piątek, 3 lipca 2015

DOM

Fot. z albumu rodzinnego
Dziś zastanowiłam się jakbym chciała mieszkać. Marzy mi się oczywiście dom inny niż ten który mam obecnie (no ale tak to zwykle w naszym życiu bywa). Ten dom w którym obecnie mieszkam, to dom mojego dzieciństwa i dorastania. Jednak to nie ja go budowałam, wyposażałam, meblowałam. Czasem czuję, że chciałabym tu wszystko zmienić, począwszy od ścian, które mnie bardzo ograniczają. Gdybym musiała się wyprowadzić, lub gdybym mogła sobie kiedyś pozwolić na wybudowanie własnego domu, to byłby to pasywny murowano - drewniany dom. Byłby w nim wielki salon, połączony z kuchnią tak bym mogła spokojnie przyjmować gości i cieszyć się nimi przygotowując coś na ząb. Byłby też taras z widokiem na ogród, kilka sypialni, garderoba... szczegółami Was nie będę zamęczać choć w głowie ten obraz mam od dawna. Ale czy to takie ważne? Ważne by marzyć, jednak jak się nie ma co się lubi, to się musi lubić to co się ma. Mam i tak mimo wszystko dużo szczęścia w życiu, bo przecież mam dom. To nic, że to ruina, że gdzie się nie obejrzę tam wszystko się sypie. Jedną rzecz naprawię, to druga się psuje i tak w koło Macieju. Jednego jednak jestem pewna, że to nie sciany, piękne dywany i super meble tworzą klimat, atmosfera domu zależy wyłącznie od jej domowników i gości w nim bywających.


Niektóre marzenia mi się spełniły, choć zostały okupione bardzo trudnymi decyzjami życiowymi (rozwód i chęć posiadania dziecka). Samotne Rodzicielstwo nie jest łatwe szczególnie gdy się ma na głowie cały dom i męskie zajęcia związane z jego utrzymaniem. Mogę jednak teraz śmiało powiedzieć, że nareszcie mam w swoich ścianach (tych które bym chętnie poprzestawiała) święty spokój. Dom mój znowu żyje, wypełnia się raz po raz Przyjaciółmi, których mi na szczęście nie brakuje. Szczerze mówiąc odkąd pamiętam mój rodzinny dom był bardzo otwarty na wszelkich gości, zmieniło się to w momencie gdy wprowadził się do nas mój ex mąż. Pojawiali się goście, ale wybrani i to już nie było to samo, było zupełnie inaczej. Teraz znowu wróciłam do korzeni i jest mi z tym bardzo dobrze. I nawet dwie skrajności które mi towarzyszą, bardzo dobrze się uzupełniają, bo z jednej strony pragnę towarzystwa i nie narzekam na brak gości, zaś z drugiej strony bardzo lubię obecny stan, bo nareszcie mam wymarzony święty spokój. Wbrew pozorom, te rzeczy się nie wykluczają.

A co do domu, to dziś wzięłam się trochę za porządki. Perfekcyjną Panią domu nie jestem, ale gdy dziecko śpi to warto coś robić. W takim razie wracam do zajęć, bo czas goni, a tu pranie trzeba wyciągać, obiad nastawić, podłogę przemyć.... najważniejsze, że przy tym wszystkim można marzyć i nikt mi tego nie zabroni.

ps. Alan już się czuje znacznie lepiej :-)

4 komentarze:

  1. Coś co nas łączy, ja też uwielbiam marzyć. Oczyma wyobraźni widzę swoje idealne mieszkanie, nieco inne niż te, które mam, inna praca, nawet czasem ludzie inni, tacy milsi, uczynniejsi, empatyczni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam marzyć, dzięki temu zachowuję jakąś równowagę między pragnieniami,a rzeczywistością.

      Usuń
  2. Ja też uwielbiam marzyć. Niedawno przeprowadzałam się do nowego domku i urządzałam go od podszewki. Mieszkamy tutaj już półtora roku i szczerze powiem, ze widziałam mnóstwo innych rozwiązań i nowszych rzeczy i teraz bym jeszcze inaczej domek urządziła. Niektóre rzeczy wzięłam droższe bo myślałam, że będą lepsze i trwalsze, ale jednak nie jest tak do końca. Teraz wiem, że niekoniecznie trzeba przepłacać, bo nie zawsze to co drogie jest dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzy mi się możliwość urządzania takiego "swojego swojego" domu, mam nadzieję, że kiedyś tak będzie.

      Usuń