niedziela, 10 maja 2015

ŻYCIOWE WYBORY

Codziennie stoimy przed różnymi wyborami. Począwszy od prozaicznych i przyziemnych takich jak: co ja dziś będę jeść, w co się ubrać, co robić danego dnia, aż po takie które wydaje nam się, że nie mają wpływu na nasze życie, czyli ot choćby tak jak dziś wybory prezydenckie. Tak naprawdę czasem zupełnie nieświadomie od rana do wieczora dokonujemy różnych wyborów. Gdyby się tak zastanowić, to codziennie podejmujemy mniej lub bardziej trafne decyzje.
Tych życiowych wyborów mamy bardzo dużo, zauważyłam, że młodzieńczych decyzji nie rozpamiętuję, za to skupiam się osobiście na tych, które zaważyły na moim życiu. Wszak kiedyś przecież podjęłam decyzję o ślubie, potem o rozstaniu, po drodze ulokowałam ponownie uczucia nie tam gdzie trzeba, urodziłam Syna. Patrząc wstecz mogę powiedzieć, że kiedyś wszystko kręciło się wokół Partnera - kosztem swoich potrzeb starałam się na siłę utrzymywać "niby miłość" - dlatego decyzja o byciu samej jest dla mnie nowością i w sumie daje mi poczucie wolności, bo dopiero teraz myślę o tym jak kiedyś byłam zaślepiona i ograniczana.
Wolność osobistą odzyskałam, ale wolność "wyborczą" mam od samego początku odkąd mogę głosować. Nie pamiętam takich wyborów, gdzie owego przywileju bym nie wykorzystała. Głosowanie to dla mnie z jednej strony obowiązek, zaś z drugiej przywilej.
Jak dobrze, że możemy podejmować decyzje, jak dobrze, że mamy wybór. Cieszę się z tego przywileju, ale też jest mi cholernie wstyd, że wtedy gdy należy pokazać odpowiednią postawę, to wówczas prawie połowa z nas ma to zupełnie gdzieś (oczywiście pomijam, osoby chore, przebywające tego dnia w delegacjach, w pracy itd...).  Wkurzają mnie takie postawy: po co mam głosować? Nie ma na kogo głosować. Mój głos nic nie zmieni. Nie chce mi się...
Po sondażowych wynikach można śmiało podsumować te wybory tak:

25 lat wolności, 49,4% świadomości - gdzie te niespełna 50 % to frekwencja. Czy to oznacza, że raptem co drugi Polak wierzy w demokracje? Naprawdę jest mi wstyd.

To, że chodzę na wybory, to że posiadam pewną świadomość polityczną (choć nie lubię dyskutować o polityce), to zasługa moich Rodziców. To nie jest ważne za jaką opcją byli, to nie jest ważne na kogo dziś ja oddałam głos, liczy się to, że korzystam z przywilejów demokracji, o którą między innymi moi Rodzice walczyli. To oni nauczyli mnie, że wybory to ten moment, gdzie mogę powiedzieć jasno kogo popieram. I nie ma co narzekać, że żaden z kandydatów nie spełnia moich oczekiwań, trzeba wybrać naszym zdaniem najlepszego i tym samym dać mu szansę.
Gdy toczyła się w Polsce walka o wolność byłam małym dzieckiem. Nie chciałabym żyć w Polsce gdzie mamy z góry wszystko narzucane, gdzie demokracja jest deptana, gdzie panuje strach przed reżimem, dlatego zawsze będę głosować. Alana też nauczę tego, by korzystał z tego przywileju i nie traktował go jedynie jako zbędny obowiązek.

Każdy wybór w naszym życiu wymaga decyzji, gdybym decyzje odkładała na później, to nadal tkwiłabym w marazmie. Słowo "wybory" - to dla mnie klucz do lepszego życia, nie tylko społecznego, ale też osobistego.Cieszę się z wolności jaką posiadam i właśnie dlatego świadomie wybieram i nie wyobrażam sobie, by ktoś mi tego prawa kiedyś odmówił.

Wolność (w każdym tego słowa znaczeniu) kocham i szanuję. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz