niedziela, 21 czerwca 2015

DESZCZ, GOŁĘBIE, RYNEK i HAWEŁKA

Bez owijania w bawełnę powiem tak: mimo deszczu (i nawet w pewnym momencie ostrej burzy) to był naprawdę fajny dzień. Dziś twarzą w twarz  spotkałam się z Asią, która kiedyś do mnie napisała, bo czyta blog. Wystarczyło nam kilka maili by wiedzieć, że warto pielęgnować tę przyjaźń. To niesamowite, że czasem ot tak czujesz wewnętrznie, że dobrze będziesz się czuć w czyimś towarzystwie. Od słowa do słowa, a raczej od maila do maila i tak doszło do spotkania pomimo tego, że dzielą nas setki kilometrów. To był naprawdę miły i udany dzień. Zresztą możecie to zobaczyć na zdjęciach.

Zaczęło się od spotkania na dworcu PKS, uwierzcie mi, że nie musieliśmy się długo szukać. Potem wsiedliśmy do auta by podjechać w okolice Rynku. Marzyła nam się kawa w ogródku z widokiem na Sukiennice. Niestety pogoda nam nie sprzyjała, zaczęło nagle tak padać, że już powoli traciłam nadzieję, że się uda. Na szczęście deszcz spowodował w oka mgnieniu mini korki, na dodatek trudno było o miejsce parkingowe, gdy je jednak znalazłam, to deszcz już tylko kropił, podjęłyśmy zatem decyzję, że mimo wszystko idziemy, Alan chcąc nie chcąc musiał się zgodzić. Tym sposobem mój Syn poznawał swoją nową ciocię w pięknych okolicznościach.... zabytków :-) bo na krakowskim rynku.

Jako, że kropiło, to postanowiłyśmy napić się kawy w klimatycznym miejscu, wybrałam Hawełkę i nie żałuję, zaserwowałyśmy sobie bowiem królewski deser z kawą na "drugie śniadanie" :-) 



Było w czym wybierać :-)

Słodyczy nam nie brakowało. Alan zwrócił uwagę na miłą Panią,
która na obsługiwała: Basiu dziękujemy bardzo!
Dzięki Basi mamy jedyne zdjęcie we trójkę :-)
Czuć ten klimat? To restauracja z 1876 r.
Było więc ciasto z galaretką i truskawkami i mój ukochany "Hiszpan".



Jeżeli macie ochotę na dobrą kawę i coś na ząb, to szczerze polecam Wam to miejsce, inspirację do odwiedzenia Hawełki poszukajcie na ich stronie lub Fan Page.
W Hawełce przesiedziałyśmy deszcz, potem między kolejnymi opadami okrążyłyśmy krakowski rynek, nie zapominając zrobić zdjęcia z gołębiami (klasyka).







Tak w wielkim skrócie wyglądała nasza wizyta na krakowskim rynku. W sumie czas wspólnie spędziliśmy do samego wieczora i powiem Wam, że mimo tego, że to wiele godzin, to na koniec wizyty Asi u nas czułam pewien niedosyt, że i tak miałyśmy za mało tego czasu, na to by sobie spokojnie porozmawiać. Tematów nam nie brakowało. Mam nadzieję, że to nie jest pierwsze i ostatnie spotkanie.
Asiu dziękuję Ci, że mnie znalazłaś w wirtualnym świecie, w przyszłości postaram się znacznie szybciej odpowiadać na maile ;)




11 komentarzy:

  1. Już dawno nie byłam w Krakowie, zazdroszczę Wam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjedź do nas w odwiedziny, to też Cię zaprosimy na spacer po Rynku :)

      Usuń
    2. Ania o ile dobrze pamiętam, to masz być w Krakowie, więc proponuję urlop , bo Kraków zimą tez pięknie wygląda :)

      Usuń
  2. No proszę, wszędzie może znaleźć nas przyjaźń :-) Nie ma potrzeby zabiegać o nią na siłę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja Gaja ....ale jak już się pojawi Przyjaźń, to należy ją pielęgnować :) ważne jednak by było to działanie z dwóch stron.
      Ps. Gaja cieszę się, że się odezwałaś, witam i zapraszam częściej. Na Twoją pozytywną plantację też będę wpadać, bo to ciekawe miejsce, właśnie je zaczęłam zwiedzać. Pozytywnych ludzi bardzo lubię.

      Usuń
  3. O jaki fajnie spędzony dzień, też zazdroszczę, ale pozytywnie :) Jak ja dawno nie byłam na Rynku. Kurcze te odległości, żeby się tam dostać są dość spore jak na moje nogi, a niestety wjechać na Rynek lub tak mega blisko jest raczej niemożliwe :(

    Tak, trzeba pielęgnować przyjaźń, bo ciężko jest znaleźć taką bratnią duszę. Mi też brakuje takiej osoby, bo ta moja psiapsióła jest tysiące kilometrów stąd i nie widziałyśmy się już 8 lat. Rozmowa na skypie to jednak nie to samo. Brakuje mi takiej przyjaciółki, z którą mogłabym tak szczerze porozmawiać i wyjść gdzieś na miasto wśród ludzi, rozerwać się trochę. Co do nowych znajomości to jestem ostrożna raczej, bo tyle razy się już sparzyłam na znajomościach, że boję się w ogóle cokolwiek zaczynać, by znowu nie czuć tego rozczarowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gabunia, to u mnie zupełnie nowa znajomość, ale zaiskrzyła i wiem, że będzie trwać :) a co do wypadu na miasto to możemy się wspólnie wybrać na kawę lub inny trunek do Centrum, wkrótce znowu będzie cieplej, więc może się nareszcie nam uda.

      Usuń
  4. A jasne, że tak jestem chętna, tylko uprzedzam, że dalekich pieszych wycieczek raczej nie uprawiam z wiadomych względów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem Gabunia, na Rynek nie wjedziemy, ale za to na Kazimierz pewnie tak, a tam klimat jeszcze fajniejszy.

      Usuń
    2. A na Kazimierzu byłam ostatnio. Klimat faktycznie jest fajny. Dużo młodzieży tam przebywa. Na szczęście wjedziemy tam bez problemu, tylko parkomat jest.

      Usuń
    3. Z parkomatami damy radę, grunt to spędzić czas w dobrym towarzystwie.

      Usuń