środa, 29 lipca 2015

ORKA NA ROLI

Na roli nic się samo nie robi. Nie myślcie, że Rolnik ma wakacje przez cały rok, bo ma wiejskie klimaty. Rolnik na roli ciężko pracuje. Jak dobrze, że ja typowym farmerem nie jestem i tylko od czasu do czasu coś robię, ale w takim czasie jak teraz zawsze sobie przypominam jak to było i jak to w wielu gospodarstwach nadal zostało (mówię tu o niewielkich gospodarstwach, tych nie zunifikowanych, wybiegających poza obecne trendy i normy). Czy wiecie, że posiadając gospodarkę w mieście powyżej 5 tys. mieszkańców trudno o jakieś dodatkowe dotacje unijne poza dopłatami bezpośrednimi do ziemi? 

Raczej wątpię by coś się zmieniło w tym temacie, bo odkąd weszliśmy do Unii Europejskiej wiele razy dopytywałam czy mogę liczyć na pomoc Unii w modernizacji mojej "farmy". Niestety posiadając hektary w mieście jest się już od samego początku skreślonym.
Powiem Wam, że ja to pikuś, bo gospodarzę niewielki areał i z roli się nie utrzymuję, ale znam takich Rolników, którzy uprawiają dziesiątki hektarów w obrębie miasta i z preferencyjnych dotacji czy kredytów skorzystać nie mogą. Pracują więc na tych swoich gospodarstwach i niestety nie mają takich możliwości jak ich sąsiedzi, którzy mieszkają kilka miedz dalej, a są już w granicy pobliskiej wsi. Jawna niesprawiedliwość, przez tyle lat nikt z tym nic nie zrobił. A wystarczyło zamiast lokalizacji podać w specyfikacjach unijnych konkursów wielkość gospodarstwa jakie może w konkursie startować i już byłoby lepiej. 


Wracając do Rolników, szczególnie tych, którzy mają jakąś trzodę, czy myślicie, że oni mogą sobie pozwolić na wolny od pracy dzień? Krowy ryczą, wymiona im pękają, bo nikt nie chce ich wydoić, świnie kwiczą z głodu, kury zamknięte w kurniku (choć te by sobie jeszcze jakoś poradziły), a barany? Bek byłby nie z tej ziemi. Mogłabym jeszcze wymienić: konie, perliczki, indory, króliki...  trudno zostawić udomowione zwierzęta na dzień, a co dopiero na kilka dni. 


Jak sięgam pamięcią to moi Rodzice nigdy nie mieli wakacji, nigdzie też z nami nie wyjeżdżali, bo nie mieli na to czasu. Zwierzęta trzeba było oporządzić codziennie, a do tego dochodziły prace sezonowe, wiosną sianie i sadzenie, potem nawożenie i plewienie, następnie żniwa i zbieranie innych plonów, w międzyczasie wekowanie (znaczy słoikowanie, suszenie) w sumie zbieranie owych plonów trwa do późnej jesieni, a jeszcze orka i wysiewanie ozimego... teoretycznie zimą robi się odrobinę lżej, ale trzeba palić w piecu i odśnieżać, wtedy też jest czas na reperowanie i konserwację sprzętów.
Dodam jeszcze, że w owych czterech porach roku trzoda wymaga nieustannej opieki, ale zimą szczególnej. Czas zimą zatem tak szybko mija, że znowu wiosna się z Rolnikiem wita i znowu zaczyna się to samo.

Jak dobrze, że ja już tak nie gospodarzę, jak dobrze, że będę mogła wziąć Syna na wakacje, bo nie zatrzymają mnie tu krowy, świnie, nutrie, kury, kaczki... Obecnie nawet kota nie mam. Jak dobrze, że ja mam inaczej. Żałuję jednak, że nigdy nie udało nam się z Rodzicami pojechać nad morze, czy na wczasy do Bułgarii, albo Ciechocinka :-)

Wróćmy jednak do roli, czy wiecie jak wyglądają żniwa na małych gospodarstwach, które nie mają super maszyn dotowanych z Unii? To nie tylko kombajn (najczęściej stary i wysłużony) i koszenie, to potem szuflowanie zboża, młynkowanie (czyli czyszczenie) a w obecnych czasach jak dobrze pójdzie to sprzedaż, niestety zeszły rok pokazał jak doceniana jest praca rolnika, zboże było ciężko sprzedać, no chyba że spuszczało się cenę poniżej kosztów, czyli zamiast 800- 900 zł za tonę szło za 500 zł. Masakra. No to jeszcze powiem Wam co jest po żniwach: jak pogoda dopisze to prasa, zbieranie słomy, orka, bronowanie (czyli przygotowanie pola pod kolejny wysiew). A jak pogoda nie dopisze? To ze słomy nici! Do tego kolejne koszty: orkan, talerzówka... tak miałam w zeszłym roku. Mam nadzieję, że w tym roku będzie lepiej.

Póki co łatwo nie jest, dziś zaczęliśmy żniwa, niestety pogoda je przerwała i po wykoszeniu 1/3 pola poczciwy kombajn musiał zjeżdżać.



Fot. moja własna :-)

Fot. moja własna :-)




No i klops czekamy na słońce, może jutro... a może pojutrze... zobaczymy, z naturą nie wygram, ale mogę liczyć na to, że będzie w czasie żniw dla mnie i innych Rolników w tym roku łaskawa. Póki co pierwsza przyczepa pełna zboża jest, a od szuflowania mam też bąbel na dłoni (pierwszy).

Może ktoś ma ochotę na prace polowe? A może na opiekę nad Alanem, bo póki co poszło tak, że wykorzystałam czas gdy spał, ale jak będzie w kolejnych dniach, czy zgram się z Kombajnistą? Na szczęście pomocników też mam :-))) a zarządzać to ja potrafię!




2 komentarze:

  1. Kochana trzymam kciuki za sprzyjającą pogodę i za Ciebie. Oby te żniwa przebiegły pomyślnie dla Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pszenica już się suszy, jest zatem dobrze, teraz jeszcze słoma... dzięki Aniu.

      Usuń