środa, 1 lipca 2015

DIAGNOZA

Miało być pięknie, dziś rozpoczęłam urlop, udało mi się mimo wszystko znaleźć miejscówkę nad morzem (u rodziny, więc i mniejsze koszty), miał być zamek z piasku, plaża, słońce, woda i wszechobecny jod, który miał pomóc Alankowi zakończyć nierówną walkę z kaszlem i katarem.... a tu wczora z wieczora Pani doktor postawiła diagnozę: zapalenie płuc. I tak nasz urlop przeznaczony pewnie będzie na leczenie w domu. No cóż jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Trzeba się będzie zorganizować tak, by wspólnie spędzony czas, który jest nam dany, mimo choroby był radosny. Mam też nadzieję, że nareszcie Alana doleczę z katarowych przypadłości, bo przez miesiąc nie będzie też miał kontaktu ze żłobkiem i wirusami jakie z tego dziecięcego przybytku uciech przynosił mi od lutego.

Tak więc plan na najbliższe dni jest taki: walka z mrówkami i uruchomienie piaskownicy, bo przecież to już  czas, by kocyk zamienić na piasek :-) tym bardziej, że ostatnio Alan na placu zabaw po raz pierwszy wybrał piaskownicę i nawet bardzo mu się to spodobało. Przynajmniej zamek z piasku sobie wybudujemy.

Korzystając z tego, że Alan wpadł w popołudniową drzemkę wyskoczyłam na zaległe zakupy i kupiłam sobie: dwie żmijki 5 metrową i półtorametrową oraz młotek (tym młotkiem wybiję sobie plany wakacyjne z głowy). Nie pytajcie po co te żmijki, bo gdy zacznę opowiadać moje ostatnie przygody z szambem to w mig pojmiecie ;-) ale doznania literackie niestety opadną na samo dno... cóż takie jest oto codzienne życie singiel mamy na jej farmie pełnej niedoróbek :-) swoją drogą trzy kolejne narzędzia dochodzą do mojego kącika majsterkowicza, niby proste rzeczy, ale jak pięknie potrafią się na zdjęciu zaprezentować :)


Fot. moja własna - natura martwa ;)

Fot. moja własna - bałwanek?

W sklepie gdzie je kupiłam rozglądałam się za różnymi rzeczami, wiecie jak to jest gdy się chce urządzić kącik dla malucha i marzy mi się by zostać "bohaterem swojego domu" w oczach Alana. Tyle pięknych rzeczy tam jest: deski, płotki, bezpieczne nawierzchnie, huśtawki, trampoliny, doniczki... Oczyma wyobraźni widzę już takie miejsce przed domem gdzie Alan z Przyjaciółmi mógłby się bezpiecznie bawić.

Póki co jestem wyposażona w żmijki i młotek i z takim arsenałem zaczynam wakacje, szkoda, że do tego dołożyć muszę jeszcze zapalenie płuc Alana :(



6 komentarzy:

  1. Ojejku, zdrówka Alanku. Choroba męczy, zwłaszcza dzieciątko. A mamusi wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo życie z tymi chorobami, ale spokojnie damy radę. Urlop właśnie zamieniam na opiekę, to oznacza, że może w późniejszym terminie gdzieś jednak wyjedziemy :-)

      Usuń
  2. Kochana, na mały relaksik: u mnie konkurs, zapraszam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czas do 6 lipca... no to zdążę przeczytać to czego jeszcze u Ciebie nie ogarnęłam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojej co ja tu widzę. Biedny Alanek, ależ mu te choróbska nie dają spokoju. Zapalenie płuc to poważna sprawa. Może dojść do poważnych powikłań, więc uważajcie na siebie. Zdrówka życzę i wyściskaj przystojniaczka ode mnie. Chyba się na Was nie doczekam. Ciągle mi gdzieś umykacie. Szkoda, że wyjazd nadmorski się póki co nie udał, ale jak czytam to wszystko jeszcze przed wami :) My też się chcieliśmy wybrać teraz nad morze do Chałup i nie ma nigdzie miejsca. A w jakich rejonach masz ta rodzinkę?

    O, co ja widzę, znajoma żmijka :) Mój mąż ma już wprawę w obcowaniu z tym przyrządem, bo w naszym nowym domku też mieliśmy problem z szambem. Jakbyś miała jakis problem to dzwoń może coś zaradzimy na Twój problem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobra żmijka nie jest zła, też sobie z nią daję radę :) a co do choroby, to ta na szczęście przebiega u nas spokojnie, gdybyś zobaczyła Alana to byś nie powiedziała, że choruje, do momentu gdyby się rozkaszlał. Biega, bawi się, nawet zaczynamy wychodzić na zewnątrz, gdy tylko jest chłodniej. Póki co jednak od innych dzieci raczej stronimy.

    OdpowiedzUsuń