poniedziałek, 6 kwietnia 2015

JAJKO CZY KURA

Fot. jeszcze cieplutka fotka (z wieczora)
...i po moim odwyku. Powiem Wam, że bardzo szybko mi ten czas zleciał. Muszę się jednak przyznać bez bicia, że korzystałam z Messengera na tablecie, bo to kanał porozumiewawczy, dzięki któremu otrzymałam kilka istotnych informacji na temat świątecznych dni (dowiedziałam się kto mnie odwiedzi, a kto nie). Wiem tłumaczą się tylko winni, ale gdyby nie wiadomości FB, to mogłabym śmiało zaliczyć dwudniowy odwyk od sieci. Za to jeżeli chodzi o komputer to tu zdałam egzamin na piątkę, odpaliłam go dopiero dziś. Koniec pisania o krótkim odwyku, czas wrócić do wirtualnego świata pełną parą.
Nie wiem jak Wy, ale ja w te święta cały czas chodziłam głodna. Jakaś masakra, coś mi w duszy podpowiadało, by skubnąć trochę tego, trochę tamtego. Nawet nie chcę wchodzić na wagę. W święta grudniowe tak nie miałam, choć było dużo więcej przygotowanego pysznego jedzenia. Alan też oszalał na punkcie smaków i próbował... i próbował... on jednak zna umiar.


Jak sobie pomyślę ile jajek zjadłam pod przeróżnymi postaciami, to chyba teraz przez miesiąc nie powinnam na nie patrzeć. Takie jedno przeciętne jajo (około 60 gramowe) to 81 kcal. Zawarte w nim żółto, to wielka bomba cholesterolowa. Ale z drugiej strony dostarcza lecytyny, na której brak przecież czasem narzekam :-) Jaja mają też swoje dobre (znaczy korzystne) tłuszcze.  Na 5 g tłuszczu zawartego w jednym jajku tylko 0,1 g stanowią „złe” nasycone kwasy tłuszczowe, za to wiele w nim niezbędnych dla organizmu nienasyconych kwasów tłuszczowych.

Już mi trochę lepiej, wiecie jak ma się jakieś wyrzuty, to trzeba poszukać dobrej strony tego co nam się złe wydaje. Zatem wracając jeszcze do tematu jajek: to źródło pełnowartościowego białka, łatwo przyswajalnego przez organizm. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) uznała białko jajka za wzorcowe, przez co wykorzystuje się je jako wzór do pomiaru zawartości aminokwasów w innych produktach.

Jaja to też bogate źródło witaminy A, E, D i K oraz B2 i B12, kwasu pantotenowego i składników mineralnych: fosforu, potasu, wapnia, żelaza, magnezu.
W żółtku (właśnie w tym, które nazwałam bombą) jest luteina, która chroni oczy przed szkodliwym promieniowaniem UVA i UVB i poprawia widzenie.

Po takiej dawce informacji jestem już spokojniejsza i nawet jajkami mi się "nie odbija" :-)

Poszperałam jeszcze trochę po sieci i proszę teraz jeszcze mam dla Was zalecane ilości jajkowe :-)

  • WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) dopuszcza jedzenie 10 jajek tygodniowo, łącznie z tymi użytymi do kotletów, ciast, makaronu.
  • Według polskich dietetyków i kardiologów osoby zdrowe mogą jeść 1 jajko dziennie. Ale ten, kto ma podniesiony poziom cholesterolu – maksymalnie 2-3 jaja tygodniowo (właściwie żółtka, bo białka można jeść bez ograniczeń).
Oczywiście osobiście wolę zalecenie WHO, no bo jak wytrzymać bez jajka? Ja nie potrafię.

Na koniec oczywiście filozoficzne pytanie: co było pierwsze jajo czy kura? Pojęcia nie mam, ale teorii spiskowych na ten temat znajdziecie bardzo wiele. Za to jedno wiem: jajko nie może być mądrzejsze od kury, no bo jak?


A jutro, to sobie rosół... z kury ugotuję.


Ps. Dziś był śmigus dyngus? Nie odczułam tego na własnej skórze :( No cóż panienką to już od dawna nie jestem.


2 komentarze:

  1. Też bardzo lubię jajka ale niestety ze względu na problemy z wątroba i żołądkiem nie mogę jeść ich często bo źle się potem czuję. Jednak zauważyłam pewną ciekawostkę. Mianowicie gdy po święceniu siadamy do konsumpcji ja zjadam śmiało 3 jajka i do tego spory kawałek wiejskiej kiełbaski (po niej też się źle czuję więc staram się unikać) i o dziwo kompletnie nic mi się nie dzieje, najzwyczajniej w świecie dobrze się czuję. Normalnie gdybym zjadła taką dla mnie bombę zegarową w ciągu roku to potem konsekwencje byłyby opłakane w skutkach jelitowych sensacji. Moja babcia zawsze mówiła, że święcone jedzenie jest zdrowe i nie zaszkodzi i na własnej skórze sie o tym przekonałam.

    Ja komputerowego odwyku nie miałam bo na chwile usiadłam i popatrzyłam co w trawie a raczej w kompie piszczy :)
    Śmigus Dyngus u nas w domu był taki symboliczny bo synek siostry z pistoletu wodnego nas trochę pochlapał. Ech gdzie te czasy gdy w Święta było ciepło i jak się kuzynostwo zjechało to suchej nitki na nas nie było :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne wspomnienia kojarzą Ci się ze świętami. A co do święconego jedzenia, to coś w tym jest - Twoja Babcia miała rację.

    OdpowiedzUsuń