuje nam, że umysł nastroił się na frail duszy.

Czasami fraile długo się nie ujawniają, zagłuszone nadmiernymi emocjami i działaniami, przykryte pod warstwą przekonań.

To tak jakby o mnie napisano, lubię ten stan jaki mam teraz: spokój mimo przeróżnych zdarzeń. Szkoda tylko, że ów Frail tak późno odkryłam w sobie, ale lepiej późno niż wcale.

Trzeba jednak pamiętać, że nawet to co dobre, gdy nie jest pielęgnowane, może nas opuścić. O Fraile trzeba dbać. To przecież nic innego jak pewien talent i potencjał, który możemy wykorzystać przy odrobinie odwagi, a może zuchwałości. Może też do tego potrzebna jest szczypta fantazji? Już kiedyś o tym pisałam, że jakąkolwiek pracę wykonujesz, to staraj się ją wykonywać najlepiej jak tylko potrafisz. U mnie tak jest począwszy od Macierzyństwa, przez pracę, po pasje.
Jak się teraz sprawdzę w pracy? Czy wykorzystam do tego swojego Fraila? Postaram się, bo zawsze to robiłam, tylko nie byłam tego świadoma.
Wiem, też że mimo tego iż obowiązków przybyło, nie zaniecham też produkowania filmików, bo to stało się moją pasją. Wkrótce trzeci z nich ujrzy światło dzienne. Jeszcze kilka ostatnich szlifów wykona Robert (czyli montażysta, kamerzysta, producent i reżyser - człowiek orkiestra, którego mogę szczerze polecić, jeżeli macie ochotę coś profesjonalnie sfilmować) :-)


Pamiętacie je? Jeżeli nie, to znajdziecie je na specjalnym kanale YouTube: HockiKlocki.

A wiecie kto ma dla mnie największego Fraila? Alan :) wystarczy, że popatrzy na mnie maślanymi oczętami, to od razu sobie myślę, że ma w sobie to coś.

Ps. Z wirusem walczymy, ja niestety muszę już chodzić do pracy, ale jakoś dajemy radę, udało mi się w ostatniej chwili znaleźć osoby zaufane do pomocy - ja to mam szczęście? Nie! Ja to mam Fraila :-)



wtorek, 24 marca 2015

SZLACHETNE ZDROWIE

Fot. z albumu rodzinnego
PONIEDZIAŁEK:

Miało być tak pięknie, wstaliśmy o tej co trzeba, karmienie, ubieranie, piękne słońce zwiastujące miły dzień i dające kopa,  żłobek (płacz oczywiście był wpisany w ten scenariusz, bo nie spodziewałam się, że będzie inaczej) i nawet korek (którego też się niestety spodziewałam) nie wyprowadził mnie z równowagi. To pierwszy dzień pracy po kilkunastu miesiącach macierzyńskiego, wracam w mury korporacji. Tu od samego poranka wiele zmian, bo miałam dziś w sumie robić co innego, ale trochę się wszystko poprzestawiało - na to jednak też nie narzekam, bo do tego jestem przyzwyczajona. Szczegółów nie zdradzam, bo wiecie, to taka tajemnica firmowa :-) W sumie nawet nie myślałam za często o tym co robi Alan, czy płacze, o czym myśli. Nagle w czwartej godzinie pracy poczułam się jakoś "nie tak" i wtedy zaczęło się, było mi za gorąco, czułam w sobie wielki niepokój, nie wiedziałam czy chcę się czegoś napić, czy coś przegryźć, jedynie wietrzenie się dawało na chwilę pozytywny skutek. Teraz już wiem, że dopadło mnie jakieś zatrucie (od lat czegoś takiego nie miałam). Jakoś dotrwałam do końca, ale cała energia i pozytywny nastrój ze mnie zeszły.
No i bądź tu mądry głupi człowieku (jakby to powiedziała moja Przyjaciółka), tyle scenariuszy w głowie sobie poukładałam, szczególnie dotyczyły one Alana i tego co będę robić w pracy, a tu... dopadła mnie choroba (na szczęście to jednodniówka).

Gdy dotarłam po Alana z jednej strony marzyłam tylko o domu, z drugiej z biciem serca go odbierałam i... był w dobrym humorze, jest bardzo dzielny, nawet Panie go pochwaliły, bo spodziewały się (po tak niewielu wizytach w żłobku), że będzie częściej lamentował i płakał, co wcześniej zwykł robić. Jestem z niego bardzo dumna. Mam nadzieję, że każdego dnia będzie tylko lepiej.

Gdy już dojechaliśmy do domu, to mój organizm poczuł, że teraz może sobie pozwolić na wszystko, bo przecież jesteśmy pod naszą strzechą, a Babcia przez moment da radę się zająć Alanem. Tu też Wam szczegółów oszczędzę, jednak po pół godzinie mocno osłabiona mogłam się nareszcie zająć Synkiem, bo ten nie mógł się doczekać na karmienie... i tak jakoś do wieczora zleciało.

Zupełnie inaczej to sobie wyobrażałam. A właściwie tego sobie nie wyobraziłam, bo przecież moje chorowanie to ostatnia rzecz jaka mogłaby mi przyjść do głowy. Na szczęście to tylko krótki epizod, a ja już się postawiłam na nogi. Po raz kolejny w takiej sytuacji przypominam więc sobie, dlaczego nie powinnam narzekać i dlaczego mam dużo szczęścia. Zdrowie jest najważniejsze. Gdyby tego nie było, albo gdyby Alan chorował (nie chodzi mi tu o wirusy, grypy), to czy miałabym w sobie tyle optymizmu, pogody ducha? Nie mam pojęcia i mam nadzieję, że nigdy nie będę tego sprawdzać. Dlatego podziwiam wielu moich Przyjaciół, którzy zmagają się z różnymi dolegliwościami na co dzień. Już kilka razy linkowałam tę blogerkę, ale zrobię to jeszcze raz, bo to kobieta, która od małego walczy z chorobami, które mają bezpośredni wpływ na jej psychikę i fizyczność, ale nauczyła się przyjmować życie takim jakim jest. Zaraża energią, ma cudowną rodzinę. Polecam, możecie do jej świata zaglądnąć: DUSZA PEWNEJ BLOGERKI.

To jeszcze anegdota z pracy, przywitałam się z jedną z Przyjaciółek, wiedząc, że w jej dziale zawsze mieli przydział kawy powiedziałam, że wpadnę na przerwie na kawę: na co ona odpowiada: "przyjdź na kawę - zrobię Ci herbatę". Takie zmiany, że i kawy brak?

Życie lubi nas wystawiać na próby, wczoraj w myślach już snułam plan co dziś napiszę, a tu proszę całkowita zmiana, grunt to być elastycznym w tym co robimy. Teraz szybko pora na sen - bo ten znowu będzie krótki, więc w myśl mojej prywatnej zasady jak mantrę będę powtarzać sobie teraz takie zdanie: śpisz krótko, więc śpij intensywnie. Ciekawe kiedy pierwszą pobudkę zrobi mi Alan.

WTOREK:

Ja wyzdrowiałam, za to Alan po żłobku, gdy już dotarliśmy do domu rozchorował się. Kolejny wirus :( tym razem jednak muszę się ratować nianiami :( jutro muszę iść do pracy.


niedziela, 22 marca 2015

MAMA WRACA DO PRACY

Fot. z albumu rodzinnego
Niedziela, minęło południe, pora na reorganizację czasu, w sensie planu dnia. Alan zasnął więc w myśl owej reorganizacji zamiast robić coś pożytecznego dla domu, robię to co mi nocą zabiera sen, a jest pożyteczne dla mnie, czyli siedzę i piszę. W sumie to wielki komfort pisać o tak normalnej porze, rzadko mi się to zdarza. Do tego mam przy sobie kubek pachnącej, aromatycznej, gorącej kawy, może zatem coś z popołudniowego pisania się urodzi. Choć jak się okazuje, to nie takie proste, bo wieczorem siadam do pisania z całym dniem przemyśleń, a tu w głowie pustka. A przecież mam tysiące tematów, które chciałabym poruszyć, ale co patrzę na moje zapiski to sobie myślę: ten nie teraz, to nie pasuje do mojego dzisiejszego nastroju, a to do niedzieli, ale przecież coś mi chodziło po głowie czego nie zapisałam, a co koniecznie dziś chciałam poruszyć. Wreszcie po kolejnym łyku już mniej gorącej kawy mam! Przecież jutro wracam do pracy i właśnie dlatego dziś siadłam przed monitor wcześniej by się (przynajmniej w teorii) wyspać, bo jutro pobudka o 5.15, tuż po 6.00 musimy zaliczyć żłobek, a ja od 7.00 mam się stawić na szkolenia. Nie pracowałam ponad półtorej roku, w firmie w tym czasie mnóstwo rzeczy się zmieniło, nawet moja ekipa to już nie ta sama grupa.

Osobiście czuję lekki niepokój, bo to wielka rewolucja nie tylko dla mnie, ale też dla Alana. Teoretycznie jestem do tego przygotowana.


To kolejny, nowy etap Naszego życia (mojego i Alana). Alan zostanie po "chorobowym" rzucony na głęboką wodę do żłobka, a ja postaram się utrzymać swoją pogodę ducha, bo co mi pozostało?

Wieczorem przygotuję zatem dwa zestawy ubrań i dla mnie, i dla Alanka. Rano odpowiednio wcześniej trzeba wstać, by nie stresować się ewentualnym spóźnieniem. Przyznam, że tego najbardziej się obawiam, bo dla nas to ciężkie zadanie, oboje jesteśmy śpiochami. Jednak warto się poświęcić, by poranek był spokojny, stres i pośpiech udzielą się też przecież Alanowi, a to nie będzie dobre.
W żłobku pewnie będzie płaczliwie, bo Alan przez wirusy i choroby nie miał czasu na adaptację, będę musiała zaufać naszym Paniom Żłobkowym, że będzie dobrze. Obiecuję nie rozczulać się za bardzo, będę twarda, a nawet z wielkim uśmiechem na twarzy postaram się pożegnać Alana mówiąc gdzie idę i o której po niego wrócę. A potem to już przecież jakoś poleci.

Oczywiście trochę poserfowałam po sieci zerkając na różne porady i trafiłam na coś takiego TU.


  • Zanim zdecydujesz się na powrót do pracy rozważ wszystkie za i przeciw. Weź pod uwagę wysokość swojej pensji i wynagrodzenie opiekunki. Zastanów się, czy jesteś gotowa zostawić swojego malucha.
Oczywiście, że nie jestem gotowa, ale na szczęście zamiast opiekunki mam żłobek (taki przywilej Singiel Mamy). I choć moja pensja pozostawia wiele do życzenia, to wiem, że z wychowawczego nie utrzymam nas. Zatem muszę wrócić do pracy (pomyśleć, że kiedyś mnie w pracy nazywano Robokopem i pracoholikiem). Trzeba jednak znaleźć cel wyższy, by się łatwiej wracało, zatem: najważniejszy jednak jest fakt, że pora usamodzielniać Syna, by nie został "mamisynkiem" i choć mi się strasznie nie chce wracać do pracy, to wiem, że dla Jego dobra muszę.  
  • Pomyśl jak dziecko zniesie rozłąkę. Psychologowie uważają, że rozstania najłatwiej przychodzą półrocznym niemowlętom lub co najmniej dwulatkom. Oczywiście każdy maluch potrzebuje trochę czasu, aby przystosować się do nowej sytuacji. Na początku dziecko może wybuchać płaczem albo odmawiać jedzenia, ale jest to całkowicie naturalne zachowanie i nie powinno budzić Twoich obaw. W końcu dziecko zaakceptuje nowy rytm dnia.  
Co do płaczu dziecka, to już pierwsze rozstania mamy za sobą, więc mnie osobiście będzie łatwiej,  ale Alan ma przed sobą trudne dni. Niestety jest w tym "niezalecanym" wieku. Właśnie dziś kończy 15 miesięcy. Dużo mu opowiadam o żłobku, o dzieciach, wszystko oczywiście z wielkim uśmiechem na twarzy, ale czy to coś da? Niestety nadal od rana co jakiś czas nasza dyskusja wygląda tak. Zaczynam ja z wielkim uśmiechem na twarzy:
- Jutro pojedziemy...
- Grrrrrrrrr - odpowiada Alan
- Tak, pojedziemy samochodem, do....

- BE! - to nadal wymowne określenie żłobka po Alanowemu.
  • Bycie matką bywa trudne. Dlatego liczy się pomoc partnera i pozostałych członków rodziny. Ważne jest, byś od czasu do czasu zrobiła sobie przerwę, tak by potem w pełni sił zajmować się dzieckiem i pracować.
To w przypadku Singiel Mamy będzie najtrudniejsze. Liczyć na pomoc partnera nie mogę, jest moja Mama, ale jej obarczać też nie mogę, mam rezerwową listę osób, które w razie potrzeby mogą odebrać Alana ze żłobka, ale to tylko w wyjątkowych sytuacjach, czyli.... muszę liczyć tylko na siebie. W sumie to nic nowego.
  • Pamiętaj, że gdy przebywasz na urlopie macierzyńskim, wychowawczym czy wypoczynkowym, Twój pracodawca nie może zwolnić Cię z pracy. Jest również zobowiązany przywrócić Cię na to samo, albo równorzędne stanowisko po zakończeniu urlopu.
Na to liczę, choć nie mam pojęcia jak będzie, bo wszystko się tam zmieniło, nawet mój szef. W sumie to czeka mnie jeszcze z "nowym szefem" szczera rozmowa na temat moich godzin pracy i oczekiwań jakie mają względem mojej osoby.

Będę korzystać z przywileju matki karmiącej piersią. Teoretycznie mogłabym poprosić o możliwość karmienia dziecka w miejscu pracy, lub o przerwę na ściąganie pokarmu, ale w praktyce, moje dziecko będzie daleko ode mnie, pierś od dłuższego czasu "uczyłam" nowych godzin karmienia i ta nauka nie poszła w las, zatem wykorzystam drugą opcję czyli skrócę dzień pracy o godzinę. Jeżeli jesteście w podobnej sytuacji to warto pamiętać, że przerwy na karmienie wliczane są w czas pracy i nie powinny mieć żadnego wpływu na  wynagrodzenie. Jeżeli chcecie skorzystać z takiego przywileju, to nikt Wam go jednak na "gębę: nie da. Trzeba uzyskać zaświadczenie od ginekologa lub internisty. Nikt mi macać piersi w pracy nie będzie, ale oszukiwać nie warto, bo pracodawca ma prawo skierować mnie na odpowiednie badania, które pokażą czy kłamię czy też faktycznie karmię.

No i takim to sposobem zyskuję nowe miano:
- dwa lata temu byłam jeszcze pracoholiczką,

- po urodzeniu dziecka zostałam mamoholiczką,
- od jutra będę KORPO - MAMĄ - czyli będę stać w wielkim rozkroku między korpo-pracą, a domem, który tętni życiem i tupotem małych stópek. 

I jeżeli Wam się wydaje, że teraz wpadłam jak śliwka w kompot i pożegnam się z Fabryką Marzeń i filmikami, i blog zaniedbam, to mam nadzieję, że Was mile rozczaruję (a przynajmniej taki mam plan). Tak to już jest, że im więcej rzeczy mamy na głowie, tym bardziej musimy być zorganizowani. Jedno jest pewne przy wczesnym porannym wstawaniu, wcześniej też będę zasypiać i publikować posty :) oby tylko weny nie brakowało, bo ta zwykle pojawiała się po 22.00, a od jutra o tej porze to chcę spać. 

No i kawa wypita :-)




sobota, 21 marca 2015

ODKRYCIE

Jak dobrze, że ten dzień dobiega końca. Jak to przy sobocie sporo pracy było. Jakoś się utarło, że większość osób tego dnia nadrabia zaległości w sprzątaniu. W tym wypadku należę do tej stereotypowej grupy. Na szczęście tego dnia gościłam również miłą rodzinę, z którymi wyszliśmy na spacer. Nawet nie wiem kiedy, ale dzięki nim miałam możliwość zobaczyć, jak Alan urósł. To fakt, że nie spieszy mu się do samodzielnego chodzenia, ale sami dużo ćwiczymy. Znaczy wygląda to tak: chwytam go za obie rączki i idziemy. Tym razem na spacerze miałam pomocników, ja trzymałam Alana za jedną rączkę, a jedna z osób towarzyszących mi pomagała trzymając go za drugą. Z pozoru nic dziwnego, normalny widok, no ale dla mnie to było przeżycie, bo przecież jeszcze nigdy z nikim tak nie robiliśmy. Ciekawe czy Alan też to tak przeżył jak ja. W każdym razie nie oponował, gdy po chwili chodzenia wracał na moje ręce, to potem po odpoczynku znowu wracaliśmy do tego magicznego trójkąta. Na koniec nawet dał się wziąć na ręce komu innemu.


W tym tygodniu też przeglądałam zdjęcia i zauważyłam, że na większości z nich Alan jest sam, ewentualnie z Babcią lub z gośćmi. Ze mną ma ich naprawdę stosunkowo niewiele. Wiadomo czemu, nie ma nam kto ich zrobić. Kolejny prozaiczny powód. Jak dobrze, że o tym nareszcie pomyślałam, bo będę mogła coś z tym zrobić. To oczywiście nie oznacza, że od razu poszukam związku, by mieć partnera, który chwyci na spacerze Alana za rękę, czy zrobi nam kila pięknych zdjęć. Poszukam substytutu, może poproszę znajomych o jakąś kolejną sesję, tak robiłam latem. A gdy będziemy na spacerze, to też będę prosić, by mu podali rękę. Trzeba będzie wykorzystywać każdą możliwą sytuację. Najważniejsze, że odkryłam te braki.

No to teraz proszę zerknijcie na zdjęcie z rodzinnego albumu. Można powiedzieć, że to  nawet fotka we dwoje, bo jeśli się przyjrzycie, to widać część mojej nogi i zmowy kapeć ze śnieżynką.

Dobrze, że wiosna tuż, tuż bo znowu zaczną się spacerowe schadzki. Łatwiej będzie się też gdzieś w plener wybrać, bo będzie to sprawiało większą przyjemność (już Wam kiedyś pisałam, że nie lubię zimy). Alan pewnie lada moment zacznie sam chodzić, więc zacznie się też bieganina. W sumie to już się nie mogę tego doczekać, ale z drugiej strony wiem, że póki sam nie chodzi, to mam jeszcze trochę luzu, bo jest bardzo stateczny i w miarę przewidywalny. 


I tak zleciał kolejny dzień, dziś na przyjmowaniu uroczych gości, pracach domowych i na kolejnych przemyśleniach.

Co do gości to muszę powiedzieć, że są bardzo pozytywnie zakręceni, tak jak fundacja z którą są powiązani, polecam zerknijcie tu: www.odkryjtalent.pl
Będąc z Nimi odkryłam pewne niedoskonałości bycia solo, ale na szczęście da się je jakoś uzupełnić. Zaś co do fundacji, to pewnie będę na ich warsztatach bywać jeżeli tylko "praca" na to pozwoli, bo wracam do niej w poniedziałek. 

 

piątek, 20 marca 2015

CIEKAWOŚĆ ŚWIATA

Dziś mamy pierwszy dzień kalendarzowej wiosny... było pięknie, słońce za chmury się nie chowało, ale schowało się za księżyc.Takie zaćmienie jakie miało dziś miejsce zdarza się raz na wiele lat, kolejne ma być w 2026 roku choć nie będzie to już to samo, bo jego finalna część rozpocznie się po 19.00 według naszego czasu, a to dzisiejsze rozpoczęło się po 9.00. Zatem przy kolejnym zaćmieniu Alan będzie miał już 12 lat, wyobrażam sobie jak mu tłumaczę o co chodzi w ty zjawisku. (Fotka stwittowana)



Przede mną trudna rola "nauczyciela życia", gdyż to ja będę stała na straży tego, czy moje dziecko będzie ciekawe świata. W sumie gdy się jest dzieckiem to ma się naturalny pęd do radości życia i poznawania świata. Potem niestety życie nas wciąga i gdy dorastamy to wpadamy w wir codzienności, ograniczając zwykle swoje życie do zarabiania pieniędzy, spłacania rat i wychowywania dzieci. Gdzie się podziała nasza wrażliwość? Dobrze gdy przy potomku sobie to uświadomimy, bo być może dzięki temu przed nami roztacza się wizja pięknych i ciekawych wielu lat, gdy na nowo z naszym dzieckiem zaczniemy zdobywać świat.

Czasem chciałabym znowu móc być dzieckiem, po to by bez skazy oglądać i zdobywać na nowo świat. By znowu wspinać się na drzewa, jeść marchewkę i groszek prosto z grządki, kąpać się na starej żwirowni... Przypomnijcie sobie takie czasy i jak nas wszystko wtedy ciekawiło? Zadawaliśmy tysiące pytań, tych najbardziej prozaicznych i wcale nam to nie przeszkadzało: dlaczego trawa jest zielona, dlaczego niebo niebieskie, a co to jest, a to - do czego służy??? Dlaczego tą ciekawość życia straciliśmy wraz z wiekiem? Dlaczego zadajemy coraz mniej prozaicznych pytań? Bo wpadliśmy w sidła czasu, bo nam wstyd, że nie na wszystkie pytania znamy odpowiedź, ale i tak nam się nie chce jej szukać, bo... po co? Przy dziecku można znowu odzyskać radość życia, pod warunkiem, że dacie sobie i swoim dzieciom szansę.

Nie szukajcie w tym wszystkim przeszkód (bo nie mam czasu, bo jestem zmęczony, bo mam tyle spraw na głowie, bo zadane pytanie jest za trudne, więc nie chce mi się tracić czasu na szukanie odpowiedzi) - szukajcie możliwości, szukajcie wiedzy i owej ciekawości świata - radość ze zdobywania świata znowu przy tym powróci.

Teraz sobie zdałam sprawę jak ważne zadanie stoi prze samotnym rodzicem, przecież gdy przyjdzie kiedyś do mnie mój Syn z jakimś trudnym pytaniem, to nie będę mogła mu odpowiedzieć: "idź do Taty on Ci to wytłumaczy". Będę musiała stanąć na wysokości zadania i nawet jeżeli nie potrafię odpowiedzieć na coś od ręki, to trzeba będzie wgryźć się w dany temat, by móc dziecku odpowiedzieć na pytanie. Podejmuję to wyzwanie i wiem, że czekają mnie w najbliższych latach setki takich trudnych pytań. Choćby miało mi to zajmować dużo czasu, choćbym miała nie dosypiać nocami gromadząc potrzebną wiedzę i choćbym miała popełniać błędy, to tego doświadczenia, które będę w najbliższych latach zdobywać szukając odpowiedzi na dane pytanie, nikt mi nie zabierze. No i najważniejsze by robić to z pasją i tą pasją życia zarazić Syna.



czwartek, 19 marca 2015

MÓJ NOWY PARTNER

Jak ja lubię tę dwuznaczność w naszym rodzimym języku :-) Jak myślicie, co się kryje za tytułem wpisu? Czy to oznacza, że nie będę już się mogła nazywać Singiel Mamą? Ostatnio pisałam Wam, że w tym tygodniu będzie się sporo działo tu na blogu, po pierwsze nareszcie opublikowałam drugi film z cyklu bajeczki z książeczki, po drugie dziś zaczynam nowy projekt z moim nowym blogowym partnerem (właściwie pierwszym blogowym partnerem). Otóż od czasu do czasu będę też swoje teksty publikować na portalu matrymonialnym  mydwoje.pl.

Ekspertką w dziedzinie Singlowania nie jestem, ale lubię wyzwania. Padła propozycja, a ja postanowiłam spróbować swoich sił i tak oto zaistnieję na portalu matrymonialnym (a tak niedawno pisałam Wam, żebyście na takim portalu mojego konta nie szukali - los bywa przewrotny). Co do wyzwań to zawsze mam "przed" wielką tremę, więc i dziś taka mnie zżera, bo jak tu się zaprezentować, żeby wyszło dobrze? Z drugiej strony przecież "jeszcze się taki nie urodził co by wszystkim dogodził". Róbmy więc swoje i będzie dobrze.

Nigdy wcześniej wirtualne portale matrymonialne mnie nie pociągały, właściwie ich nie oglądałam, bo nie czułam takiej potrzeby, tym razem musiałam się nieco wgryźć w temat by wiedzieć czy podjąć się współpracy, czy nie. No i okazało się, że ten konkretny portal to nie jest tylko miejsce schadzek, gdzie Single umawiają się na randki, spotkania, bądź szukają życiowego partnera. Jest to też wirtualne miejsce pełne przydatnych informacji dla osób samotnych.

Otóż znajdziecie tam sondy, ankiety oraz ich wyniki dotyczące życia singli na różnych płaszczyznach, oto jedna z ostatnich: Superwoman, kura domowa czy niezależna emancypantka? Czyli wiodąca rola współczesnej kobiety wg Niej i Niego
Znalazłam tu możliwość zapisania się na sesje z psychologiem, czy seksuologiem on line, które oczywiście objęte są tajemnicą zawodową. Można się postarać o coaching relacji dla Singli i Par, czy też coaching indywidualny z trenerem. Są też porady jak być asertywnym i grzecznie odpowiadać na propozycje, które nas nie interesują. 

Są tu porady dla takich jak ja Singiel Mam, znajdziecie je tu: SAMOTNA MAMA
Są też porady dla Singiel Taty: SAMOTNY TATA

W sumie z poziomu osoby niezalogowanej spędziłam na tym portalu trochę czasu i wcale nie przeglądałam ofert, tylko z zaciekawieniem czytałam artykuły, które zawierają wiele przydatnych wskazówek. Zaczynam się poważnie zastanawiać nad zalogowaniem, bo czuję, że wówczas portal ten otworzy przede mną swoje wrota.

Na ten moment jestem zadowoloną Singielką i bardzo lubię swój stan, na szczęście to w niczym nie przeszkadza. Dziś mój felietonowy debiut (o ile to co napisałam można nazwać formą felietonu), jeżeli macie ochotę sprawdzić jaki temat poruszyłam, to zapraszam pod ten adres: https://www.mydwoje.pl/Poradnik/Blogi


I tak oto mam nowego partnera - wirtualnego towarzysza, portal matrymonialny mydwoje.pl co z tego wyniknie? Czas pokaże. Ale dzieci to z tego raczej nie będzie :-) no chyba, że się mylę?


Uffff... się rozpisałam... jeżeli nadal Wam mało na dziś to unikatowy tekst, nie tylko w wersji czytanej, ale również "paszczowej" możecie znaleźć tu: CZY SINGIEL MOŻE BYĆ SZCZĘŚLIWY?


środa, 18 marca 2015

SAMOTNOŚĆ

Fot. z albumu rodzinnego
Od ponad roku każdy dzień (póki nie wrócę do pracy) mam wypełniony opieką nad Synem i organizacją pracy w domu i przy domu. W ciągu dnia czas biegnie jak szalony i nie ma kiedy rozmyślać nad życiem. Ale gdy robi się zmrok, a Alan wreszcie zaśnie, to gdyby nie blog i pisanie, i wymyślona Fabryka Marzeń z kręceniem filmików z bajkami, to pewnie czułabym się bardzo samotnie. W sumie pasja zapisywania myśli jaką w sobie niedawno odkryłam uchroniła mnie od uczucia samotności. Bo niby co bym miała robić wieczorami? Czasem książka, czasem telewizja i bezmyślne serfowanie po sieci. Jestem przekonana, że w pewnym momencie zaczęłoby mi czegoś brakować - TOWARZYSTWA.

Jak sobie zatem radzić z samotnością? Chyba trzeba znaleźć sobie odskocznię, nową pasję, która nas wciągnie na tyle, by nie mieć czasu na użalanie się nad sobą i własnym losem. Jednak i temu trzeba będzie kiedyś powiedzieć stop - bo pasja nie zastąpi mi przecież na zawsze towarzystwa drugiej osoby przy której mogłabym się czuć dobrze i bezpiecznie. To oczywiście nie znaczy, że gdy ewentualnie dojrzeję do związku będę musiała pasję porzucić, ale wtedy już nie będę jej poświęcać tyle czasu co teraz.
Teraz to Syn, a tuż za nim PASJA jest lekiem na całe zło.

Jeżeli więc jesteście Singlami Rodzicami, ale macie już możliwość wychodzenia z domu bez dziecka, to nie ma na co czekać, warto zadbać o swoje zdrowie psychiczne i wyjść do ludzi. Cóż "człowieki" (ostatnio oglądnęłam kilka fragmentów Madagaskaru, więc wybaczcie, ale lubię ten neologizm) lubią żyć stadnie, więc by nie wpaść w domowym zaciszu w zadumę nad sobą postarajcie się tak zorganizować tydzień, by przynajmniej jeden wieczór był Wasz. Warto wówczas odwiedzić znajomych, czy serfować po realnym mieście w towarzystwie Przyjaciela, Przyjaciółki, Przyjaciół. A może kurs tańca, albo kino? Wychodźcie do świata, bo świat do Waszego domowego zacisza nie przyjdzie.
Jeżeli nie kino, kurs tańca, czy serfowanie po mieście, to poszukajcie coś znacznie bardziej ambitnego, gdzie na dodatek będziecie mogli poznać nowe osoby: wykorzystajcie wolny czas na własny rozwój.  Nauka języka, czy jakiś inny kurs, albo spotkanie z trenerem, terapeutą, czy coachem (ostatnio to bardzo modne, ale też bardzo pouczające). Czasem nie jesteśmy w stanie znaleźć odpowiedzi na trudne pytania, dlatego rozmowa z profesjonalistą nawet w czasie grupowego spotkania doda nam mocy. Jeżeli się rozglądniecie i poszperacie w sieci to można znaleźć różne ciekawe zajęcia za grosze lub za darmo, gdyż te często są organizowane w ramach fundacji, czy stowarzyszeń.

No i na koniec mamy najważniejszy punkt do przejścia. Często trudno nam uciec przed samotnością, ponieważ nie akceptujemy siebie. Zatem
pokochaj siebie – by swobodnie wyjść do ludzi i nawiązywać dobre relacje trzeba nauczyć się akceptować siebie, swoje ciało, myśli, uczucia. Czasem właśnie ten krok jest najtrudniejszy, ale jeżeli go zrobisz, to reszta przyjdzie z łatwością. Jeżeli trudno Ci przejść ten krok, to nie bój się szukać wsparcia u profesjonalistów - to ważne by znać swoją wartość.

No i dzięki BLOGU, kolejny wieczór mi minął na pisaniu, na użalanie się czasu nie ma :-) Zresztą na ten moment bardzo lubię mój stan Singiel Mamy i święty spokój jaki mam w domu.



wtorek, 17 marca 2015

PRZYJACIELE ŻYRAFY. BAJKI O EMPATII.

Jako, że chyba coś namieszałam w jakiś ustawieniach i nie potrafię tego ślicznego okienka "youtubowskiego" dołożyć do poprzedniego posta, to proszę dziś macie taki mały bonus, osobny wpis z tymże właśnie okienkiem :-)

Będzie teraz krótko, bo dosłownie przed momentem wstałam (teoretycznie postanowiłam dziś się wyspać, ale w praktyce nałóg pisania zerwał mnie o 23.50 na równe nogi, więc musiałam coś zaklikać) mam nadzieję, że ta kolejna produkcja z cyklu "Bajeczki z książeczki" podoba się Wam. Jeżeli tak, to proszę komentujcie, udostępniajcie, puszczajcie w świat i puszczajcie swoim pociechom.



 



Na koniec jeszcze jedno małe marzenie dopisuję do mojej listy, gdybym mogła tak zarabiać na chleb, takimi małymi produkcjami (nie tylko bajeczkowymi produkcjami)... Cóż marzyć trzeba, bo tylko wtedy jest szansa na to, że kiedyś się to spełni :-) 




BAJKI O EMPATII - FABRYKA MARZEŃ odc. 4

Fot. z albumu rodzinnego
Nareszcie udało się wszystko poukładać, zmontować, zaakceptować. Dziś premiera naszej drugiej bajki, specjalnej, zupełnie innej niż poprzednia, bo to bajka o empatii. Zacznijmy jednak od początku, gdy rozsiewałam wśród Przyjaciół wici, że chciałabym nagrywać "Bajeczki z książeczki" to wówczas podpowiedziano mi, żebym zerknęła na ten blog: przyjacielezyrafy.blogspot.com i szukała kontaktu z wydawcą tej specjalnej książki. Udało się ten kontakt nawiązać bardzo sprawnie i szybko, potem niestety sama realizacja ciągnęła się i ciągnęła, bo to nie było kamery, to dziecko chore, to to, to tamto... nawet przez moment bałam się, że wydawca tej cudownej książki będzie miał dość i podziękuje nam za zbyt wolną współpracę, na szczęście nareszcie możemy pochwalić się kolejną bajką.

Przyznam, że było to dla nas wielkie wyzwanie, bo bajka ta ma specjalne przesłanie. Jest dłuższa, ilustracji ma niewiele, mogłoby się wydawać, że nie ma sensu nagrywać jej z malutkim dzieckiem. A tu wręcz przeciwnie zauważyłam, że dla takiego maleństwa jak Alan słowa nie są tak ważne, jak to, że słyszy głos Mamy. Ktoś by powiedział, że właściwie mogłabym czytać instrukcję od wiertarko-wkrętarki odpowiednim tonem i też by moje dziecko podobnie reagowało. Nic bardziej mylnego, bo treści zapewne nie rozumiał, ale wychwytuje do tej pory poszczególne słowa takie jak żyrafa, kojot, tort. Być może to dlatego, że jednym z elementów nagrania była zabawa z żyrafą i pieskiem udającym kojota, przyjaciele żyrafy to pozostałe maskotki. Wbrew pozorom nawet kilkunastomiesięczne dziecko potrafi skupić uwagę na czytanym tekście co będziecie mogli zobaczyć w pierwszych 4 minutach nagrania, kolejne minuty to rodzaj zabawy, chcemy pokazać, że niezależnie od wieku każdy przeczytany tekst bajkowy można z dzieckiem "przerobić". Z Alanem bawiliśmy się maskotkami, które odgrywały role bohaterów. Jeżeli macie starsze dzieci to możecie z nimi porozmawiać na temat problemu omawianego w bajce.

Moi Drodzy, nie będę Was już wstrzymywać, jeżeli macie chwilę czasu, to zapraszam do obejrzenia bajki: "Przyjaciele Żyrafy. Bajki o empatii." (autorki: Aneta Ryfczyńska i Joanna Berendt). Wydawnictwo Co Ja Na To.


PRZYJACIELE ŻYRAFY - YOU TUBE
(klikajcie, udostępniajcie - póki co to nowość w serwisie You Tube, więc musi się chyba trochę "spozycjonować", żebym mogła wstawić tu ładne okienko, albo coś pomieszałam i zablokowałam taką możliwość :-) nad tym jeszcze popracuję. Mam nadzieję, że Wam się spodoba).


Książkę: „Przyjaciele żyrafy. Bajki o empatii” można zamówić pod adresem:  www.cojanato.pl

Warto tym bardziej, że bajek w tej książce jest sporo, zaś po zakończeniu każdej bajki macie podpowiedzi o czym warto porozmawiać z dzieckiem. Teraz zacytuję Wydawnictwo Co Ja Na To:

Wyjątkowość bajek o empatii polega na tym, że nie tylko opisują one świat relacji z perspektywy dziecka, ale także uczą odkrywania i nazywania uczuć oraz potrzeb: tych widocznych, wyrażanych spontanicznie, i tych ukrytych głęboko w sercu. Rozpoznanie uczuć i potrzeb pozwala zaakceptować siebie i innych, jest też niezbędne, by w pełni być sobą, bez czego z kolei niemożliwe jest szczęście.

• Skąd wiem, że ktoś mnie kocha?
• Po czym mogę poznać, czego potrzebuję?
• Jak mam mówić, by rodzice usłyszeli, że bardzo nie lubię pobierania krwi?
• Czy zawsze muszę się dzielić?
• Dlaczego mój młodszy brat czasem tak bardzo mnie złości, że mam ochotę spuścić mu lanie?
• No i co to znaczy być grzecznym?

Oto niektóre z ważnych dziecięcych problemów, które pojawiają się w książce „Przyjaciele żyrafy”. Żyrafa Bibi, jej najlepszy przyjaciel, szakal Zenon, i inne zwierzęta z Leśnego Zakątka rozmawiają ze sobą na te właśnie tematy, czasem burzliwie. Autorki bajek opisały świat, w którym można być autentycznym, mówić o tym, co dla nas żywe, nie raniąc innych, a jednocześnie być przez nich zrozumianym i zauważonym. Zwierzęta z Leśnego Zakątka potrafią otwarcie rozmawiać, mimo trudnych emocji, jakie tym rozmowom często towarzyszą.

Warto czytać dzieciom niezależnie od wieku. Wyróbcie w swoich pociechach ten dobry nawyk. Niech dziecko wie, że książka jest jednym z elementów życia i e-booki jej nie zastąpią. Jeżeli tylko możecie, to zorganizujcie w domu specjalną półkę na książki dla dzieci (ja odnowiłam moją starą szafkę: ZRÓB TO SAM(a)) efekt wizualny również dziecko przyciąga. Starajcie się powiększać biblioteczkę i wzbogacać ją ciekawymi pozycjami. Niewątpliwie "Przyjaciele Żyrafy. Bajki o empatii" do takich należą.

Bajki te uczą jak rozmawiać z dzieckiem, w mojej sytuacji to przydatna umiejętność, gdyż w przyszłości czeka mnie wiele bardzo poważnych rozmów z Synem na trudne tematy. Dlatego też chętnie sięgam po dobrą literaturę. Za tydzień przedstawię Wam kolejną ciekawą pozycję Wydawnictwa Co Ja Na To, tym razem skierowaną do Rodziców: "Dogadać się z dzieckiem."




To nietypowa książka, bo to podręcznik pełen praktycznych wskazówek i ćwiczeń. Gdy go tylko przerobię, to zdam Wam relację. Czuję, że ta lektura również mnie wciągnie.

Na koniec jeszcze tylko apel: czytajcie dzieciom, dzięki temu rozbudzacie ich wyobraźnię. Kiedyś w przyszłości Wasze dziecko Wam za to podziękuje.


Fot. z albumu rodzinnego

Fot. z albumu rodzinnego

Z tego miejsca chciałam dodatkowo podziękować:


MONTAŻ I ZWINNE OPEROWANIE KAMERĄ:
Robert Pencak –
robert.pencak@gmail.com
 
MUZYKA:
Bartłomiej Niedźwiecki - www.soundcloud.com


LEKTOR (głos męski):

Andrzej Gozdek - www.afgart.pl


Oglądajcie, udostępniajcie i mam nadzieję, że jakiś pozytywny komentarz pozostawicie :)

poniedziałek, 16 marca 2015

POMOC DLA SAMOTNEJ MAMY

Dziś muszę się odpowiednio nastroić do napisania tego tekstu, więc poszukałam też odpowiedniej muzyki, która będzie raz spokojna, raz odrobinę skoczniejsza, polecam:






Otóż czasem się we mnie gotuje, jak sobie pomyślę o polityce prorodzinnej, a szczególnie wtedy, gdy ktoś chce ze mną dyskutować jakim to ja jestem pasożytem, bo pewnie od naszego ukochanego Państwa dostaję różne zapomogi. Otóż jedyna rzecz jaką wykorzystuję jako Samotna Matka, to pierwszeństwo w żłobku. Ktoś musi zarabiać, więc za niespełna tydzień wracam do pracy. Dla MOPSu zarabiam za dużo. Żeby nie było -  do średniej krajowej dużo, nawet bardzo dużo mi brakuje. Obecnie średnia krajowa wynosi 3942,78 zł, pod odliczeniu kosztów pracy okazuje się, że to ok. 2800 zł netto (czyli tzw. "na rękę"). O takiej pensji to mogę sobie pomarzyć, więc czasem trzeba się nieźle nagimnastykować, by spokojnie domknąć miesiąc. Nie narzekam, daję radę i tak znacznie lepiej (bo spokojniej) żyje mi się bez partnera.
Dziś serfując po sieci trafiłam na artykuł w SE sprzed jakiś dwóch lat, gdzie opisywana jest droga przez mękę, czyli są tam podpowiedzi z czego mogę skorzystać (o ile spełnię odpowiednie warunki). Możecie to sobie poczytać tu: POMOC DLA SAMOTNEJ MAMY. Może o jakieś grosze od tamtego czasu zmieniły się górne granice dotyczące dochodu na członka rodziny, ale aby o coś się starać mówimy tu o granicy około 500 zł na osobę. Śmiech na sali.
Bardziej niż artykuł sugeruję poczytać komentarze, ja nie lubię się szczegółowo "chwalić" swoją sytuacją, a tam macie historie z którymi się utożsamiam. Jeden z takich komentarzy nawet przytoczę, zamieściła go Karolina:


OSTRZEŻENIE
Ludziom wydaje się że samotnej matce pieniądze spadają z nieba . Państwo Polskie powinno się wstydzić swojej postawy względem samotnych mam .Samotna mama to życie na które nie zawsze mamy wpływ .Żadna dziewczyna nie marzy wieczorem aby zostać samotną mamą .Pisze aby Was ostrzec przed obłudą prawną.
Mam córkę 11 lat .Kilka lat temu wyprowadziłam się od męża alkoholika .PIERWSZEJ RZECZY JAKA NIE POLECAM TO WZYWANIE POLICJI. Panowie pojadą a Ty zostaniesz sama z jeszcze bardziej wściekłym panem. Nie daj Boże jeśli w podwórku mieszkają teściowie.
ALIMENTY - po paru upokorzeniach wywalczyłam 400 zł,których nigdy mąż nie zapłacił.
KOMORNIK- dopiero po 3 miesiącach można złożyć wniosek A CZAS LECI ZA COŚ TRZEBA ŻYĆ - po to aby komornik dał ci na piśmie to co już dawno wiesz że pan jest nieściągalny a dom i samochód są własnością jego rodziców.

FUNDUSZ ALIMENTACYJNY - oczywiście ale twój dochód nie może przekraczać 700 zł.W sytuacji kiedy zarabiałam 2000 tys z czego 1000 to wynajem mieszkania + karta miejska 100 , 100 zł telefon zostawało mi 800zł na książki ubrania jedzenie .Kiedy zbliżał się rok szkolny 1000 zł wydałam na wyprawkę mój rachunek to - 200 zł i cały miesiąc do kolejnej wypłaty .
żadne świadczenie dla samotnej matki nigdy mi się nie należało. Wszędzie byłam za bogata .

W między czasie przeprowadziłam się z małego miasteczka do Warszawy .To tez koszty .Pożyczyłam a potem trzeba oddać na raty od rodziny ale skąd .Minęło 3 lata do dziś jestem na minusie .
Znalazłam drugą pace nie było mnie w domu po 12 - 14 godzin dochód wzrósł spłaciłam trochę zadłużenia , zaczęłam się źle czuć było to ponad siły , dziecko niedopilnowane - spadły wyniki w szkole . Dlaczego instytucje nie wspierają samotnych matek które nie chcą żyć na koszt państwa tylko zakasają rękawy i walczą?????!!!!!!!!

Mój mąż (nie zdążyłam się rozwieść ) kilka miesięcy temu się powiesił .Wspaniały Zus nie chce przyznać renty dziecku po ojcu bo brakuje 3 mies składek .CHOLERA JASNA -nie wierzę w żadną pomoc .
IRONIA LOSU - wynajmuje mieszkanie u ludzi którzy mają wielki piękny dom i dwa super samochody na podwórku ich syn pobiera zasiłek z opieki społecznej 500 zł bo jest nie zdolny do pracy z wynajmu mają około 8 tys mc dochodu.OTO POLSKA WŁAŚNIE

Marzy mi się założenie fundacji MAMA - SAMA która po ludzku podchodzi do takich sytuacji ważna jest rzeczywista sytuacja nie tabelki 500 700 zł dochodu co to jest? Kpina z ludzkiego nieszczęścia .


Fot. z albumu rodzinnego
Ps. poprawiłam tylko kilka literówek, żeby się lepiej czytało :)

Gdyby nie to, że mam wokół siebie życzliwych ludzi (Rodzina i Przyjaciele), to też byłabym teraz w wielkim dołku - nie tylko finansowym, ale również psychicznym dołku. Dzięki temu, że postanowiłam marzyć i zuchwale swoje pomysły przedstawiałam "to tu, to tam" moje życie stało się ciekawsze i bogatsze... w doświadczenia. Niestety na Państwo nie mam co liczyć, bo liczyć mogę tylko na siebie. Z Karoliną, którą zacytowałam jako przykład bardzo się zgadzam: OTO POLSKA WŁAŚNIE.

No i koncert, który puściłam na początku pisania dobiega końca. Jak Wam się podobają moje dzisiejsze rytmy: Simon and Garfunkel?
Przyznam, że nie wiem co mnie naszło, bo już chyba 10 lat tego nie słuchałam, a szkoda, bo mimo wszystko nastrój dzięki chłopakom mam bardzo dobry. 

Na koniec takich singli jak ja odeślę do jednego z wcześniejszych moich wpisów: GDZIE SZUKAĆ POMOCY dacie radę, bo kto jak nie my! 

niedziela, 15 marca 2015

PONIEDZIAŁKOWY DÓŁ

Piąty miesiąc klikania oficjalnie rozpoczynam. Trzeba by naładować baterie przed kolejnym tygodniem. Lubicie poniedziałki? Mi one nie przeszkadzają, ale to chyba ze względu na to, że zawsze pracowałam w takich miejscach, gdzie często soboty i niedziele były pracowite, dlatego poniedziałek nie zawsze był tym pierwszym dniem tygodnia, zaś dzięki pracowitym weekendom miałam od czasu do czasu wolne w inne powszednie dni. Wkrótce wrócę do tego systemu, choć teraz nie uśmiecha mi się w weekendy pracować, bo wtedy żłobek jest nieczynny. Z Synem póki co jeszcze strajkujemy i do żłobka nie chodzimy - cóż będzie rzucony na naprawdę bardzo głęboką wodę. Z wirusami niestety nie ma żartów, Alan jest nadal pociągający, a mnie wróciły smarkate lata.
A co do przewrotnego tytułu, nic bardziej mylnego - Poniedziałkowy Dół - to moja ulubiona nazwa ulicy w Krakowie:




Myślicie, że przy tej ulicy mieszkają sami pesymiści? Wąwóz przy którym znajduje się ta uliczka należał niegdyś do jakiegoś Panicza o nazwisku Poniedziałek. No i zamiast Poniedziałkowy Wąwóz powstał Poniedziałkowy Dół, który daje wiele do myślenia. To tyle jeżeli chodzi o genezę dzisiejszego wpisu. Swoją drogą bardzo lubię w naszym ojczystym języku tę wieloznaczność różnych splotów słów.

U mnie póki co baterie podładowane, bo wiem, że w tym tygodniu będzie się tu na blogu dużo działo :-) plan w głowie mi się już układa. Zaś dla tych co zaliczają doły i nie lubią poniedziałków, a szczególnie powrotu do pracy po weekendzie mam kilka prostych rad. I jeżeli w ten poniedziałek nie uda Ci się ich zrealizować, zrób to za tydzień :-) Ja wypróbuję je na własnej skórze za tydzień, gdy wrócę do pracy.

1. Wstań kwadrans wcześniej - spokojnie zjedz śniadanie, wypij herbatę lub kawę. Nie w pośpiechu, nie na stojąco. To chwila dla Ciebie, gdy możesz przez moment w głowie układać swój plan dnia. To właśnie przez napięcie i gorączkowe bieganie o poranku pozbawiasz się cennej energii, której potrzebujesz, aby dobrze rozpocząć nowy tydzień.

2. Wyznacz sobie zadania na ten dzień i po kolei je realizuj. Nie rób dziesięciu rzeczy jednocześnie, bo w dniu w którym ma się doła i czuje zmęczenie taka opcja jest wykluczona, bo jest trudna do realizacji.

3. Pamiętaj o tym, że praca jest bardziej efektywna, gdy sobie robisz krótkie przerwy, warto zrobić sobie 5 minutowy spacer na zewnątrz lub po prostu wyjść by złapać kilka promieni słonecznych - to stawia na nogi.

4. Uśmiechaj się - tego nigdy za wiele, zarażaj innych swoim uśmiechem. Może się to wydawać infantylne, ale przynosi skutki.

5. Wyprostuj się - dbaj o to jak układa się Twoje ciało, to pomaga się odprężyć.

6. Myśl pozytywnie - takie myśli przyciągają dobre zdarzenia.

7. Zaplanuj sobie po pracy czas na relaks, zrób coś dla siebie miłego. Zapowiedz domownikom, że to czas święty dla Ciebie, że masz ciężki dzień za sobą i tego potrzebujesz. A jeżeli tak jak ja nie możesz pozwolić sobie na każdą ulubioną formę relaksu, bo masz małego szkraba pod opieką, to zaplanuj popołudnie tak, by spędzić je inaczej. Inne zabawy, czy inna trasa spacerowa, to też coś co może wpłynąć na lepsze samopoczucie.

No i byle do piątku.

A tak przy okazji, uwielbiam przedsiębiorcze Mamy, jedna z moich Przyjaciółek dziś wystartowała ze swoim sklepem internetowym dla maluchów: radosne.pl polecam bo to Matka Polka, która na co dzień radzi sobie z trójką cudownych Synów.

Dołów nie zaliczajcie, idzie wiosna więc teraz może być tylko lepiej.