piątek, 10 kwietnia 2015

WIOSENNIE

Fot. z albumu rodzinnego
Dziś nareszcie poczułam prawdziwą wiosnę. Temperatura wyższa niż zwykle, słońce również jakby mocniej grzejące, na drzewach i krzewach całkiem sporej wielkości zalążki liści. Nareszcie! Dom też bardzo porządnie wywietrzony na wszystkie strony. Jak dobrze, że zima się kończy, znowu będę mogła zabawiać się godzinami na słońcu, ot choćby tak jak na tym zdjęciu wyciągniętym z mojego archiwum (to była chyba końcówka maja zeszłego roku, o ile pamięć mnie nie myli).

Jest jeszcze jeden powód dla którego nie mogę się doczekać wyższych temperatur - prozaiczny - WYGASZĘ PIEC. O tym fakcie marzę co kilka dni, gdy jak zawsze pełniąc funkcję stróża rodzinnego ogniska wracam z piwnicy czarna jak prawdziwy kotłowy lub piecowy. Zresztą węgiel znowu się kończy więc byłoby miło gdyby nareszcie można było liczyć na naturalne, słoneczne ogrzewanie.

Wiosna to też czas porządków, no i tu pojawia się taki mój wewnętrzny dylemat, bo niby właśnie teraz baterie mam mocniej naładowane (szczególnie po takim dniu jak dziś), ale wciąż nie na tyle by mi się chciało chwycić za prace w ogrodzie. Co roku obiecuję sobie, że postaram się o kilka grządek z podstawowymi nowalijkami, ale gdzie tam... kończy się na płonnym zapale. Och gdyby mi się chciało tak bardzo, jak mi się nie chce - to świat bym wtedy zwojowała. Jeżeli macie podobne wyrzuty to wiecie o czym mówię.

Mam już w głowie mały plan naprawczy - jutro chwycę grabie w dłoń, od czegoś przecież trzeba zacząć, a w sobotę może by jakieś okno umyć? Nie wiem tylko dlaczego od razu mi się po głowie zaczyna w takiej sytuacji błąkać cytat: "Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, powiedz mu o swoich planach" (Woody Allen) znając życie zawsze znajdzie się coś, co skutecznie mnie od tych porządkowych planów odciągnie.

Alan póki co też dobrze reaguje na postępująca wiosnę, dziś nawet się wyrywał na wymęczoną zimą trawę. Niestety "sam" nadal nie potrafi, nie spieszy mu się do samodzielnego chodzenia. A co do pożegnania zimy, to przypomniało mi się, że gdy we wtorek wróciliśmy do żłobka po kolejnej blisko dwutygodniowej przerwie na wirusy, Alan pierwsze co, to zauważył, że z szafki w szatni zniknął piękny bałwan, za to na ścianie pojawiła się kolorowa panienka w kwiecistej sukni, ta niestety aż tak jak bałwanek nie przypadła mu do gustu, bo nie jest trójwymiarowa. Teraz za każdym razem gdy tylko wchodzimy do szatni to Alan rozpościera ramiona i znacząco mówi: "yyyyyy"... Niby bałwan, a tyle emocji :-)

A co do porządków, to trzeba będzie zrobić też przegląd ubrań, bo jakoś cały czas na okrętkę wciąż noszę te zimowe, głębiej do szafy mi się nie chce sięgnąć - no i to jest powód do tego by mimochodem zrobić porządek w szafie.



Ps. o... nie wyrobiłam się już po północy, ale czas goni! Idę spać.

4 komentarze:

  1. Nawet mi nie pisz o porządkach bo mam ich całą masę i ciągle sobie mówię, a to jutro się wezmę za sprzątanie i potem zajmę się czymś innym i przychodzi kolejne jutro i tak w kółko. Najgorzej jest mi się zebrać, a jak już się uda to potem idzie mi to całkiem sprawnie. I proszę jaki Twój synek jest spostrzegawczy. Ty byś pewnie nie zauważyła braku bałwanka, a on zauważył :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam sprytny plan, Przyjaciółka mi dziś pomoże ogarnąć mój artystyczny nieład, we dwójkę zawsze szybciej idą prace (mówiłam Wam, ze ja to mam szczęście otaczać się cudownymi Przyjaciółmi? Mówiłam :-) no to jutro w domu będę miała namacalny efekt jednej z takich przyjaźni).

      Usuń
  2. No ładnie ale spryciara z Ciebie :) może podesłałabyś tą przyjaciółkę też do mnie, a ja mam sporo sprzątania to na pewno by się nie nudziła ;) Kobietki pogoda Wam się udała więc pewnie porządki porobione?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Porządki się zrobiły... ale koło domu, w domu będę pracować w tym tygodniu popołudniami :-) Pogoda zatem wykorzystana, choć zasługa moja w tym sprzątaniu jest najmniejsza.

      Usuń