niedziela, 21 czerwca 2015

PRACA NIE ZAJĄC...?

Fot. z albumu rodzinnego
Oj jaka szkoda, że to przysłowie (praca nie zając) nie przekłada się na realia. Jutro po tygodniu opieki znowu czeka mnie poranne wstawanie i wcielenie się na nowo w rolę Korpomamy. I tu niestety nie ma co liczyć na taryfę ulgową, punkt 7.00 muszę już być na posterunku. Budzik już nastawiony na 5.00, ciekawe jak będzie z dobudzaniem Alana, ostatnio oboje się wysypialiśmy o poranku (a raczej nadrabialiśmy "idące" nocą zęby, które non stop sen nocny przerywały).

Czasem się zastanawiam czy gdybym miała tylko taką możliwość to bym skorzystała z wychowawczego? Myślę, że tak, bo nawet mając dziecko przy sobie starałabym się realizować w różnych sferach. Teraz gdy wróciłam do pracy to czasu bardzo brakuje, bo realizuję się... w pracy. Szkoda, że Państwo nie daje nam takich możliwości żebyśmy mogli wybierać. Obecnie nie przeżyłabym korzystając ze skromnego wychowawczego. Marzeniem moim byłoby, by na wychowawczym żyć godnie (nie mówię tu o kokosach, ale o tym by mi nie brakowało na jedzenie, pieluszki, lekarstwa i szczepionki dla dziecka). Dziwnych mamy polityków, z jednej strony od lat nawołują do polityki prorodzinnej, zaś z drugiej od lat starają się ten temat omijać z daleka od czasu do czasu rzucając nam jakąś przynętę. Oczywiście jest lepiej niż jeszcze 2-3 lata temu, ale do "zachodu" to nam jeszcze bardzo daleko. W sumie wydaje mi się, że właśnie dzięki takiej sytuacji jesteśmy zmuszeni do tego by być bardzo... jakby to powiedzieć.... rozgarniętymi, kreatywnymi... żeby nie mówić kombinującymi. W sumie to taka szkoła życia i naszemu Państwu powinniśmy być za to wdzięczni ;-) oczywiście mam nadzieję, że w tym momencie wyczuwacie ironię w moim głosie. Dodam, że dyplomu, ani tytułu magistra po tej "szkole" nie dostaniemy.

A tak zupełnie serio, chcąc do czegoś dojść, trzeba pracować znacznie więcej niż ustawa o tym mówi. Na dodatek świat gna do przodu jak szalony, mnie coraz trudniej za nim nadążyć, albo się starzeję, ale jestem innej daty, albo już nie wiem co... Oczywiście jako niepoprawnej optymistce wciąż mi się marzy moja prywatna utopia, czy kiedyś swój raj znajdę? Grunt to nie poddawać się i wierzyć.

Jutro poniedziałek, jeszcze tylko tydzień i znowu ulice będą mniej zakorkowane, bo się skończy wożenie dzieci do szkoły i na zajęcia, będą urlopy... lato w mieście dla kierowców jest bardzo łaskawe. Póki co trzeba się odpowiednio nastawić by o 5.00 faktycznie wstać, bo spóźnienie w pracy jest odnotowane jak w dzienniczku ucznia. Zatem jutro będzie fajny dzień. Spotkam w pracy Przyjaciół, zrobię co do mnie należy i po południu z Alanem jadę na kawę do znajomej. No i jest na co czekać, zawsze warto coś miłego mieć na celowniku, wtedy jest łatwiej :-)



12 komentarzy:

  1. 3mam kciuki za Wasz poniedziałek i cały nowy tydzień.
    P.S. Jaki słodziak na zdjęciu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzień minął zupełnie inaczej niż planowaliśmy, ale i tak nie możemy narzekać, bo mam nadzieję, że udało nam się zrobić dla kogoś coś dobrego :)

      Usuń
    2. W sumie z dziećmi tak bywa, że to co zaplanujemy rzadko się realizuje. Ale jeśli zrobiliście coś dla kogoś dobrego, to już wgl. wspaniały dzień :)

      Usuń
    3. Czasem wcale wiele nie trzeba, czasem wystarczy być :-)

      Usuń
  2. Czy mogę dodać singielmama.eu do ulubionych blogów? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet pytać nie musisz :) dziękuję bardzo. Ja Cię też na moją listę blogów wciągam, bo lubię tam zaglądać.

      Usuń
    2. Cieszę się i dziękuję :)

      Usuń
  3. Korpomama trzymam kciuki za Ciebie i cały tydzień :) a kawka u mnie kiedy? Tylko dzwoń wcześniej, bo z czasem u mnie ostatnio na bakier jest ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wkrótce zaczynam urlop, więc będzie ta kawka :) nie daruję Ci jej.

      Usuń
  4. To maleństwo ze zdjęcia musi wstawać o tak nieludzkiej porze ? :-( Aż żal, ale co robić, jak piszesz, wydatków przy dzieciach pełno, państwo chce by kobiety rodziły na potęgę, nawet reklamy odpowiednie powstały, ale czy państwo nie rozumiemie, że mały człowiek najlepiej czuje się przy mamusi? Jakieś śmieszne becikowe miało kiedyś zachęcić kobiety do macierzyństwa, zachęciło? Chyba, że te z domów, gdzie alkohol stanowi produkt pierwszej potrzeby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie Gaju. Większość kobiet korzystających z becikowego to patologiczne kobiety. Te pochodzące z normalnych związków i uczciwie pracujące muszą spełnić cały szereg wymagań, żeby dostać owe becikowe. Wystarczy, że najniższe zarobki jako jedne z wymogów przekroczą 10 zł i już nici z dodatkowych pieniążków, które są niczym w porównaniu z potrzebami dla takiego noworodka.

      Usuń
    2. Co do becikowego, to dla mnie ten tysiąc z jednej strony to na tyle dużo, że warto po niego sięgnąć, ale z drugiej strony nawet na pakiet szczepionek nie wystarcza. Na dodatek musiałam poświęcić kilka cennych godzin na wizyty u pracodawcy, w Urzędzie Skarbowym i Zusie, i u Ginekologa i z każdego miejsca wychodziłam z zaświadczeniem. Dla mnie to dziwne, że kwota tak niewielka w morzu potrzeb, a bieganiny by uzyskać becikowe i chodzenia do Mopsu tyle, że momentami wątpiłam, że to dostanę. Właściwie czułam się w Mopsie jakbym chciała wyłudzić te pieniądze od Państwa (no ale to już zasługa urzędników, którzy mnie obsługiwali).

      A co do porannego wstawania, to niestety łatwe to nie jest, ale idzie nam z dnia na dzień coraz lepiej :) jednak przed nami urlop i znowu trzeba się będzie przestawiać, ale z tego to się akurat cieszę.

      Usuń