niedziela, 8 marca 2015

ROBOTA NIE ZAJĄC?

Ten poniedziałek miał być moim dniem powrotu do pracy, po wykorzystaniu macierzyńskiego i zaległych urlopów, tak miało być, ale Alan nadal ma katar i kaszel, więc po raz pierwszy w życiu wzięłam "opiekę". Pięknie zaczynam ów "powrót". No mam nadzieję, że robota nie zając i mi nie ucieknie, choć z tym zającem to przesadziłam bo przecież: 



Ten ciąg logiczny z powyższego obrazka jest nawet bardzo sensowny. Wróćmy zatem do tematu pracy, ale już bez uciekającego zająca. U mnie wygląda to tak, że wracam po długiej przerwie, więc piętrzą mi się w głowie stosy pytań: Jak będą wyglądały pierwsze dni, miesiąc? Czy szkolenia wystarczą by się wdrożyć (pracuję w dynamicznej firmie, gdzie zachodzi wiele zmian, więc będę miała sporo do nadrobienia)? Jak zareagują współpracownicy, kogo zastanę na miejscu? Czy uda mi się tak ułożyć grafik, by go pogodzić z samotnym macierzyństwem? Na jakie stanowisko wrócę? W sumie mogłabym tak jeszcze kilkanaście pytań wymienić. Po sobotniej wizycie u lekarza, dochodzi jeszcze jedno pytanie, czy wzięcie "opieki" nie będzie źle widziane? Teoretycznie nie powinno być źle widziane, ale w praktyce to się okaże. Czas pokaże ;-) Jedno jest pewne - pracoholikiem to już nie będę, choć zasadę mam prostą przy wykonywaniu wszelkiej pracy (począwszy od prac domowych po zawodowe) staram się je wykonywać najlepiej jak potrafię. Koniec tego gdybania, lepiej cieszyć się wiosną która tuż, tuż...
Mam nadzieję, że tak zwane przesilenie wiosenne + praca mnie nie dopadną jednocześnie, bo nie chciałabym padać ze zmęczenia wiedząc, że tyle różnych rzeczy jest do zrobienia. Teraz żyję jak księżniczka, wcześnie wstajemy tylko wtedy kiedy musimy, jeżeli nie ma takiej potrzeby to wylegujemy i bawimy się rano w łóżku. Śniadanie i inne posiłki jemy spokojnie i powoli. Dzień staramy się spędzać kreatywnie, a nocą zwykle siadam i piszę. Mój efekt WOW nadal mi towarzyszy, więc mam nadzieję, że ta adrenalina pozwoli mi znowu tak wszystko zorganizować, by ze wszystkim zdążyć na czas. A może ktoś z Was ma pomysł jak nagiąć czasoprzestrzeń, tak by doba trwała dłużej? Tak, by wszystko ogarniać? Na szczęście jestem kobietą, zatem potrafię wykonywać kilka czynności jednocześnie (nie umniejszam tu umiejętnościom mężczyzn, ale Ci zwykle skupiają się przede wszystkim na jednej czynności, by potem móc przejść do kolejnej - taka natura). Ech.... muszę trochę nam KOBIETOM posłodzić, bo właśnie kończy się ten dzień, 8 marca - a ja ani goździków, ani gwoździków nie dostałam
, ale przynajmniej życzenia wirtualne były (o gwoździach znajdziecie słów kilka na FanPage Facebookowym - kliknijcie "lubię to" i wszystko będzie jasne - skrót do FanPage macie oczywiście po prawej stronie). Mam nadzieję, że dziś byłyście traktowane jak prawdziwe Królowe.

"Dziś powinnaś być królową,
wypoczywać cały dzień.
Komplementów słuchać dużo,
wszystko na skinienie mieć."


ups... tak trochę infantylnie zakończyłam, ale cóż taki dzień, pachnący zaszłościami z innej epoki, ale i tak go lubię.

2 komentarze:

  1. No kto jak kto ale wiem, że Ty sobie na pewno ze wszystkim poradzisz jak zwykle z resztą :) Ani przez chwilę w to nie wątpiłam.
    Robota nie zając nie ucieknie ale czas niestety pędzi jak Gazela. Nie znam tego cudownego środka na nagięcie czasu, a szkoda bo też by mi się przydało kilka dodatkowych godzin w dobie :)
    Ja co prawda dostałam tulipanka od syna, siostrzeńca i męża (podobno te za 5,50 z Lidla o których bębnili w reklamie cały dzień) ale o traktowaniu mnie jak księżniczkę musiałam zapomnieć to już nie jest nasza Epoka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gabunia76, przyganiał kocioł garnkowi :-) w pozytywnym tego słowa znaczeniu, bo biorę przykład z Ciebie - radzisz sobie w życiu jak mało kto!

    OdpowiedzUsuń