sobota, 30 maja 2015

POPLĄTANE KABLE i FOLIA

Czasem trzeba motywacji by rozplątać to co się "naplątało" i to dosłownie. Ostatnio miałam wielki problem z moim biurkiem. Trudno to było nazwać pięknym miejscem pracy, bo biurko było dużo za małe, do tego nieco zdezelowane, no ale ważne, że stało. Pewnego pięknego dnia zadzwonił telefon i sąsiadka zaproponowała, że mi odda biurko z nadstawką po synu, to się nazywa mieć szczęście. Wiadomo, że nie była to nowa rzecz, ale wiedziałam, że będzie dużo lepsza od mojego dotychczasowego "Centrum Dowodzenia". No i proszę dostałam w dwóch częściach nowy-stary mebel. Pasuje on do pokoju dziecinnego, ale nie narzekam, bo przecież obecnie w takim śpię, bo jeszcze Alana nie zostawiam samego, bo zbyt często się wybudza (to ząbki, to wirus.... wiecie jak to jest). Mebel ten już trochę lat ma, więc sięgnęłam po folię d-c-fix by nadać nieco charakter temu czemuś, co według mnie nie miało duszy. Kilka ruchów i mam biurko pozytywnie zaklejone :-) zobaczcie sami:


Tak to wyglądało :)

A to już po oklejaniu, tyle ile folii miałam, tyle poszło.

Coś czuję, że to i tak jeszcze nie koniec oklejania tego mebla :)  
Póki co wygląda to tak, moje nowe Centrum Dowodzenia :) i wierzcie mi, że 3/4 kabli upchnęłam za szafę tak by Alan nie miał z nich uciechy i by nie były widoczne. Grunt, że wszystko działa i jest prawidłowo podpięte - z tego mogę być dumna.



No to już pewnie mnie przy tym biurku klikającą widzicie oczyma wyobraźni i bardzo dobrze :) jeszcze kilka miesięcy i pewnie doczekam się własnego biurka, ale wtedy pójdę w wystroju w totalny minimalizm, teraz w wolnych chwilach pogłębiam swoją wiedzę filatelistyczną gdy wpatruję się w blat pełen nadrukowanych znaczków. Swoją drogą kiedyś znaczki zbierałam (jeszcze w podstawówce) ciekawe gdzie się podział klaser, może znalazł by się tam jakiś unikat? Marzenia :-)
A co do zbieractwa, to pamiętam jak również w podstawówce zbierałam zdjęcia super aut z gum do żucia TURBO - pamiętacie takie? Miałam setki tych papierków, a moim ulubionym było bordowe Lamborghini. Ale to były fajne czasy, byle papierek z gumy potrafił niesamowicie cieszyć. A pamiętacie mini komiksy z gum Donald, albo smak oranżady z woreczka ze słomką?

No to niech Wam się łezka w oku zakręci:






Zdjęcia te oczywiście zgarnęłam z sieci :) Ależ mnie dziś na wspomnienia naszło... grunt, że nowy mebel został pozytywnie zaklejony, zaś kable rozplątane.



piątek, 29 maja 2015

SUPER MAMA

Fot. z albumu rodzinnego
Mogę się śmiało nazwać Super Mamą, a przy okazji kobietą renesansu, bo jak trzeba to przewinę, albo chwycę za młotek, kolejnym razem odkurzę dom, potem przepcham zatkane rury, wyjdę na spacer z Synem albo wezmę się za porządki w garażu. Porządkować mam niestety co, więc jeszcze przez długi czas mam zapewnioną pracę na etacie porządkowacza: garażu, warsztatu, domu, życia...


Trudno nie zgodzić się z faktem, że samotne rodzicielstwo powoduje, że uczymy się świetnej organizacji czasu. Trzeba tak wiele rzeczy zrobić w pojedynkę, które zwykle rozkładają się na dwie osoby. No i najważniejsze: trzeba mieć siły na poświęcenie czasu swojemu dziecku.
Zatem chodzimy do pracy - to jeden etat, a potem w domu czeka na nas kolejna praca - to drugi etat. Nie dajmy się zwariować, trzeba mieć chwilę czasu dla siebie, trzeba mieć też dużo czasu dla dziecka. Wszystkiego sami nie zrobimy, otaczajmy się zatem ludźmi, którzy dobrze nam życzą, a wtedy będzie łatwiej. Warto też czasem dumę schować do kieszeni i poprosić o pomoc, to żadna ujma. Jestem Mamą, jestem kobietą pracującą, ale przede wszystkim jestem tylko człowiekiem, który nie musi na wszystkim się znać. 

Cieszy mnie natomiast niezmiernie fakt, że samotni rodzice, a szczególnie chodzi mi tu o samotne matki są coraz lepiej w naszym społeczeństwie postrzegane. No bo to fakt, że ze względu na nasz stan musimy być bardzo przedsiębiorcze. Sami możecie o tym sobie poczytać tu: Wrogość maleje? Tak postrzega się w Polsce samotne matki. To dobrze, że zyskujemy w oczach społeczeństwa, bo bardzo krzywdzący jest stereotyp wskazujący mnie jako nieudacznika, zołzę i wredną babę, która nie potrafi utrzymać partnera przy swoim boku. W sumie kiedyś o tym pisałam tu: CO LUDZIE POWIEDZĄ.

Na koniec jeszcze trochę osobistej prywaty, coś ku pokrzepieniu i po to bym o tym nigdy nie zapomniała, mój Przyjaciel (taki wieloletni) napisał mi dziś, dlaczego ja i Alan jesteśmy ważni w Jego życiu, to było dla mnie naprawdę wzruszające. Marcin, dobrze, że jesteś :) Przyjaźń na dodatek taka prawdziwa szczególnie między kobietą a mężczyzną ponoć nie istnieje, ale wyjątki czynią regułę i my właśnie taką wyjątkową parą Przyjaciół jesteśmy.


czwartek, 28 maja 2015

JEST DOBRZE GDY JEST DOBRZE

Wczoraj pomyślałam, że nie powinnam nigdy narzekać na swoje życie. Podniosłam się z pewnego marazmu i teraz jest dobrze. Oczywiście zawsze mogłoby być lepiej i znacznie spokojniej, ale... ręce mam, głowa też pracuje, na zdrowie raczej nie narzekam (oczywiście pomijam wirus, który obecnie z Alanem przechodzę - to jednak stan przejściowy).  
Rzeczy nabyte oprócz pozornego szczęścia niewiele dają. Najważniejsze jest zdrowie. Wspominam o tym, bo wczoraj do szpitala pojechała koleżanka, czeka ją bardzo ciężka operacja wycięcia guza mózgu. Matka dla dwójki dzieci, żona, mająca swoje plany i marzenia, które nagle przerywa diagnoza. Trudno mi to sobie w głowie poukładać, trudno mi myśleć co przeżywała przez ostatnie tygodnie Ona i jej bliscy. Mocno wierzę w to, że wszystko zakończy się dobrze.

Odkąd pamiętam staram się mimo wszystko być optymistką, a w takich chwilach utwierdzam się w przekonaniu, że nigdy nie powinnam narzekać na swój los. Kiepskie byłe małżeństwo, albo kredyty, czy wiecznie pojawiające się usterki w starym domu to naprawdę pikuś.

Mimo, że los sprawił, że muszę wykonywać wiele rzeczy, które zwykle spoczywają na barkach faceta, to naprawdę nie ma co narzekać.

Chciałabym jeszcze wiele tu napisać w tym temacie, ale co się do tego zabieram to kasuję, bo wydaje mi się nie na miejscu, przesadzone, nietaktowne w obliczu choroby koleżanki. Jak nigdy słów mi brakuje i nie potrafię opisać tego o czym teraz myślę, co czuję.
Ufam, że wszystko dobrze się skończy. Naprawdę jest dobrze, gdy jest dobrze, gdy nie stoimy w obliczu choroby.

wtorek, 26 maja 2015

NARESZCIE!

Fot. z internetu :) nie znam autora, ale wpadło mi ono w oko kilka lat temu
i jakoś w pamięci pozostało, nie było trudno je odszukać
Dziś mój dzień, choć to dzień każdej Mamy :) w sumie miło być Mamą. Dzień Matki obchodzę po raz drugi i przyznam, że to fajne uczucie mimo tego, że mój Synek jeszcze nie rozumie, co dziś jest powodem do świętowania i we dwójkę może trudno nam celebrować to święto, ale to i tak dla mnie cudowny dzień. Cieszę się jednak, bo wiem, że nareszcie ten dzień mogę obchodzić podwójnie, bo składam życzenia mojej Mamie i o sobie jako Mamie również myślę. Dziś zatem dzień mojej Mamy i mój dzień jednocześnie,  :-) nareszcie!

Ten dzień spędzam w domu, od poniedziałku się kuruję, mój głos poszedł sobie gdzieś i póki co nie wraca, więc leczę się na wszelkie sposoby. Wiecie jednak jak jest: Mama wolnego nie ma, bo co prawda do pracy nie jeżdżę, ale w domu obowiązków mi wcale z tytułu L4 nie ubyło. Nie ma co narzekać, choć trudno wypełnić polecenie Pani doktor, by dużo wypoczywać. Mam nadzieję, że szybko ta gardłowa dolegliwość mi przejdzie, bo czuję straszny dyskomfort, szczególnie przeszkadza uciążliwy kaszel. Dzięki byciu w domu mogę trochę zaległości nadrobić i pobyć z Synem (on też ma wolne od żłobka - oboje się kurujemy). No i dziś chyba z okazji Dnia Matki Alan spacerując ze mną po domu nareszcie świadomie "puścił" mój palec i się.... "puścił" :-) Potem wrócił do trzymania palca, ale pierwszy zwiastun samodzielnego chodzenia jest, nareszcie! 


Przyznam Wam, że przez kilkanaście lat pracy L4 brałam tak rzadko, można by mnie wskazywać palcem jako pracownika idealnego, cieszącego się super zdrowiem. Dodatkowa praca, system zmianowy, nadgodziny... nigdy mi to nie przeszkadzało. Choćby nie wiem co się działo, ja i tak stałam na posterunku, teraz moje podejście do tego tematu się zmieniło. Szanuję czas spędzony w domu, jeszcze bardziej ten spędzony z dzieckiem, szanuję też swoje zdrowie. Popatrzcie jak wiele w moim podejściu do życia zmieniło rodzicielstwo, to dzięki temu, że jestem szczęśliwą Mamą. Oczywiście to nie oznacza, że pracę mam gdzieś, jednak nie jest ona dla mnie teraz odskocznią od marnego życia, bo z chęcią wracam do domu i mam do kogo wracać, nareszcie!

Cieszę się, że mogę być Mamą i chciałabym, żeby każda kobieta która tego pragnie miała również taką możliwość. Od 2 lat jestem szczęśliwa, nareszcie!


niedziela, 24 maja 2015

ZŁODZIEJ CZASU

http://pixabay.com
Dziś korzystając z tego, że prawie się wyspałam (prawie, bo Alan obudził się o 6.00, ale łóżko opuściłam o 8.00, bo moje dziecię było na tyle łaskawe, że grzecznie bawiło się na łóżku), zaś jutro dzień wolny od pracy postanowiłam zarwać trochę nocy i nadrobić "rzadkie bywanie w sieci". Oczywiście nastawiona byłam na napisanie czegoś tu na blogu, no ale przecież trzeba było w pierwszej kolejności nadrobić wirtualne towarzyskie życie, tu wpaść, tam kliknąć, coś poczytać i nim się spostrzegłam minęły 2 h. Dziś mogę to powiedzieć głośno: internet to jeszcze większy złodziej czasu niż powszechnie znany pod tym pseudonimem telewizor.

W sumie to nic odkrywczego. Póki co trochę relaksu mi się przyda, bo od czwartku znowu walczymy z wirusami i nawet mnie dopadło - ledwo mówię, krtań lub gardło mam zaatakowane. No cóż.... przesilenie. Kiedyś przecież to minie.
Dziś mogę jedynie pomarzyć o spokojnym śnie, bo po pierwsze ja co jakiś czas pokaszluję, a duszenie nie jest przyjemne, na dodatek Alan może się wtedy obudzić. A po drugie Alan i tak częściej niż zwykle się budzi, bo ma gorączkę, znowu katar i znowu kaszel od katarowy. W sumie to Pani doktor stwierdziła, że może to być początek słynnej trzydniówki. W poniedziałek się przekonam, jeżeli wyjdą jakieś krostki to oznacza, że się nie pomyliła. Póki co sobota nam minęła nie wiem kiedy, bałagan mam jak nigdy, ale przy chorobach się nie przejmuję. Robota przecież nie zając.
A co do spokojnego snu, to koleżanka z pracy ostatnio mi mówiła, jak to czasem robi sobie "spokojną noc" i wtedy choćby nie wiem jak dziecko płakało, to jej mąż ma za zadanie ukoić córeczkę (młodszą o kilkanaście dni od Alana). Aż mi się łezka w oku może zakręcić gdy myślę o takiej sytuacji, bo od narodzin Alana jeszcze ani jednej spokojnej nocy nie miałam. No ale przecież kiedyś nareszcie się to skończy, Alan zacznie spać spokojnie (a ta łezka nie zakręciła się za partnerem, tylko tą "spokojną nocą").


Jutro wybory, oczywiście nie wyobrażam sobie tego bym nie poszła, choć gardło boli, a kaszel męczy. Przyznam, że choć od początku wiedziałam jak będę głosować to kampania ta, a szczególnie debaty były ciekawe. Tyle o polityce, bo temat ten staram się omijać z daleka, choć śledzę poczynania na politycznej scenie, ale to po to by mieć wyrobiony swój własny, prywatny światopogląd. Jedno jest pewne, jutro postawię X przy jednym nazwisku. Ciekawe co się będzie działo od kolejnego tygodnia...


piątek, 22 maja 2015

DUCH W NARODZIE NIE GINIE

Chodziliście kiedyś na Majówki? Ja jako dziecko co roku w maju codziennie o określonej porze udawałam się pod kapliczkę, by tam w gronie innych dzieci modlić się i śpiewać. To były piękne czasy, ostatnio jechałam o dziwo o majówkowej porze obok tej samej kapliczki i aż mi się łezka w oku zakręciła, wciąż w maju zbierają się tam dzieci z Babciami i Mamami, by śpiewać majówki.
Od razu przypomniała mi się ta piosenka:


Jak dobrze, że są takie zwyczaje, które trwają mimo tego, że postępuje olbrzymia globalizacja, świat pędzi tak szybko, że trudno czasem nadążyć (czego jestem w ostatnim miesiącu świetnym przykładem). Dobrze czasem przy takiej kapliczce przystanąć by spokojnie złapać oddech.

http://pixabay.com

Dobrze by mieć czas na spokojne przemyślenia. Mój Tata przez długie lata uprawiał role, uwielbiał wyjeżdżać na orkę, od rana do wieczora potrafił jeździć i orać, wiecie dlaczego? Mówił, że właśnie wtedy ma czas na to by spokojnie myśleć.

Na moje przemyślenia też kiedyś przyjdzie czas, póki co dzieje się u mnie bardzo dużo. Los postawił mi na drodze ostatnio kogoś kto może bedzie moim życiowym wspólnikiem, właściwie wspólniczką. Póki co przechodzę tzw. efekt WOW, ale jeżeli się uda to naprawdę będzie WOW.


poniedziałek, 18 maja 2015

KOMU REKLAMA?

Bądźcie dla mnie litościwi, zdarzyło się to w moim życiu, nakręciłam coś co miało być prostą instrukcją... jak wyszło sami możecie się przekonać :-) czy jeszcze będę kręcić takie filmiki? Pewnie, że tak! Bo to mógłby być przecież ciekawy sposób na życie.
Ciekawa jestem co o tym sądzicie.

Ja absolutnie w tym temacie subiektywna nie jestem więc chętnie wysłucham konstruktywne opinie.
Ps. Nie musicie już pisać o TV - telewizor będzie wyłączony przy kolejnych produkcjach. Co do długości filmików, to ten temat obecnie pozostawia pewnie wiele do życzenia, ale to pierwsze takie nasze produkcje, więc nad tym jeszcze  popracujemy, choć w przyszłości długość, charakter nagrania, scenariusz itd... może zależeć też od zleceniodawcy :-)

Swoją drogą... kilka produkcji mamy już za sobą i ich nie zmienimy, ale każda produkcja czegoś nas uczy. Tak naprawdę wydaje mi się, że każdy z nas powinien kiedyś się zobaczyć w obiektywie, niestety w wielu przypadkach wtedy nasza opinia o nas samych ucierpi, ale to dla naszego dobra. Ja wiem, że mam nad czym pracować, ale mogę się pochwalić, że dzięki marzeniom i nabytej w ostatnich miesiącach zuchwałości robię w wolnych chwilach to, na co w życiu bym się nie zdobyła.
Lajkujcie, komentujcie, udostępniajcie, rekomendujcie w Was moja siła.

Uffff.... po tak długim wstępie pora na pierwszą odsłonę... inną... niebajkową. Singiel Mama bierze się za składanie krzeseł i stolika zestawu MAMUT IKEA.






Krzesełka złożone, pora na stolik:



Jeżeli przez to przebrnęliście, to jestem z Was dumna ;-) a tak serio, jeżeli macie zapotrzebowanie na jakiś filmik: instruktażowy, reklamowy, okolicznościowy... to piszcie singielmama(at)gmail.com lub robert.pencak(at)gmail.com


niedziela, 17 maja 2015

PODŁADOWANE AKUMULATORY

Trochę mi wstyd, że ostatnio rzadziej zaglądałam do sieci, o blogu nie wspominając, ale wiecie jak to jest, czasem wieczorem pada się na "pysk" i nie ma już sił na nic. Taki był zeszły tydzień, codziennie wieczorem gdy kładłam się z Alanem spać (nadal zasypia przy piersi), to gdy on już zasnął, to ja nie miałam na tyle sił by wstać i coś jeszcze zrobić, nie mówiąc o tym, że moje myśli się rozsypywały jak drobny mak i trudno byłoby je poukładać w coś sensownego. Dopadła mnie proza życia? Mam nadzieję, że nie, ale czasem i mnie niemoc fizyczna daje się we znaki. Dlatego gdy jest źle, wtedy lepiej sobie trochę popuścić, albo odpuścić. Jak zwał, tak zwał :-) szczerze mówiąc nie myślałam, że tak szybko praca mnie "złamie" fizycznie.

Muszę przyznać, że ostatni tydzień wyglądał tak: godzina 5.00 pobudka - potem żłobek i praca... a po żłobku Alan, który nie chciał mnie odstąpić na krok. Koło 21.30 - 22.00 Alan zasypiał i... ja też :-) Mamy jednak odnotowany sukces w tym tygodniu, mój Syn cały tydzień chodził do żłobka i jutro też powinien pójść - póki co wirusa żadnego nie widzę, więc mamy nareszcie jakiś progres, czyżbym się nareszcie od lutego doczekała więcej niż tydzień żłobka pod rząd? Na dodatek w czwartek i piątek Alan zostawał w żłobku bez płaczu. Ciekawa jestem jak będzie jutro :-)
W zeszłym tygodniu kiedy była tylko piękna pogoda gnaliśmy na plac zabaw, naprawdę nam się spodobało, dzieci, słońce... Alan momentami szalał. Zdjęcia może tego nie pokazują, bo wybierałam takie bez innych dzieci, ale możecie mi wierzyć na słowo.






Przed nami kolejny tydzień pełen wyzwań. Teraz nie mogę się odczekać tego, gdy Alan nareszcie sam postanowi chodzić, póki co brakuje mu jeszcze odwagi, ale pewnie lada dzień się Wam pochwalę Jego nowym osiągnięciem.
Ja swoim nowym osiągnięciem też się w kolejnym wpisie pochwalę... są kolejne produkcje filmowe i nie są to bajkowe filmiki.

No to teraz ciekawa jestem na jak długo wystarczą moje osobiste "podładowane akumulatory". Do zrobienia jest przecież tak dużo, tylko doba wciąż za krótka.


niedziela, 10 maja 2015

ŻYCIOWE WYBORY

Codziennie stoimy przed różnymi wyborami. Począwszy od prozaicznych i przyziemnych takich jak: co ja dziś będę jeść, w co się ubrać, co robić danego dnia, aż po takie które wydaje nam się, że nie mają wpływu na nasze życie, czyli ot choćby tak jak dziś wybory prezydenckie. Tak naprawdę czasem zupełnie nieświadomie od rana do wieczora dokonujemy różnych wyborów. Gdyby się tak zastanowić, to codziennie podejmujemy mniej lub bardziej trafne decyzje.
Tych życiowych wyborów mamy bardzo dużo, zauważyłam, że młodzieńczych decyzji nie rozpamiętuję, za to skupiam się osobiście na tych, które zaważyły na moim życiu. Wszak kiedyś przecież podjęłam decyzję o ślubie, potem o rozstaniu, po drodze ulokowałam ponownie uczucia nie tam gdzie trzeba, urodziłam Syna. Patrząc wstecz mogę powiedzieć, że kiedyś wszystko kręciło się wokół Partnera - kosztem swoich potrzeb starałam się na siłę utrzymywać "niby miłość" - dlatego decyzja o byciu samej jest dla mnie nowością i w sumie daje mi poczucie wolności, bo dopiero teraz myślę o tym jak kiedyś byłam zaślepiona i ograniczana.
Wolność osobistą odzyskałam, ale wolność "wyborczą" mam od samego początku odkąd mogę głosować. Nie pamiętam takich wyborów, gdzie owego przywileju bym nie wykorzystała. Głosowanie to dla mnie z jednej strony obowiązek, zaś z drugiej przywilej.
Jak dobrze, że możemy podejmować decyzje, jak dobrze, że mamy wybór. Cieszę się z tego przywileju, ale też jest mi cholernie wstyd, że wtedy gdy należy pokazać odpowiednią postawę, to wówczas prawie połowa z nas ma to zupełnie gdzieś (oczywiście pomijam, osoby chore, przebywające tego dnia w delegacjach, w pracy itd...).  Wkurzają mnie takie postawy: po co mam głosować? Nie ma na kogo głosować. Mój głos nic nie zmieni. Nie chce mi się...
Po sondażowych wynikach można śmiało podsumować te wybory tak:

25 lat wolności, 49,4% świadomości - gdzie te niespełna 50 % to frekwencja. Czy to oznacza, że raptem co drugi Polak wierzy w demokracje? Naprawdę jest mi wstyd.

To, że chodzę na wybory, to że posiadam pewną świadomość polityczną (choć nie lubię dyskutować o polityce), to zasługa moich Rodziców. To nie jest ważne za jaką opcją byli, to nie jest ważne na kogo dziś ja oddałam głos, liczy się to, że korzystam z przywilejów demokracji, o którą między innymi moi Rodzice walczyli. To oni nauczyli mnie, że wybory to ten moment, gdzie mogę powiedzieć jasno kogo popieram. I nie ma co narzekać, że żaden z kandydatów nie spełnia moich oczekiwań, trzeba wybrać naszym zdaniem najlepszego i tym samym dać mu szansę.
Gdy toczyła się w Polsce walka o wolność byłam małym dzieckiem. Nie chciałabym żyć w Polsce gdzie mamy z góry wszystko narzucane, gdzie demokracja jest deptana, gdzie panuje strach przed reżimem, dlatego zawsze będę głosować. Alana też nauczę tego, by korzystał z tego przywileju i nie traktował go jedynie jako zbędny obowiązek.

Każdy wybór w naszym życiu wymaga decyzji, gdybym decyzje odkładała na później, to nadal tkwiłabym w marazmie. Słowo "wybory" - to dla mnie klucz do lepszego życia, nie tylko społecznego, ale też osobistego.Cieszę się z wolności jaką posiadam i właśnie dlatego świadomie wybieram i nie wyobrażam sobie, by ktoś mi tego prawa kiedyś odmówił.

Wolność (w każdym tego słowa znaczeniu) kocham i szanuję. 



piątek, 8 maja 2015

TO BYŁA ZABAWA!

W tym tygodniu zaspokoiłam jeden ze swoich nałogów, czyli przebywanie w towarzystwie wśród ludzi, których lubię, cenię. Mogę to spokojnie nazwać nałogiem, bo wielokrotnie od kilkunastu miesięcy marzyło mi się spotkanie, nigdy jednak nie przypuszczałam, że będzie ono również w przepięknych okolicznościach. Możecie sobie wygooglować: Arkady Kubickiego, pod Zamkiem Królewskim w stolicy. Najważniejsze jednak jest to, że trochę potańczyłam, trochę pośpiewałam na czym cierpi do dziś mój głos, no i miałam dużo czasu przeznaczonego na rozmowy z Przyjaciółmi. To niesamowite, że choć z jednej strony człowiek jest fizycznie wymęczony po takiej wyprawie, to z drugiej strony akumulatory mam naładowane na bardzo długo.Taki paradoks.

A co do tej zabawy z tytułu posta, to taka była również dziś :-) dosłownie, bo pierwszy raz od wielu miesięcy byliśmy na placu zabaw i chyba częściej zacznę tam bywać. Otóż zwykle na spacery chodzimy w pole, tym razem przypadkiem w gronie innych Mam trafiłam na pobliski plac zabaw. Jaki on teraz elegancki, to nie to samo co było za mojego dzieciństwa - polubiłam to miejsce, ale Alan jeszcze bardziej. Towarzyszył mu jego kumpel osiedlowy Jaś.

To naprawdę była dobra zabawa!

Fot. EMB

Fot. EMB

Fot. EMB


Zachwyciłam się podłożem tego placu zabaw, Alan jeszcze nie chce sam chodzić więc raczkowanie wcale mi i jemu tam nie przeszkadzało. Kolorowo, bezpiecznie, no i w dobrym towarzystwie. Mogliśmy bez oporów korzystać z różnych huśtawek, zjeżdżalni i choć może wielkiej różnorodności placowych zabawek nie było, to i tak tam będę bywać. Alan był zachwycony, wcześniej gdy jako Maleństwo czasem chodziliśmy gdzie indziej na huśtawki, to cieszył się, ale tyle emocji co dziś było i wieczornych opowieści na ten temat to już nie pamiętam. No i dziś również mogę powiedzieć, że przebywaliśmy w pięknych okolicznościach przyrody, ale gdyby nie Przyjaciele, to wyprawa na plac zabaw nie byłaby nic warta.

Dwie sytuacje z jednej strony bardzo różne (ja w pięknych Arkadach, Alan na kolorowym placu zabaw), ale z drugiej strony mają wspólny mianownik, coś co się nazywa przyjaźń. Tak naprawdę nieważne gdzie się wspólnie spędza czas, ważne by mieć z kim go spędzać. Jeżeli jednak przy okazji mamy "piękne okoliczności" to pozostaje nam ten czas zachować w pamięci, by potem móc się delektować różnorodnymi szczegółami spotkania.

Ps. Co do rozstania na ponad dobę, to ja to jakoś przeżyłam, gorzej było z Alanem, bo był taki moment w nocy, gdzie tylko pierś mlekiem płynąca mogła uratować sytuację. Udało się jednak jakoś "nocnej niani" ujarzmić płacze, potem już było spokojniej. Ponoć ogólnie łatwo nie było, ale do zniesienia, no to otworzyła mi się malutka "furtka" na świat ;-)



środa, 6 maja 2015

POWRÓT DO ŻYCIA TOWARZYSKIEGO

Czasami ogarnia mnie lęk, niepokój który chce mi towarzyszyć, po to by mącić w myślach. Jaka będzie nasza przyszłość, czy sobie ze wszystkim poradzę, czy życie singla jest dla mnie, czy dobrze robię, że wychowuję Syna w pojedynkę? Póki co moje życie toczy się wokół dziecka, ale przecież istnieje inny świat, gdzieś obok o którym zapomniałam.
Gdy dojdziecie w swoich przemyśleniach do takiego punktu krytycznego to będzie oznaczać, że pora zadbać o siebie. Dla równowagi psychicznej trzeba czasem wyjść samemu, a dziecko zostawić pod zaufaną opieką.  I choć martwię się jak to będzie, jak ta „zaufana opieka” poradzi sobie nocą z moim Synem, który będzie szukał piersi mlekiem płynącej :-) to muszę zrobić ten krok. Bo to mój krok w przyszłość.
 

Pierwsze długie wyjście (w moim przypadku trwać ono będzie ponad dobę) to taka walka z samą sobą. Kto będzie miał trudniej, ja czy Alan? Kto to będzie to bardziej przeżywać?
 

Ten dzień już się rozpoczął, znikam w południe, wracam kolejnego dnia po południu. Z jednej strony boję się, ale z drugiej strony cieszę się niesamowicie. To taki paradoks, ale nie ma się czemu dziwić, przecież odkąd Alan przyszedł na świat każdej nocy mu towarzyszyłam, każdego dnia go widziałam, przebierałam, zabawiałam, uczyłam. Więź między rodzicem a dzieckiem jest ogromna, ale w przypadku samotnego rodzicielstwa ta więź jest bardzo szczególna. Kiedyś trzeba przecież przeciąć pępowinę. Jedni robią to szybciej, inni później - u mnie właśnie ten moment nadszedł. 


Niektórzy obserwując mnie twierdzili, że macierzyństwo podcina mi towarzyskie skrzydła, gdyż wszędzie pojawiałam się do tej pory z dzieckiem. Nadchodzi jednak czas na zmiany i danie szansy dziecku na jeszcze większą samodzielność. To mój czas i go mimo lęków dobrze wykorzystam. Mimo tego, że jeszcze figury nie odzyskałam, to ubiorę wygodne buty, założę różową sukienkę i jutro o tej porze będę szaleć na parkiecie. I co z tego, że mamy środek tygodnia – w czwartek o poranku mam zaplanowane odsypianie ostatnich 16 miesięcy. A potem nocą pewnie usiądę do komputera, by ważne myśli mi nie uciekły. Zaś w piątek czeka mnie powrót do rzeczywistości, praca, zepsuty bojler (który ledwo zipie), sprzątanie, gotowanie i... mała wielka miłość na wyciągnięcie ręki, taka bezinteresowna i na całe życie. A na zdjęciu my - dokładnie rok temu 06-05-2014 :-)

niedziela, 3 maja 2015

NOWE BAJKI O EMPATII


Pamiętacie bajki, które razem z Alanem Wam proponujemy? Tak naprawdę Alan pewnie z nich jeszcze niewiele rozumie, ale z chęcią słucha gdy mu czytam. Niewątpliwie Bajki o empatii są przygotowane z myślą o nieco starszych dzieciach, ale wiecie jak to jest: czym skorupka nasiąknie za młodu, tym na starość trąci, mam więc nadzieję, że za kilka lat gdy bajki te będzie już czytał świadomie, to przesłania i rozwiązania jakie są w nich zawarte będą dla niego oczywistą oczywistością. Dla przypomnienia oto pierwsza bajka z serii Bajki o empatii - urodziny BIBI - oczywiście w naszym wykonaniu. I nie chodzi tu o nas i to, że ja z Alanem jestem w tle, wsłuchajcie się w słowa.




Nie wiem czy Wy też macie takie odczucie, ale te bajki w pierwszej kolejności powinni przerobić rodzice i opiekunowie dzieci, by wiedzieć jak reagować w trudnych sytuacjach. Jeżeli my będziemy potrafili rozwiązywać problemy, to nasze dziecko nauczy się tego od nas, zaś kiedyś w przyszłości tę wiedzę potwierdzi, wtedy będziemy bardzo dumni, bo pomyślimy, że to między innymi nasza zasługa, bo dobrze dziecko wychowaliśmy. 

Jeżeli jeszcze Was oglądaniem nie znudziłam, to proszę, oto druga bajka z cyklu Bajki o empatii - zabawa w Kosmonautów.


Nie bez przyczyny dziś wracam do tych bajek bowiem wydawnictwo Co Ja Na To już szykuje się do druku drugiej części Bajek o empatii. Niestety życie to nie bajka i wiecie jak to jest, na dobre rzeczy nie zawsze znajdują się sponsorzy (jeżeli tacy są wśród Was to do Wydawnictwa się zgłoście), dlatego by druk mógł szybciej ujrzeć światło dzienne już teraz książkę możecie zamówić w ramach przedsprzedaży. W pierwszej kolejności zajrzyjcie na stronę Wydawnictwa Co Ja Na To www.cojanato.pl  tam wszystko macie pięknie opisane, zaś jeżeli będziecie chcieli kupić tę książkę to proszę można ją zamówić również poprzez aukcje na Allegro

To żeby nie było, że namawiam Was do kupowania kota w worku, to proszę teraz mały przedsmak tego, co w tej bajkowej publikacji znajdziecie. Jedna z opowieści porusza bardzo trudny temat rozwodów. 


To oczywiście tylko fragment opowieści o tym jak mama i tata postanowili zamieszkać osobno. Szczerze mówiąc gdy tylko ten fragment przeczytałam, to od razu weszłam w rolę dziecka, a nie rodzica. Trudno jest nam sobie wyobrazić jakie myśli kłębią się w głowie dziecka patrzącego na kłótnie, uczestniczącego w "gierkach". Jeżeli chcecie wiedzieć jak podejść do tego tematu, to całą opowieść przeczytacie w nowym wydaniu Bajek o empatii.
Ciekawostką w obu wydaniach książki jest to, że po każdej opowieści macie zestaw ćwiczeń i pytań do dziecka. Trudne tematy nie wystarczy przecież tylko opowiedzieć, trzeba je z dzieckiem "przerobić", po to by rozwiać wszelkie wątpliwości, ale też po to by w przyszłości, gdy dziecko będzie dorosłe umiało rozwiązywać swoje problemy. Poniżej macie taki oto zestaw ćwiczeń i pytań dotyczący opowieści, którą Wam przytoczyłam. 




Mam nadzieję, że książka, którą Wam polecam podbije Wasze serca, ale też wniesie wiele dobroci i mądrości do codziennego życia. 


Szczerze polecam!


sobota, 2 maja 2015

KRÓTKI DŁUGI WEEKEND

Niby to weekend majowy, zaliczany teoretycznie do tych długich, a w tym roku jak na złość jest niebywale krótki. Gdy byłam na macierzyńskim to było mi wszystko jedno, gdy byłam pracoholikiem i nie miałam po co wracać do domu, to też było mi wszystko jedno, ale teraz to zupełnie inna sprawa.
Na dodatek panująca u mnie Neostrada wczoraj nocą zastrajkowała i dopiero dziś późnym popołudniem mnie na nowo zaszczyciła swoją obecnością. Może to i dobrze, bo dzięki temu mam w domu jako taki porządek i ciasto drożdżowe :-)

Drożdżowe dlatego, że w ostatnich dniach mój mikser padł w czasie nierównej walki z masą do karpatki, więc przypomniałam sobie przepis, gdzie mikser nie jest potrzebny. Pomocnika miałam, więc robota sama się w rękach "paliła", czy jakoś tak :-)





Przypomniały mi się za to dzięki temu wypiekowi czasy, gdzie tuż po narodzinach Alana drożdżowe piekłam na okrętkę, bo tak słodyczy mi brakowało, a wiadomo, że matka karmiąca nie może zajadać się ciastami z proszkiem do pieczenia. Na szczęście Alan już duży, więc i moja dieta jest już bardzo rozbudowana. W sumie omijam z daleka grzyby (wyjątkiem są pieczarki w niewielkiej ilości) no i smażone kotlety, fasole, kapusty.

Szkoda, że ten weekend taki krótki, teraz im mniej mam czasu dla siebie i dla Alana tym bardziej go szanuję.

Przed chwilą postanowiłam się odrobinę zrelaksować i wpadłam na stronę http://playback.fm/birthday-song z niej okazuje się, że urodziłam się blisko 20 000 000 minut temu, ależ ten czas biegnie jak szalony. Szkoda, że pewnie jakieś 3/4 tych minut totalnie zmarnowałam (albo i więcej, ale dla podniesienia swojego morale zawyżyłam ten wskaźnik). A co do owej strony to również nakieruje Was ona na piosenkę, która w dniu Waszych urodzin była super hitem, u mnie wyszła taka:



No to dziś chyba długo nie zasnę, bo nogi rwą się na parkiet... ale mam ochotę na tańce, ale... jeżeli nic się nie wydarzy, to w tym tygodniu będę szaleć na imprezie, pierwszy raz od narodzin Alana bez niego.
Mamie też należy się wychodne!



CO JA NA TO

Przy tym niezwykle krótkim długim weekendzie wzięło mnie nareszcie nie tylko na sprzątanie (to z okazji święta pracy), ale też na sięgnięcie po dobrą lekturę. "Dogadać się z dzieckiem" już dawno chciałam Wam o niej napisać, bo chętnie zaliczyłabym tę książkę do lektur obowiązkowych każdego rodzica. Przy tej pozycji warto się zatrzymać na dłużej.

Dodam jedynie,  że książka została wydana przez wydawnictwo Co Ja Na To.
A oto kilka refleksji jakie mnie naszły po jej przeczytaniu. Po pierwsze trzeba mieć czas na jej przeczytanie, czytanie w pośpiechu nie przyniesie odpowiedniego rezultatu. Po drugie warto czytanie rozłożyć na kilka dni, by mieć czas na refleksję. Ja czytałam jeden rozdział dziennie: 19 rozdziałów - 19 dni na przemyślenia dotyczące życia i wychowania. Książka ta ma bardzo fajny format - to indywidualne ćwiczenia dla Rodzica. Możesz po niej pisać, notować, wypełniać - właściwie to takie życiowe ćwiczenia.
Powstała ona głównie z myślą o rodzicach dzieci w wieku 0-9 lat. Stawia Rodzica w różnych sytuacjach, pokazuje jak można rozwiązywać konflikty i problemy, ale też uczula, że nie przeżyjemy życia za swoje dziecko, ani nie uchronimy je przed trudnymi sytuacjami czy emocjami, ale możemy je nauczyć rozwiązywać.
No to jeżeli jesteście gotowi, to zapraszam byście się ze mną teraz zabawili, oto jedno z ćwiczeń wyciągnięte z tej publikacji, mam nadzieje, że jesteście gotowi na podróż w przyszłość.
"Zatem... wyobraź sobie siebie w przyszłości, na przykład w dniu 80 urodzin. Jak mógłby wyglądać ten niezwykły dzień? Puść wodze fantazji i obserwuj swoje urodziny tak , jakbyś był w kinie. Przypatrz się kto w nim występuje. Zwróć uwagę na scenografię, stroje, dźwięki. Szczególną uwagę zwróć na postaci które się pojawiają. Z kim spędzasz ten wyjątkowy dzień? Kto tego dnia Cię odwiedza? Przyjrzyj się, co te osoby do Ciebie mówią, jak się zwracają, a nawet zauważ, jakie panują między Wami relacje. Ciekawą obserwacją może być przyjrzenie się ich twarzom, gestom... Popatrz też na siebie. Wyobraź sobie, co możesz wówczas czuć... Gdyby Twoi goście mieli Ci podziękować za to, co wniosłeś w ich życie - to co by to było?"
No to chwytajcie za kartki, pióra, ołówki i długopisy... warto sobie spokojnie przemyśleć i zanotować to co wymyślicie, to też będzie wskazówka dla Was jak chcecie być w przyszłości postrzegani, co należy w sobie zmienić, jak również jakie wartości trzeba przekazać dzieciom.

Książka ta wiele razy Was zaskoczy - szczerze polecam, dodam, że wydawnictwo to możecie zamówić na stronie: cojanato.pl 

Przy okazji (choć o tym jeszcze jutro więcej napiszę) możecie tam zakupić też, przedpremierowo, drugą część bajek o empatii, a tym samym wesprzecie ich wydruk (wiecie jak to jest, dobre i treściwe publikacje trzeba wspierać). Do takich książek jak bajki o empatii, wbrew pozorom trzeba dorosnąć - z tego jakże wymownego zdania będę się tłumaczyć Wam jutro, jest ono według mnie jak najbardziej zasadne. Tymczasem zamawiajcie i kupujcie nie tylko dla siebie, te bajki jak również książka o wychowaniu dzieci to świetny prezent dla innych rodziców.


Cóż jeszcze mogę dodać ze swojej strony? Bajkami o empatii staram się Was zarażać już od pewnego czasu, poprzez mini produkcje filmowe. Jeżeli chcecie je sobie przypomnieć to zapraszam na nasz kanał w serwisie YouTube: https://www.youtube.com/channel/UCiGh8NZFuelsy_qCinZoV0A


A co do najnowszego wydania bajek w formie kolejnej książki, to ja się już doczekać nie mogę, bo jak czytamy na stronie wydawnictwa:

"Druga odsłona bajek o empatii, autorstwa Anety Ryfczyńskiej i Joanny Berendt Ilustrowana i opracowana graficznie przez znakomitą artystkę, Ewę Beniak-Haremską.

Pierwsze spotkanie z mieszkańcami Leśnego Zakątka pozwoliło małym i dużym Czytelnikom poznać bliżej

świat emocji i potrzeb oraz opanować sztukę słuchania sercem tego, co inni mówią i widzenia sercem tego, co robią. To było wzruszające i wzbogacające spotkanie.

Tym razem żyrafa Bibi, szakal Zenon i ich mniej lub bardziej kudłaci przyjaciele podzielą się z Wami swoimi zmartwieniami i radościami,

tymi największymi, jakich dane jest nam w życiu doświadczyć. Starość, choroba, rozwód rodziców, raniące słowa padające z ust najbliższych – o tym wszystkim mieszkańcy Leśnego Zakątka chcą rozmawiać z przyjaciółmi

i dawać sobie pełne miłości wsparcie.Będą też dzielić z Wami pierwsze najważniejsze doświadczenia wspólnoty, przyjaźni, odkrywania swojej tożsamości i wyjątkowości."


Szczerze Wam te książki polecam!