sobota, 25 kwietnia 2015

DZIECINNIEJE PRZY DZIECKU

Fot. z albumu rodzinnego "tulimy"
Wczoraj złapałam się na geście który wcześniej w życiu by u mnie nie wystąpił, ponieważ zwykle byłam bardzo stonowana. W czasie pewnych szkoleń, jako przerywnik puszczono nam film z sieci o sportowych wpadkach, wszyscy oglądają, lekko się podśmiechują, ja też, aż nagle w czasie którejś sceny ja wybucham śmiechem i poklaskuję. No dokładnie tak jak to robię z moim Synem, gdy chcę u niego wywołać określone reakcje. Teoretycznie nikt na to nie zwrócił uwagi, ale w praktyce nie byłabym tego pewna, taktownie nikt na mój osobisty wybuch emocji nie zareagował.

Druga sytuacja: kolega w pracy puścił radio, a ja co zaczęłam.... od razu nucić pod nosem, oczywiście od razu zostałam grzecznie skarcona, bo zasada u nas jest taka, że nie śpiewamy w czasie pracy, kiedyś mi to nie przeszkadzało, teraz wydaje mi się to dziwne. Oczywiście stosuję się do ogólnie przyjętych zasad, ale co raz częściej życie mnie zaskakuje nimi.

Prawda jest taka, że dziecko potrafi z nas wyciągnąć, to co już dawno sami pogrzebaliśmy. Nagle to co wydawało nam się kiedyś niedorzeczne, albo nie na miejscu, uwalnia się w nas i mimo naszych poglądów i dotychczasowych zachowań wychodzi na światło dzienne. Z drugiej strony, by nauczyć dziecko różnych emocji sami je często musimy przerysować, wykonując taką czynność często wchodzi nam to w krew.

Jak dobrze, że odzyskałam ową "wolność duchową" bo tak mogłabym to nazwać. Znowu jak za dzieciństwa reaguję, może czasem zbyt emocjonalnie, ale za to czuję, że życie nabrało smaku.

Dziś sobota, pogoda sprzyja, więc trzeba korzystać. Kto wie, może tu dziś jeszcze raz zaglądnę nocą. Trochę przemyśleń mi się uzbierało, niestety ostatnio doba jest dla mnie za krótka, co przekłada się na rzadsze zaglądanie do sieci. Mam tylko nadzieję, że w czasie szybkiego ogarniania domu nie wezmę przykładu z Alana, bo nie mam czasu na przytulanie się do kanapy :-)





4 komentarze:

  1. Często tak właśnie jest, że inni potrafią stłumić w nas samych siebie, poprzez ciągłe upominanie, zwracanie uwagi czy dziwne reakcje (spojrzenia) powodują wycofanie się gdzieś do kącika. Dzieciaki potrafią z nas wydobyć to co siedzi gdzieś ukryte głęboko swoją szczerością, niewinnością czy bezpośrednim zachowaniem.
    Czasem jest tak, że sytuacje czy miejsca wymagają określonej formy stosownego zachowania się ale bez przesady żeby od razu robić z kogoś nadętego i sztywnego snoba, a myślę, że zdarza się to dość często niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko mam nadzieję, że nigdzie granicy dobrego smaku nie przekroczę, choć znacznie częściej wybucham śmiechem i spontanicznie reaguję.

      Usuń
  2. Zgadzam się niestety tak jest trochę to my sami zaczynamy dzieci hamować w ich naturalności słowami to nie wypada, tak jest nie ładnie, potem szkoła wbija dzieci w utarte schematy jednocześnie zabijając ich kreatywność. potem to już zależy od charakteru na ile daliśmy się wbić w te sztywne ramy. To trochę jest jak błędne koło bo są rzeczy, które musimy wbić dzieciakom w tematach stosowanego zachowania, sami też musimy się pilnować w pewnych okolicznościach...tylko w tym wszystkim zatracamy swoją naturalność...uważam, że to jeden z efektów cywilizacji.
    Zapraszam do siebie http://samotnyszczesliwyrodzic.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie odwiedzę Twoją stronę, bywaj częściej też u mnie :-)
      Co do granic Małgosiu, to nie jestem zwolenniczką bezstresowego wychowania, granice trzeba stawiać, ale nie ma co być zbyt radykalnym w postępowaniu, wszystko z wyczuciem i umiarem. W sumie to odrębny temat, więc może w sam raz na niedzielę? Póki co ja swoje granice przekraczam.

      Usuń