piątek, 8 maja 2015

TO BYŁA ZABAWA!

W tym tygodniu zaspokoiłam jeden ze swoich nałogów, czyli przebywanie w towarzystwie wśród ludzi, których lubię, cenię. Mogę to spokojnie nazwać nałogiem, bo wielokrotnie od kilkunastu miesięcy marzyło mi się spotkanie, nigdy jednak nie przypuszczałam, że będzie ono również w przepięknych okolicznościach. Możecie sobie wygooglować: Arkady Kubickiego, pod Zamkiem Królewskim w stolicy. Najważniejsze jednak jest to, że trochę potańczyłam, trochę pośpiewałam na czym cierpi do dziś mój głos, no i miałam dużo czasu przeznaczonego na rozmowy z Przyjaciółmi. To niesamowite, że choć z jednej strony człowiek jest fizycznie wymęczony po takiej wyprawie, to z drugiej strony akumulatory mam naładowane na bardzo długo.Taki paradoks.

A co do tej zabawy z tytułu posta, to taka była również dziś :-) dosłownie, bo pierwszy raz od wielu miesięcy byliśmy na placu zabaw i chyba częściej zacznę tam bywać. Otóż zwykle na spacery chodzimy w pole, tym razem przypadkiem w gronie innych Mam trafiłam na pobliski plac zabaw. Jaki on teraz elegancki, to nie to samo co było za mojego dzieciństwa - polubiłam to miejsce, ale Alan jeszcze bardziej. Towarzyszył mu jego kumpel osiedlowy Jaś.

To naprawdę była dobra zabawa!

Fot. EMB

Fot. EMB

Fot. EMB


Zachwyciłam się podłożem tego placu zabaw, Alan jeszcze nie chce sam chodzić więc raczkowanie wcale mi i jemu tam nie przeszkadzało. Kolorowo, bezpiecznie, no i w dobrym towarzystwie. Mogliśmy bez oporów korzystać z różnych huśtawek, zjeżdżalni i choć może wielkiej różnorodności placowych zabawek nie było, to i tak tam będę bywać. Alan był zachwycony, wcześniej gdy jako Maleństwo czasem chodziliśmy gdzie indziej na huśtawki, to cieszył się, ale tyle emocji co dziś było i wieczornych opowieści na ten temat to już nie pamiętam. No i dziś również mogę powiedzieć, że przebywaliśmy w pięknych okolicznościach przyrody, ale gdyby nie Przyjaciele, to wyprawa na plac zabaw nie byłaby nic warta.

Dwie sytuacje z jednej strony bardzo różne (ja w pięknych Arkadach, Alan na kolorowym placu zabaw), ale z drugiej strony mają wspólny mianownik, coś co się nazywa przyjaźń. Tak naprawdę nieważne gdzie się wspólnie spędza czas, ważne by mieć z kim go spędzać. Jeżeli jednak przy okazji mamy "piękne okoliczności" to pozostaje nam ten czas zachować w pamięci, by potem móc się delektować różnorodnymi szczegółami spotkania.

Ps. Co do rozstania na ponad dobę, to ja to jakoś przeżyłam, gorzej było z Alanem, bo był taki moment w nocy, gdzie tylko pierś mlekiem płynąca mogła uratować sytuację. Udało się jednak jakoś "nocnej niani" ujarzmić płacze, potem już było spokojniej. Ponoć ogólnie łatwo nie było, ale do zniesienia, no to otworzyła mi się malutka "furtka" na świat ;-)



2 komentarze:

  1. Czy ten piękny plac zabaw jest może koło szkoły? No proszę jak się gmina postawiła super, że dzieciaki będą się miały gdzie bawić. Mam tylko nadzieję, że komuś nie przyjdzie do głowy by trochę porozrabiać i zdemolować to i owo.

    Nie zrażaj się tym, że Alanek ciężko przeżył rozłąkę z Tobą. Myślę, że z każdym kolejnym takim Twoim wypadem będzie coraz lepiej. Może też czas żeby odstawiać małego od piersi bo wiesz, że im będzie starszy będzie coraz gorzej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Gabuniu, to ten pod szkołą. Jest niewielki, ale bardzo fajny, dla takiego maluszka jak Alan - super :)
      A Alan bawiąc się na tym placu o mnie zupełnie zapomina.

      Usuń