sobota, 14 marca 2015

HOME OFFICE

Zaczyna mnie powoli fascynować praca w trybie home office. Właściwie to takie podświadome marzenie, że pewnie ten styl pracy bardzo bym polubiła. Może dlatego, że na tym etapie swojego życia wolałabym przebywać dosyć blisko miejsca zamieszkania. Przyznam, że nawet się nad takimi możliwościami kiedyś zastanawiałam, taka praca ma oczywiście swoje plusy i minusy. 

Minus: jestem towarzyska, więc praca w korporacji daje mi możliwość obracania się między innymi współpracownikami, w domu co najwyżej telefonicznie, czy też stosując video rozmowy mogłabym z kimś zamienić zdanie. W grupie ludzi pracuje się zupełnie inaczej niż indywidualnie. Nasza efektywność zwykle w grupie jest większa.


Idąc do pracy zawsze należy jakoś sensownie wyglądać, czy w domu siadałabym do pracy przed komputerem w piżamie? Raczej w to wątpię, bo wcześniej musiałabym Alana odwieźć do żłobka. A gdyby został w domu? No cóż gdy nie chodziłam do pracy, to piżamę mimo wszystko ściągałam o poranku, więc tym bym się nie martwiła - nawyk, to nawyk. Fryzura, lekki makijaż i dopiero wtedy należy zacząć pracę. Co z tego, że w domu i niby nikt nas nie widzi: praca to praca - prezencja przed komputerem musi być :-) poza tym wpłynie to bardzo dobrze na samopoczucie.

Czy byłabym obowiązkowa? Wiecie jak to jest w domu, tu ktoś wpadnie na moment, tu się coś stanie, trzeba obiad ugotować, pranie nastawić... tysiące rozpraszaczy (jakiś czas temu przeżyłam coś takiego podejmując się dodatkowego zlecenia na mieście i nawaliłam, bo nagle tysiące spraw pojawiło się do zrobienia i załatwienia na już - to mnie wiele nauczyło). Zatem podejmując się takiego wyzwania jak praca w trybie home office trzeba sobie jasno z góry określić zasady i przygotować plan działania. Należy też być asertywnym na tzw. rozpraszacze, do tego przyda się jeszcze kilka innych umiejętności: koncentracja, mobilizacja, samodyscyplina, systematyczność i zorganizowanie.


Blog i pisanie tu, to taka moja mała wprawka... póki co moim planem jest by codziennie (zwykle wieczorem) poświęcić trochę czasu na pisanie, czasem się nie chce, czasem jest się zwyczajnie zmęczonym po całym dniu, albo chciałoby się obejrzeć jakiś film, ale podświadomość szepcze: pisać, pisać. No i ciągnę ten "wózek" do przodu.
Plusem pracy w domu jest to, że mogłabym zaoszczędzić kasę i czas, które trzeba by było poświęcić na dojazdy do pracy. A to by była całkiem niezła sumka i przynajmniej półtorej dodatkowej godziny na sen lub cokolwiek innego. 


Plusem też może być stanowisko pracy, które można urządzić wedle swojego pomysłu. Właśnie u mnie nadchodzi ten czas. Po zebraniu odpowiedniej ilości różnych sprzętów teraz mam do ogarnięcia sporą ilość kabli, wzmacniaczy, głośników i dziś się tym przeraziłam jak kurze wycierałam, bo jakoś moje biurko ostatnio omijałam. Organizacja miejsca pracy jest naprawdę ważna i myślę, że gdy nareszcie ogarnę ten mój artystyczny nieład, to jeszcze bardziej polubię siadać w domu przed monitorem. Co do artystycznego nieładu i ładu, które biurko wybieracie ze zdjęcia numer 1, czy ze zdjęcia numer 2? Oczywiście ani jedno, ani drugie moim nie jest, zdjęcia zapożyczone z pixabay.com





Minimalizm mnie ostatnio zachwyca, wiec już wiecie co bym wybrała. A co do pierwszego zdjęcia, obawiam się, że teksty pisane w takiej scenerii mogłyby być bardzo skomplikowane i wielowątkowe. Alan pewnie by mi na to nie pozwolił, on też woli porządek. Ostatnio zauważyłam, jak w naszej sypialni raczkując na dywaniku wszystko chowa do pudełka z ubrankami do prania. Dziś w trakcie wrzucania owych ubranek do pralki, znalazłam wiele różnych zabawek, które w ostatnich dniach szukałam. 

Na koniec spojrzałam jeszcze na moje biurko, jest sprzęt komputerowy, ale oprócz tego autko, telefon, identyfikator i wizytówki z Kongresu Kobiet, długopis, chusteczki, sudocrem, strzykawka do syropu... oj... a niby dziś sprzątałam, a po wieczornych igraszkach znowu pełno tu wszystkiego. 

Ps. Jutro kolejna miesięcznica blogowa :) jestem tu pełne 4 miesiące, jutro zaczynam kilkać piąty miesiąc.

2 komentarze:

  1. Przede wszystkim życzę Ci wieeelu takich rocznic w tej Blogowej sferze :)

    Mój typ biurka to zdjęcie nr 2 ale czasem mam koło siebie no może nie tak do końca ale tak prawie jak na zdjęciu nr 1.
    Asertywność wypada u mnie dość słabo i mam mały problem z tymi cechami, które wymieniłaś powyżej. Jak byłam młodsza to przychodziło mi to wszystko znacznie prościej teraz z biegiem lat zauważyłam, że zaczynam zmieniać swoje przyzwyczajenia czy zainteresowania.

    Często mam tak, że siedzę w domu całymi dniami i o ile sie ubieram bo nie mam w zwyczaju chodzenia w pidżamie cały dzień (no z wyjątkiem gdy jestem chora i źle się czuję) to już nie bardzo dbam o swój wygląd zewnętrzny typu makijaż, fryzura czy gustowny strój.

    Sama też bym chętnie popracowała w domu ale jednak wyjście między ludzi mobilizuje człowieka do wielu funkcji życiowych typu właśnie: wstać, umyć się, ubrać się, make-up jak wystarczy czasu to małe śniadanko i gotowy do wyjścia.
    A w pracy drobne ploteczki i kawka i takie tam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie najlepszym rozwiązaniem byłaby praca wśród ludzi dwa kroki od domu :-) no to mam kolejne marzenie do spełnienia.

    OdpowiedzUsuń