piątek, 17 lipca 2015

FRYZJER

Nadszedł ten moment w życiu mojego dziecka, gdzie powiedziałam dość czuprynie, która ostatnio (choć bujną nie jest) w każdą stronę się rozwiewała. Z pomocą przyszła koleżanka, fryzjerka, która właśnie u nas gościła i akurat (zupełnie przypadkiem) miała ze sobą odpowiedni sprzęt. Pomyślałam więc: teraz, albo nigdy (oczywiście z tym "nigdy" z deka przesadziłam, ale dla odpowiedniej dramaturgi czasem warto użyć takiego określenia). Posadziłam więc Alana w Jego krzesełku... już coś mu nie pasowało, bo krzesło nie stało jak zwykle przy stole w kuchni, tylko zostało wyciągnięte na środek korytarza... skwasił minę... przy zakładaniu peleryny nie wytrzymał i zaczął ryczeć. Pomyślałam, że na tym zakończymy nasze fryzjerskie próby, bo przecież nie będę go stresować, a niech sobie zarasta, jak będzie starszy to może uda się bezpiecznie użyć nożyc. Doświadczona koleżanka jednak nie dała za wygraną. Zaczęła dyrygować, weź Alana na kolana, przytulcie się do siebie i trzymaj go :-) Zrobiłam co mówiła, Alan się uspokoił, nawet nie zareagował, gdy nakrywała nas wielką czarną peleryną: Carramba! - pomyślałam - tak się wokół nas uwijała jak sprytny i tajemniczy Don Pedro z Krainy Deszczowców. Udało się! Pierwsze fryzjerskie cięcie mamy zaliczone i to bez uszczerbku na zdrowiu - nożyczki przycięły tylko włosy. Może bardzo wielkiej różnicy nie widać, ale dla mnie to i tak sukces.


Fot. moja :-) Alan przed

Fot. moja :-) Alan po

Nie przepuszczałam, że moje dziecko tak będzie przeżywać podcinanie włosów, bo po całym zabiegu jeszcze wielokrotnie tego i następnego dnia pokazywał mi znaczącym gestem ruchy po główce mówiące o tym, że było obcinanie.  Ciekawa jestem jak będzie kolejnym razem. 

Fot. z albumu rodzinnego
Mówi się, że gdy z dzieckiem jest się dzień w dzień to nie widać jak rośnie. Wcale nie... ja widzę wielkie zmiany u Alana, po pierwsze po ubrankach, po drugie po zachowaniu, po trzecie nareszcie chodzi (coraz sprawniej) więc dzień w dzień zaskakuje mnie czymś nowym.
By uniknąć kolejnych strat w talerzach w kuchni (zabezpieczenie szafek nic nie dało, już sobie z otwieraniem tych zabezpieczeń poradził) przygotowałam Alanowi jedną półeczkę, która jest wyłącznie Jego. Polubił ją, chowa tam swoje skarby i niezmiernie się cieszy, gdy niby przypadkiem tam je odnajduje. Dzięki temu do innych szafek zagląda znacznie rzadziej. Ciekawe jak długo ten trik będzie działał. 


Ależ się dziś o nas rozpisałam :-) w sumie dawno tak obszernie nie było, więc trochę nadrabiam. W takim razie z tego miejsca chciałabym jeszcze pozdrowić Biedronki z którymi będziemy się rzadziej widywać, dziś więc korzystając z okazji, że jeszcze mogliśmy się spotkać było wiele wspomnień i marzeń o przyszłości. Alan bardzo polubił najmłodszą Biedronkę: Zosię. 






Powiem tak, wspólne picie zobowiązuje - przynajmniej do przyjaźni :-) Biedronki - już za Wami tęsknimy!



2 komentarze:

  1. Cudny jest :)
    Pamiętam pierwsze cięcie siostrzeńca. Krzyk, ryk, płacz. Ja przeżywałam, jego mama przeżywała, o fryzjerce nie wspomnę. Co prawda, potem chodził i pytał, czy jest ładny, bo ma nowe włoski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swoją drogą teraz zauważam, że w mojej okolicy nie ma salonu fryzjerskiego dla dzieci, takiego wypasionego, stworzonego zmyślą o maluchach. Wygooglowałam sobie w sieci, są takie przybytki urody i całkiem fajnie się prezentują :-) z perspektywy dzieci otwiera się dużo więcej możliwości biznesowych.

      Usuń