poniedziałek, 2 marca 2015

BLOG

Przed chwilą zerknęłam na blog Przyjaciółki gabuni76 tam w komentarzach wpisu do którego Was odesłałam pojawiło się kilka mądrych słów dotyczących pisania bloga. Skusiły mnie one do tego by dziś podjąć taki temat.

Dlaczego piszę?

Przecież mogłabym zamknąć się w czeluściach swojego domu, by pisać pamiętnik, który kiedyś wręczyłabym Alanowi. Pewnie wtedy skupiłabym się na pieluszkach, kupkach, ząbkowaniu i takich tam innych dziecięcych tematach, bo pisałabym dla Alanka, a nie dla Alana. Dzięki temu, że to nie pamiętnik, to Alan będzie wiedział jakie myśli kłębiły mi się wówczas w głowie, jaki miałam nastrój, czy byłam szczęśliwa. 

W sumie sama decyzja dotycząca bloga podejmowana była u mnie długo, zastanawiałam się po co to chcę robić, do kogo chcę kierować blog, w jakim stopniu pokazać kim jestem, czy dawać zdjęcia i tracić prywatność, czy publikować na prywatnym profilu portali społecznościowych na których wcześniej się nigdy nie udzielałam? Pytań było bardzo wiele, ale udało mi się to wszystko w głowie uporządkować i oto jestem.

Kiedyś już o tym wspominałam, ale powtórzę: blog, szczególnie ten osobisty, to swego rodzaju ekshibicjonizm. Wszak dzielę się z Wami tym co mi w głowie siedzi. Czasem się nawet dziwię, że mam stałych Czytaczy, którzy wytrwale codziennie sprawdzają co nowego się pojawiło. Czy to "wciąga" jak na przykład serial? Nie mam pojęcia, choć sama kilka blogów śledzę odkąd zaczęłam pisać. Czasem niektóre blogi potrafią tak bardzo "wkręcić", że z utęsknieniem i niecierpliwie czekamy na kolejne wpisy. Chciałabym wiedzieć, że mam wśród Was takich fanów, bo wiecie jak rasowa kobieta uwielbiam komplementy i w moim przypadku one budują i są nawet motorem napędowym do dalszego działania.

A co do "wciągania" to blog stał się taką moją prywatną kokainą. Trudno zasnąć bez zapisania kilku kłębiących się po głowie myśli. W czasie dnia, gdy coś mi do głowy wpadnie, to od razu muszę to zanotować. Nagle odkryłam w sobie siłę przebicia, chęć dzielenia się myślami, wrażeniami, przeżyciami.

Piszę też blog z innej przyczyny, nie chciałam na siłę swoich znjomych i Przyjaciół zanudzać życiem Singiel Mamy, wszak nie każdego to obchodzi, szukam innych Matek Singielek, Rodziców Solo. Staram się pokazać, że mimo tego, że życie nie jest proste, to można starać się żyć szczęśliwie. A takie wewnętrzne szczęście przyciąga pozytywnych ludzi i pozytywne zdarzenia (tego jestem przykładem, nie raz i nie dwa pisałam Wam o tym). Marzenia, pozytywne podejście do życia, optymizm powodują, że mamy wokół siebie podobnych ludzi, a wówczas szczęście mamy na wyciągnięcie ręki. Chcę by mi myśli nie uciekały, chcę je zatrzymać, ale też chcę znać Waszą opinię na różne tematy, póki co z komentarzami cienko, ale będę wytrwała i się nie poddam.
Piszę, bo wiem, że są takie osoby które pomyślą czytając moje teksty: to jest to! Podoba mi się! U mnie też było podobnie…. Być może niektórzy podejmą wcześniej trudne decyzje ucząc się na moich błędach. Mam nadzieję, że właśnie tak jest.


Znacie tę piosenkę:

Pieniądze szczęścia nie dają (być może)
Lecz kufereczek stóweczek (daj Boże)


Zatem nie ma się co oszukiwać... blog z czasem może kiedyś przynieść profity, takiej sytuacji oczywiście nie wykluczam, póki co i tak będę pisać, bo "tej" motywacji mi nie trzeba, piszę bo lubię. Ale jeżeli kiedyś zobaczycie jakąś reklamę czy tekst sponsorowany (dotychczasowe teksty to przyjacielska pomoc, zgodna z moimi poglądami i potrzebami) to pomyślcie, że zbieram na pieluszki, albo cokolwiek innego dla Alana. W sumie ostatnio po raz pierwszy dostałam bardzo ciekawą ofertę współpracy barterowej, jeżeli coś z tego wyjdzie to pojawi się pewnie logo mojego "nowego partnera" ;-)

No i mam nadzieję, że blog to wstęp do mojego zdobywania wirtualnego świata, który póki co ledwo ogarniam. Staram się jednak (zgodnie z tym do czego Was ciągle namawiam) marzyć i realizować te moje marzenia. Fabryka Marzeń w mojej głowie wciąż mocno pracuje.

Dodam, że ilu bloggerów, tyle różnych odpowiedzi usłyszelibyście na pytanie: dlaczego piszę? Moja powyższa wypowiedź jest bardzo subiektywna.

Zapomniałam dodać, że piszę też by Alan (mimo wszystko, przy okazji) miał mini skrót swojego dzieciństwa, tak więc dziś znowu mieliśmy bumelkę od żłobka, jak nie urok to katar! Planujemy powrót w środę. Jak będzie to się okaże, póki co licząc od początku żłobkowania (czyli od początku lutego) był w nim, aż 8 razy! Specjalnie napisałam AŻ, bo dziś koleżanka mnie pocieszyła, że jej przedszkolne dziecko było w przedszkolu w ubiegłym miesiącu tylko 3 razy. Cóż trafiliśmy w sam szczyt wirusowej zarazy, mam nadzieję, że to Alana bardziej uodporni, przynajmniej tak głosi teoria. Póki co dzielnie uczymy się życia w domu, czego efekty widać na załączonym zdjęciu, oczywiście z albumu rodzinnego.

Ps. Lokowanie produktów jest zupełnie przypadkowe :-)


4 komentarze:

  1. Najwazniejsze by sie nie zrazac i robic to co się lubi, komentarze z biegiem czasu same sie znajda;) co do szczytu wirusowrj zarazy, patrzac dookola mam wrazenie, ze nawet ci najodporniejsi ciągają nosem i pokasłują....chcialo by sie powiedziec " taki mamy klimat" coz....glowa do gory, chusteczki w kieszen i do przodu! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, oczywiście robię swoje i się absolutnie nie zrażam. A co do klimatu, znowu Alan chwycił mały kaszel, chyba zacznę powrót do pracy od "opieki" i poczekam aż klimat się zmieni.

      Usuń
  2. Super to napisałaś Singiel Mamo. Jednym słowem "nic dodać i nic ująć" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki gabunia76, ale podkreślam, że to bardzo subiektywne podejście do tematu.

      Usuń