wtorek, 3 marca 2015

BAŁAGAN

Dziś pierwszy raz zapomniałam o umówionym ważnym spotkaniu, czyżbym miała w głowie jakiś bałagan? Właściwie przypomniałam sobie o planowanej wizycie u Pani Mecenas na pół godziny przed, ale nie miałam już szans na zebranie się i dojechanie na czas. Klapa na całej linii, ale z drugiej strony to może i dobrze, bo Alan dziś jeszcze zaczął na nowo pokaszliwać, a musiałabym jechać razem z nim. Fakt jest jednak taki, że zapomniałam! Do tej pory nie mogę sobie tego wytłumaczyć, bo nawet wczoraj wieczorem jeszcze w tej sprawie się kontaktowałam. Jak mogłam? Starość nie radość, a spotkanie przełożone. Jedno jest pewne, życie to nie bajka, a trudne sprawy rozwiązać trzeba. Jak każdy miewam problemy, ale ich na szczęście nie kolekcjonuję. No ale przecież tu nie o tym miałam pisać, bo dziś skruszona brakiem lecytyny i bałaganem w głowie, postanowiłam trochę zmodernizować i posprzątać kącik Alana. "Fizyczny" bałagan jest bowiem do ogarnięcia, nad tym "metafizycznym" w głowie pewnie jeszcze dziś nie raz wpadnę w zadumę. Zabieramy się zatem do pracy, tak to wyglądało przed:


Ze skruchą przyznaję, że nawet nie wiem jak i kiedy nagromadziło się tam tyle rzeczy, że musiałam sięgnąć po niezawodne pudła, których jestem skrytą miłośniczką (ooo... :-) tego Wam jeszcze nigdy o sobie nie pisałam).

Skąd on ma tyle zabawek? No już wiem, był Mikołaj, były urodziny, choinka, mieliśmy wielu gości... na dodatek w niedzielę rozpakowaliśmy niektóre urodzinowe prezenty (z grudnia), które czekały w kolejce. W taki to sposób mamy zabawek tak dużo, że kilkoro dzieci można by obdzielić. Czas na porządki. Trzeba to jakoś ogarnąć. Byłam w szoku, bo gdy zasiadłam z Alanem na bordowym dywaniku, to mój Syn pięknie mi pomagał. Wszystko jak leci pakował do jednego z pudeł, gdy zauważyłam, że to robi, to mu tylko podrzucałam posegregowane rzeczy. Jestem z niego bardzo dumna :-) we dwoje raźniej i o dziwo sprawniej to poszło. A wierzcie mi, że tak strasznie nie chciało mi się za to zabrać, szczególnie za kupę zabawek w kojcu, bo tam wrzucałam wszystko w celu błyskawicznego ogarnięcia terenu. No i teraz wygląda to tak:



Alanowi też się teraz bardziej podoba, a ja cieszę się bo nareszcie znalazłam miejsce na stolik, który w niedzielę nareszcie poskładałam (może trochę za wcześnie, ale czekał już od grudnia). Przyznam, że ucieszył mnie ten kącik.
 
Minęła 23.00, Alan po tak pracowitym dniu nawet szybko zasnął, więc i ja mam szanse na dłuższy sen, ale... wciąż myślę o tej wizycie, której dziś nie było. Nawet w kalendarzu miałam zapisane to spotkanie. Ech... no nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, teraz na kolejne spotkanie trzeba będzie dojechać i to na czas! Nie wiem jak jest u Was, ale po narodzinach dziecka czas to dla mnie pojęcie względne. O ile wcześniej byłam bardzo zorganizowana i punktualna, to teraz najczęściej docieram do wyznaczonego miejsca z poślizgiem. Bo już wychodzę.... a tu kupa-gigant, albo nagle Alan wylewa na siebie jakiś napój itd... Wiem, nic nie tłumaczy spóźnień, bo przecież mogłam to przewidzieć. Wkrótce wracam do pracy, a tam wszyscy chodzą jak w szwajcarskim zegarku, mam nadzieję, że i ja szybko wpadnę w ten korporacyjny rytm, gdzie co do minuty należy się zalogować, gdzie przerwę nawet o minutę nie można przekroczyć, bo już jest kwas. Dobrze mi było bez tego, ale może dzięki temu znowu będę bardzo zorganizowana i ten ogólny "metafizyczny" bałagan jaki czasem towarzyszy mi w głowie zostanie uporządkowany. Zresztą powszechnie znana reguła głosi, że jak: nie masz czasu, to zorganizuj sobie dodatkowe zajęcia, wtedy czas się znajdzie. No i z autopsji muszę Wam powiedzieć, że to święta prawda!



3 komentarze:

  1. Ja bym raczej powiedziała, że to nie bałagan w głowie tylko dobrze znana wszystkim skleroza :)

    Powiem Ci Singiel Mamo, że Ty i Alanek tworzycie zgrany Team, posprzątane rewelacyjnie. My rok temu przeprowadziliśmy się do nowego domku. Mieliśmy od razu się wziąć do pracy i wszystko posegregować i poukładać albo powyrzucać niepotrzebne rzeczy. Niestety póki co nam się to nie udało, a sterta różności rośnie. Przydałby mi się taki pomocnik jak Alan :)

    Swojego syna od malutkiego uczyłam sprzątać zwłaszcza po sobie i jak tylko wyrósł na nastolatka to przestał dbać o porządek. Do pewnego momentu sprzątałam jego pokój ale od dłuższego czasu poddałam się bo i tak chwilę później było wszystko na "swoim miejscu" :)
    Ostatnio weszłam do jego pokoju i zobaczyłam mega bajzel. Westchnęłam i powiedziałam: "o rany chyba było u Ciebie włamanie, czy coś Ci zginęło?" - mój syn skwitował to szerokim uśmiechem. Ot ponoć prawa młodości chociaż ja od zawsze lubiłam mieć porządek przynajmniej w swoim pokoju to synal jednak tego po mnie nie odziedziczył ;)

    Wstyd się przyznać ale często mi się zdarza, że się spóźniam. Ciągle się gdzieś spieszę, a i tak zawsze brakuje mi czasu. To chyba dlatego iż doba ma za mało godzin :)
    Kiedyś mieliśmy z synem załatwienie na mieście i spóźniliśmy się trochę. Po dotarciu na miejsce grzecznie przeprosiłam. Usłyszeliśmy wtedy, że takie "studenckie spóźnienie" czyli 15 minut jest dopuszczalne. Nie słyszałam wcześniej o takim stwierdzeniu ale spodobało mi się i na pewno użyję go przy następnej sposobności :)

    P. S. OOO jaki długi komentarz napisałam. I przyszedł mi pomysł na nowy temacik u siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem perfekcyjną panią domu, ale wczoraj już nawet nie było jak się bawić między stertą zabawek :-) nie znałaś studenckiego kwadransa? Jak to?
    A co do bałaganu u Syna, to kiedyś może go wychowa... dziewczyna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie znałam studenckiego kwadransa bo nie studiowałam :) Jakoś tak nie obiło mi się o uszy.
      Fajnie Ci się zrymowało. Mój syn ma dziewczynę już 3 i pół roku i na początku jak miała przyjechać do niego to sprzątał bardzo dokładnie, a teraz już trochę mniej :) Śmiałam się nawet do sympatii syna żeby częściej przyjeżdżała to będzie miał większy porządek w pokoju :)

      Usuń