niedziela, 7 czerwca 2015

NIE OGARNIAM CZASU

Alan nareszcie zaczyna coraz chętniej chodzić, ale jeszcze stara się trzymać choć za paluszek lub czeka bym kroczyła tuż obok, by  nie czuć strachu. To niestety powoduje, że czasu nagle bardzo mi ubyło. Na nowo wszystko trzeba układać tak, by robić choć te najpilniejsze rzeczy.
W tym tygodniu mam na swoim koncie kolejny "majsterkowy" sukces :-) postawiłam piaskownicę, na dodatek wszystko w towarzystwie Alana, który starał się pomagać (czyt. przeszkadzać) jak się tylko da. Oczywiście dawałam mu do ręki narzędzia (bez ostrych końcówek) tak żeby miał szansę poczuć w sobie ten męski zew krwi. Trochę zatem popukał w ławkę młotkiem, potem zajął się śrubokrętem. Najważniejsze, że piaskownica stoi, choć póki co piasku w niej jeszcze nie ma, ale za to jest kocyk i są zabawki :-) zresztą możecie to sami zobaczyć.

Muszę policzyć na paluszkach, czy Mama wszystkie śrubki wkręciła :)

 
Mocno się trzyma ta podpórka, osobiście sprawdziłem :)
 
O! Tu muszę po Mamie poprawić i dokręcić!
 
I gotowe :) Po co komu piasek w piaskownicy?
 
Nie ogarniam tej kuwety! :-) Dobrze, że piasku w niej nie ma, bo kot pod drzewem już się czai!

W fotograficznym skrócie tak to właśnie wyglądało. Sezon piaskownicowy uważamy tym samym za otwarty. Piasek czeka na odpowiednią chwilę w workach w piwnicy, gdy do tego dorośniemy to zapewne przedstawię Wam tego efekty :-)

A co do naszej piaskownicy, to jutro pokażę Wam zdjęcia z tego weekendu, odwiedziła nas Mama Chrzestna Alana i trochę czasu w plenerowej bawialni mojego Syna (ku mojej uciesze) spędzili.

Muszę się pochwalić, że w tym tygodniu nareszcie rozpoczęłam nasz sezon grillowy, co prawda nie u siebie, ale liczy się fakt. Pomyśleć, że to już czerwiec, a ja dopiero teraz pierwszą kiełbasę z grilla mam na koncie, kilka lat wstecz to grillowanie rozpoczynaliśmy już w styczniu (czasem na balkonie). Życie z małym dzieckiem zmienia całkowicie priorytety, na pierwszym miejscu jest ono, dopiero potem moje potrzeby, mimo to staram się powoli te moje potrzeby również zaspakajać.
Teraz na zdjęciach zauważyłam jaką bujną trawę mam koło domu, u naszych gospodarzy od grilla trawa wystrzyżona była tak równo, że aż dziw bierze, że tak można. A u mnie, tu kępka, tam kępka na dodatek mocno przerośnięta, no ale czy to takie ważne? Grunt, że piaskownica stoi :-)

Jutro znowu kolejny tydzień pracy, pobudka o 5.00 nad ranem, mam nadzieję, że Alan spokojnie też ten tydzień przetrwa w żłobku. Nadal jeszcze trochę walczymy z katarem (właściwie katarkiem) i jest to już trochę męczące. Grunt, że inne wirusy już nam przeszły. Niech zatem kolejny tydzień będzie spokojny :-) czego sobie i Wam życzę!




4 komentarze:

  1. Ja też niedawno rozpoczęłam grillowanie, na co czekałam z niecierpliwością. A ten przystojniaczek na zdjęciach ma taki piękny uśmiech i takie mega oczka, że mamo bój się, ale niebawem panny będą pchały się drzwiami i oknami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to może kiedyś uda nam się razem z gabunią wspólnie grillować. Blogo-grill - byłaby moc :) A co do Alana, to dziękuję, liczę na to, że nasz dom będzie tętnił życiem :)

      Usuń
  2. No właśnie Monia co z tym naszym wspólnym grillowaniem? Musimy się w końcu zebrać bo tak to nas zima zastanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może za jakieś 2 tygodnie :) niech wirusy wreszcie przejdą.

      Usuń