poniedziałek, 15 czerwca 2015

CIEMNOŚĆ WIDZĘ

Fatum jakieś czy co? W sobotę o poranku Alan dopadł mój wysłużony telefon komórkowy i... rzucił nim o podłogę. W sumie nie pierwszy raz mój telefon miał bliski kontakt z podłogą, ale tym razem cios był na tyle dotkliwy, że niestety mimo tego, że na zewnątrz żadnych obrażeń nie widać, to odpalić się nie da bestia.
No i się zaczęło: weekend bez komórki, bo jak już się tak stało, to stwierdziłam, że Przyjaciele i Rodzina mają jeszcze do mnie numer stacjonarny, reszta może mi dać w weekend spokój.
Z niedzieli na poniedziałek dopadły nas nocą dwie burze, gromy waliły tak, że dziwiłam się, że Alan się nie obudził. W sumie nic dziwnego, bo przez pierwsze pół nocy szalał po łóżku więc sił już mu pewnie brakło. Gdy się obudziłam o poranku postanowiłam zgłosić w żłobku naszą kolejną absencję, a tu "niespodzianka" jeden z piorunów grzmotnął tak, że poszedł router i telefon stacjonarny - w sumie klasyka - nie chciało mi się nocą wstać odłączyć sprzęt to mam za swoje. Tak więc nagle w poniedziałek o poranku obudziłam się w innej rzeczywistości, bo niby jak miałam zadzwonić do żłobka o 6:30 rano? Jak dobrze (czasem), że człowiek jest wyposażony w instynktowny dar zbieractwa i takim oto sposobem znalazłam jakiś stary telefon z tarczą, który po podpięciu zadziałał jak ta lala! Hurra! Znowu mam kontakt ze światem - entuzjastycznie pomyślałam. Ucieszyłam się też dodatkowo, że jak nigdy numer telefonu do żłobka miałam też powieszony na tablicy korkowej w domu, bo jakby go tam nie było, tylko wpisany byłby do telefonu komórkowego to byłby znowu zonk, na dodatek internetu też nie było, bo przecież router poraziło. Zgłoszenie do żłobka zatem zrobiłam przy okazji dowiedziałam się, że Alan nie jest jedynym, który walczy obecnie z biegunką.
Dzień minął nam niestety za szybko, w tak zwanych wolnych chwilach, których ostatnio przy Alanie jest naprawdę niewiele udało mi się znaleźć przedpotopową, starą NOKIĘ i stary router tp, i po 22.00 wszystko teoretycznie wróciło po podpięciu do normy.
Co do NOKII to aż dziw bierze, że kiedyś to był super telefon (to ten model który macie na zdjęciu :)). Musiałam napisać sms'a, normalnie zajęłoby mi to niespełna minutę, a na tym sprzęcie robiłam to jakieś 5 minut. Ale szybko można się odzwyczaić. Spokojnie praktyka czyni mistrzem, obecna umowa na komórkę kończy mi się dopiero w grudniu, a powszechnie wiadomo, że na koniec roku i pod święta są najlepsze oferty, więc mam jeszcze jakieś pół roku na ponowne przyzwyczajenie się do starej, wysłużonej NOKII.
Teraz się jeszcze głowię jak odzyskać dane z poprzedniego telefonu, mam tam jeden bardzo ważny sms i kilka numerów telefonów, które powinnam spisać. Życie...

Obiecuję, że kolejnym razem ważne rzeczy będę przechowywać również w formie pisemnej. Szkoda, że Polak mądry po szkodzie.
Grunt, że mnie oświeciło i jednak ciemności nie widzę, dostęp do świata nie został odcięty, ale do jakiego świata, przecież realny jest właśnie tu i teraz gdzie jestem, a tamten to świat wirtualny, ale trudno go obecnie nazwać iluzją, bo światy te łączą się nawzajem.





8 komentarzy:

  1. Normalnie złośliwość rzeczy martwych nie zna granic. Martwiłam się o Was dlaczego nie ma Cię na internecie. Miałam nawet dzwonić do Ciebie ale w sumie i tak byś nie dała rady odebrać bo padł Ci telefon. Dobrze, że wszystko już jest w miarę dobrze.
    W życiu często jest tak, że jak kopie to ze wszystkich stron ale pamiętaj, że po chudych latach przychodzą tłuste i ja trzymam mocno kciuki by już szybko nadeszły te tłuste :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na takie lata właśnie liczę :) co oczywiście Tobie i wszystkim innym też życzę, bo czemu tylko mnie miałoby być dobrze? :)
      Co do telefonu, jeżeli zbyt długo nie będę odbierać, to znaczy, że dostałam zaćmienia i zastanawiam się który guzik nacisnąć, bo macanie ekranu nic nie daje :)

      Usuń
  2. Kurcze, ja nie muszę rzucać sprzętami tak jak Alanek. Ja tylko spojrzę i się psują :( A to lodówka, a to drukarka, a to telefon... Mam jakąś złą energię chyba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmmm... w takim razie jak już odwiedzisz nasze rejony to śpisz u Gabuni ;) żartowałam...

      Usuń
  3. Nie ma problemu Monia. Usunę tylko wszystkie przedmioty z pokoju, w którym Anula będzie spała i po kłopocie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe co na to Ania, swoją drogą jeżeli by doszło w przyszłości do takiego spotkania, to byłoby miło, nawet kosztem sprzętów warto.

      Usuń
  4. Też jestem jak najbardziej za. Powiem Ci Monia, że Ania ma być z mężem w Krakowie w styczniu na Kraków Arenie, więc myślę, że jej nie przepuścimy i koniecznie musi sie z nami spotkać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to już w moim kalendarzyku notuję... styczeń Ania :) zabukowane!

      Usuń