poniedziałek, 29 czerwca 2015

JEDEN DZIEŃ

Fot. https://pixabay.com
Tylko jeden dzień dzieli mnie od wakacji. Jutro po raz ostatni przed urlopem idę do pracy. Wiecie, że nigdy za wakacjami nie przepadałam, a teraz czekam na nie jak na wybawienie. Wcześniej nigdy mi nie zależało kiedy wezmę urlop, szłam więc wszystkim na rękę i brałam poza sezonem, w sumie zwykle zostawało mi wiele zaległych dni urlopowych, które wybierałam wiosną kolejnego roku, a potem późną jesienią dobierałam jakieś kolejne wolne. Gdyby mi zaproponowali, że wypłacą mi ekwiwalent to bym się wówczas bez wahania zgodziła. Nawet gdy już miałam wolne od pracy, to nigdzie nie jechaliśmy, to było naprawdę przykre.

A teraz? Teraz mogłabym walczyć jak lwica, gdybym nie dostała wolnego w lipcu kiedy żłobek jest zamknięty. No cóż, samo życie.
W tamtym roku obiecałam sobie, że w tym gdzieś wyjadę, by zacząć Alanowi pokazywać świat. Plany były, ale niestety większość z nich zżarł zepsuty ostatnio bojler, który trzeba było wymieniać (już Wam o tym wspominałam), ale koło ratunkowe jakieś mam (w sensie zrodził się dziś śmiały pomysł) więc może ziszczą się jednak marzenia o budowaniu zamku w piasku nad Bałtykiem i wdychaniu jodu, który miałby zbawienny skutek na katar Alana, którego nie możemy doleczyć.


W sumie od kilku dni walczymy z gorączką, wykluwaniem się kolejnych zębów i katarem. Mam nadzieję, że uda nam się te choroby teraz wygrzać, ponoć od jutra będą znowu upały.

Marzy mi się taki obrazek: jesteśmy nad morzem, wstaję o poranku, robię aromatyczną kawę, z sypialni wychodzę na taras i mam widok na morze, piękne, dostojne, spokojne. Kawa pachnie, aromat pięknie się unosi, słońce opiera na mnie pierwsze złociste promienie. To chwila dla mnie. Alan, który się obudził woła: Mama! - idzie do mnie, bierze ulubionego misia i zaczyna się nim bawić na kocyku. Chwilo trwaj! - chciałabym rzec pijąc kolejny łyk gorącej kawy. Wszystko naturalnie i spokojnie, tak jak właśnie ma być. Nawet orzeźwiający chłód o poranku nam nie przeszkadza, bo słońce już delikatnie owiewa nasze ciała.


Obiecuję sobie, że taki poranek będę mieć. Mam nadzieję, że właśnie w tak pięknych okolicznościach natury.



6 komentarzy:

  1. To tak... Mamusi udanego urlopu. Synkowi zdrówka i szybkiego oraz jak najmniej bolesnego wykluwania się ząbków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urlop nam chyba przepadnie w czeluściach zapalenia płuc.... no cóż i tak się może zdarzyć :( mimo wszystko postaramy się jakoś wypoczywać.

      Usuń
  2. Kiedy pojawia się dziecko zmienia się świat. Zmieniają priorytety. Udanego urlopu! Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, bo mimo tego, że miałam śmiały pomysł dotyczący realizacji wyjazdu nad morze i nawet już zaczęłam go realizować i miejscówka u rodziny na nas czekała, to niestety choroba plany zmieniła, ba pierwszym miejscu jest zdrowie Alana.

      Usuń
  3. A tak z zapaleniem płuc nie ma żartów. Szkoda, że Wam się nie udało wyjechać nad morze, bo faktycznie jod bardzo pomaga. Powiem Ci, że my wyjeżdżaliśmy z Kamilem jak był mały co roku na 2 tygodnie nad morze i dzięki temu coraz mniej chorował. Tam czuł się rewelacyjnie. Zero kataru czy jakiegoś przeziębienia.

    Co do marzeń to ja od zawsze pragnęłam mieszkać nad morzem, jednak to, że jestem chora, niestety zgasiło moje plany i marzenia. Chociaż żałuję, że nie zaryzykowałam, bo mój optymizm na pewno pomógł by mi w zrealizowaniu swoich życiowych marzeń. Teraz to już raczej jest za późno.

    OdpowiedzUsuń
  4. To teraz zaczęłam sobie wyobrażać mały piękny turkusowo, biały domek blisko plaży w Toscani... to by było coś. Trochę drewna, trochę kamienia, plaża, piękne widoki i książę na białym koniu ;-) ok.... chyba się zagalopowałam.

    OdpowiedzUsuń