wtorek, 14 kwietnia 2015

KRAINA ŁAGODNOŚCI

Alan śpi, ja też za chwilę się zabiorę do spania, należy się, bo dzień był intensywny.
Praca coraz bardziej wciąga, więcej czasu spędzam też za kierownicą, co mnie cieszy, bo bardzo lubię wszelkie podróże w roli kierowcy, nawet te krótkie do pracy, a jeszcze bardziej z pracy. Ta dzisiejsza jazda była o tyle miła, że wpuściłam do ruchu autobus wyjeżdżający z przystanka, a jego kierowca pięknie mi podziękował mrugając awaryjnymi. Przecież nie musiał, bo to chyba mój obowiązek (no chyba, że przepisy się zmieniły), no ale dążę do tego, że mały gest... a cieszy. Życie się w sumie z takich małych gestów składa, tu się ktoś uśmiechnie, tam powie coś miłego i od razu nastrój się nam poprawia.
Dodatkowo dziś wykonując jakiś mało skoordynowany ruch w samochodzie puściłam kasetę która od lat jest włożona do odtwarzacza (wiem mam bardzo stary model i radia, i auta) i nagle poleciała piękna Kraina Łagodności, znaczy "Pieśń łagodnych" Wojtka Bellona: 




Ile światłem prowadzeni
Dróg powietrza przejść zdołamy?
W ilu rzekach zanurzymy stopy?
Ile w nas zdumienia jeszcze?
Ile złudzeń nie straconych?
Światów ile nie odkrytych wokół?


Jak dobrze, że jeszcze tak wiele mamy do odkrycia, nie ma czasu na nudy :-) I znowu jakoś tak miło mi się zrobiło choć kasetę tę słuchałam ostatnio bardzo dawno temu i zdarta jest już jak stara płyta, szumi, brumi, nawet czasem zgrzytnie, ale jakoś nie mam serca jej wyrzucić i wiem, że zawsze piosenki nagrane przez Wolną Grupę Bukowinę dobrze mnie nastrajają. Właściwie to taka moja deska ratunkowa w trudnych sytuacjach. Było takie pół roku w moim życiu, że słuchałam jej w aucie cały czas. Radio mnie nie cieszyło, zaś cisza przerażała. Puszczenie tej kasety powodowało, że potrafiłam się emocjonalnie uspokoić i wyciszyć. Właściwie każdy powinien odkryć w swoim życiu takie koło ratunkowe, ja już wiem co to jest, a Wy też macie coś takiego?

Dziś nie miałam złego nastroju, gdy jednak przypadkiem uruchomiłam kasetę to zrobiło mi się jakoś tak błogo, właściwie prawie łza się w oku zakręciła, bo pomyślałam o moim Tacie, bo właśnie gdy ciężko zachorował i odchodził od nas, to ta muzyka mi pomagała. Pewnie teraz bardzo by się cieszył, że ma wnuka. Szkoda, że nie poznał Alana.

A z Alanem dziś zabawy wyglądały tak:







Mieliśmy dziś też gościa specjalnego - to Loj:


Można powiedzieć: jadł Alanowi z ręki.

Północ już blisko, budzik znowu nastawiony na 5.00, zatem pora się udać do mojej prywatnej Krainy Łagodności i znowu muszę spać intensywnie, żeby się wyspać.


4 komentarze:

  1. Odkąd pamiętam zawsze dużą rolę w moim życiu odgrywała muzyka. Dlatego gdy jest mi smutno i źle lub jestem czymś podenerwowana to wystarczy, że posłucham sobie swoich ulubionych kawałków sprzed lat w takiej głośniejszej wersji i już czuję jak te złe emocje ze mnie wyparowują. Uwielbiam słuchać muzyki i w zasadzie nie mam jakiegoś określonego gatunku tylko od tak co mi wpadnie w ucho tak tam zostaje. Mój syn ma tak jak ja gdy jest wkurzony to albo słucha głośniej muzyki albo siada przy klawiszach i gra. Podobnie jest tez gdy sprzątamy koniecznie towarzyszy nam głośna muzyka ona dodaje mi skrzydeł i wtedy wydaje mi się ,że mam mnóstwo siły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym sprzątaniem to prawda, też dostaję wtedy powera, choć rzadko niestety udaje mi się sprzątać przy głośnej muzyce, bo zwykle robię to gdy Alan śpi :-)
      A co do muzyki, mam nadzieję, że mamy to we krwi i miłość do tańców, śpiewania, muzykowania przechodzi w genach.

      Usuń
  2. Wierz mi to akurat przechodzi w genach w 100%
    Ja przejęłam miłość do muzyki od swojego taty natomiast mój synal przejął ode mnie więc masz przed sobą żywy dowód, który powinien rozwiać Twoje wszelkie wątpliwości. Ciekawa jestem tylko czy moje wnuki przedłużą nasz pokoleniowy łańcuszek muzyczny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie na weselu Alan pokazał co potrafi - przeszło w genach ;-)

      Usuń