niedziela, 22 marca 2015

MAMA WRACA DO PRACY

Fot. z albumu rodzinnego
Niedziela, minęło południe, pora na reorganizację czasu, w sensie planu dnia. Alan zasnął więc w myśl owej reorganizacji zamiast robić coś pożytecznego dla domu, robię to co mi nocą zabiera sen, a jest pożyteczne dla mnie, czyli siedzę i piszę. W sumie to wielki komfort pisać o tak normalnej porze, rzadko mi się to zdarza. Do tego mam przy sobie kubek pachnącej, aromatycznej, gorącej kawy, może zatem coś z popołudniowego pisania się urodzi. Choć jak się okazuje, to nie takie proste, bo wieczorem siadam do pisania z całym dniem przemyśleń, a tu w głowie pustka. A przecież mam tysiące tematów, które chciałabym poruszyć, ale co patrzę na moje zapiski to sobie myślę: ten nie teraz, to nie pasuje do mojego dzisiejszego nastroju, a to do niedzieli, ale przecież coś mi chodziło po głowie czego nie zapisałam, a co koniecznie dziś chciałam poruszyć. Wreszcie po kolejnym łyku już mniej gorącej kawy mam! Przecież jutro wracam do pracy i właśnie dlatego dziś siadłam przed monitor wcześniej by się (przynajmniej w teorii) wyspać, bo jutro pobudka o 5.15, tuż po 6.00 musimy zaliczyć żłobek, a ja od 7.00 mam się stawić na szkolenia. Nie pracowałam ponad półtorej roku, w firmie w tym czasie mnóstwo rzeczy się zmieniło, nawet moja ekipa to już nie ta sama grupa.

Osobiście czuję lekki niepokój, bo to wielka rewolucja nie tylko dla mnie, ale też dla Alana. Teoretycznie jestem do tego przygotowana.


To kolejny, nowy etap Naszego życia (mojego i Alana). Alan zostanie po "chorobowym" rzucony na głęboką wodę do żłobka, a ja postaram się utrzymać swoją pogodę ducha, bo co mi pozostało?

Wieczorem przygotuję zatem dwa zestawy ubrań i dla mnie, i dla Alanka. Rano odpowiednio wcześniej trzeba wstać, by nie stresować się ewentualnym spóźnieniem. Przyznam, że tego najbardziej się obawiam, bo dla nas to ciężkie zadanie, oboje jesteśmy śpiochami. Jednak warto się poświęcić, by poranek był spokojny, stres i pośpiech udzielą się też przecież Alanowi, a to nie będzie dobre.
W żłobku pewnie będzie płaczliwie, bo Alan przez wirusy i choroby nie miał czasu na adaptację, będę musiała zaufać naszym Paniom Żłobkowym, że będzie dobrze. Obiecuję nie rozczulać się za bardzo, będę twarda, a nawet z wielkim uśmiechem na twarzy postaram się pożegnać Alana mówiąc gdzie idę i o której po niego wrócę. A potem to już przecież jakoś poleci.

Oczywiście trochę poserfowałam po sieci zerkając na różne porady i trafiłam na coś takiego TU.


  • Zanim zdecydujesz się na powrót do pracy rozważ wszystkie za i przeciw. Weź pod uwagę wysokość swojej pensji i wynagrodzenie opiekunki. Zastanów się, czy jesteś gotowa zostawić swojego malucha.
Oczywiście, że nie jestem gotowa, ale na szczęście zamiast opiekunki mam żłobek (taki przywilej Singiel Mamy). I choć moja pensja pozostawia wiele do życzenia, to wiem, że z wychowawczego nie utrzymam nas. Zatem muszę wrócić do pracy (pomyśleć, że kiedyś mnie w pracy nazywano Robokopem i pracoholikiem). Trzeba jednak znaleźć cel wyższy, by się łatwiej wracało, zatem: najważniejszy jednak jest fakt, że pora usamodzielniać Syna, by nie został "mamisynkiem" i choć mi się strasznie nie chce wracać do pracy, to wiem, że dla Jego dobra muszę.  
  • Pomyśl jak dziecko zniesie rozłąkę. Psychologowie uważają, że rozstania najłatwiej przychodzą półrocznym niemowlętom lub co najmniej dwulatkom. Oczywiście każdy maluch potrzebuje trochę czasu, aby przystosować się do nowej sytuacji. Na początku dziecko może wybuchać płaczem albo odmawiać jedzenia, ale jest to całkowicie naturalne zachowanie i nie powinno budzić Twoich obaw. W końcu dziecko zaakceptuje nowy rytm dnia.  
Co do płaczu dziecka, to już pierwsze rozstania mamy za sobą, więc mnie osobiście będzie łatwiej,  ale Alan ma przed sobą trudne dni. Niestety jest w tym "niezalecanym" wieku. Właśnie dziś kończy 15 miesięcy. Dużo mu opowiadam o żłobku, o dzieciach, wszystko oczywiście z wielkim uśmiechem na twarzy, ale czy to coś da? Niestety nadal od rana co jakiś czas nasza dyskusja wygląda tak. Zaczynam ja z wielkim uśmiechem na twarzy:
- Jutro pojedziemy...
- Grrrrrrrrr - odpowiada Alan
- Tak, pojedziemy samochodem, do....

- BE! - to nadal wymowne określenie żłobka po Alanowemu.
  • Bycie matką bywa trudne. Dlatego liczy się pomoc partnera i pozostałych członków rodziny. Ważne jest, byś od czasu do czasu zrobiła sobie przerwę, tak by potem w pełni sił zajmować się dzieckiem i pracować.
To w przypadku Singiel Mamy będzie najtrudniejsze. Liczyć na pomoc partnera nie mogę, jest moja Mama, ale jej obarczać też nie mogę, mam rezerwową listę osób, które w razie potrzeby mogą odebrać Alana ze żłobka, ale to tylko w wyjątkowych sytuacjach, czyli.... muszę liczyć tylko na siebie. W sumie to nic nowego.
  • Pamiętaj, że gdy przebywasz na urlopie macierzyńskim, wychowawczym czy wypoczynkowym, Twój pracodawca nie może zwolnić Cię z pracy. Jest również zobowiązany przywrócić Cię na to samo, albo równorzędne stanowisko po zakończeniu urlopu.
Na to liczę, choć nie mam pojęcia jak będzie, bo wszystko się tam zmieniło, nawet mój szef. W sumie to czeka mnie jeszcze z "nowym szefem" szczera rozmowa na temat moich godzin pracy i oczekiwań jakie mają względem mojej osoby.

Będę korzystać z przywileju matki karmiącej piersią. Teoretycznie mogłabym poprosić o możliwość karmienia dziecka w miejscu pracy, lub o przerwę na ściąganie pokarmu, ale w praktyce, moje dziecko będzie daleko ode mnie, pierś od dłuższego czasu "uczyłam" nowych godzin karmienia i ta nauka nie poszła w las, zatem wykorzystam drugą opcję czyli skrócę dzień pracy o godzinę. Jeżeli jesteście w podobnej sytuacji to warto pamiętać, że przerwy na karmienie wliczane są w czas pracy i nie powinny mieć żadnego wpływu na  wynagrodzenie. Jeżeli chcecie skorzystać z takiego przywileju, to nikt Wam go jednak na "gębę: nie da. Trzeba uzyskać zaświadczenie od ginekologa lub internisty. Nikt mi macać piersi w pracy nie będzie, ale oszukiwać nie warto, bo pracodawca ma prawo skierować mnie na odpowiednie badania, które pokażą czy kłamię czy też faktycznie karmię.

No i takim to sposobem zyskuję nowe miano:
- dwa lata temu byłam jeszcze pracoholiczką,

- po urodzeniu dziecka zostałam mamoholiczką,
- od jutra będę KORPO - MAMĄ - czyli będę stać w wielkim rozkroku między korpo-pracą, a domem, który tętni życiem i tupotem małych stópek. 

I jeżeli Wam się wydaje, że teraz wpadłam jak śliwka w kompot i pożegnam się z Fabryką Marzeń i filmikami, i blog zaniedbam, to mam nadzieję, że Was mile rozczaruję (a przynajmniej taki mam plan). Tak to już jest, że im więcej rzeczy mamy na głowie, tym bardziej musimy być zorganizowani. Jedno jest pewne przy wczesnym porannym wstawaniu, wcześniej też będę zasypiać i publikować posty :) oby tylko weny nie brakowało, bo ta zwykle pojawiała się po 22.00, a od jutra o tej porze to chcę spać. 

No i kawa wypita :-)




4 komentarze:

  1. Jak już pisałam wcześniej będzie dobrze, zobaczysz. Robisz to dla Alana ale też i dla siebie bo jesteś bardzo komunikatywną i towarzyska osobą więc wyjście do ludzi dobrze Ci zrobi. Poza tym spójrz na to tak pozytywnie, że będziesz miała więcej tematów do opisania :)
    Trzymam kciuki i czekam na relacje z pierwszych dni waszych zmagań z odcięciem pępowiny, o której wcześniej pisałaś.
    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne będzie dobrze lecz początki mogą być trudne, nawet nie mogą, a będą. K.P.

      Usuń
    2. Oj były bardzo trudne, ale powoli wszystko ogarniam :)

      Usuń
  2. Pępowina odcięta, im bliżej wiosny tym powinno być lepiej :)

    OdpowiedzUsuń