piątek, 16 października 2015

ALE CZAD!

Fot. pixabay.com
Sezon grzewczy rozpoczęłam! Co prawda już jakieś 3 tygodnie dogrzewałam się kominkiem, ten jednak jest fajny, ale tylko na okres przejściowy. Musiałam znowu zakasać rękawy, wyczarować (znaczy pożyczyć) kasę na węgiel no i takim oto sposobem kaloryfery znowu grzeją.
Nie myślcie jednak, że to proste zadanie uruchomić "ciepło" w domu.

Mogę się śmiało nazwać Bohaterem Mojego Domu, bo w tym roku faktycznie sama piec uruchomiłam i odpaliłam (nie licząc pomocy dwóch kominiarzy), no ale za czyszczenie kominów to ja się w życiu nie wezmę.

Odwiedzili mnie tego roku Mistrzowie Kominiarstwa. Zwinnie poruszali się po dachu i wyczyścili 3 kominy.


Wstyd przyznać, ale odkąd jestem sama na swojej "farmie" szefem, to zupełnie ta czynność mi wyleciała z głowy (bo wcześniej kto inny się takimi sprawami zajmował). Jak widać jeszcze wiele rzeczy mnie zaskakuje i nagle się okazuje, że coś powinnam była zrobić, a nie zrobiłam.

Pierwszego roku uczyłam się obsiewać pole i organizować żniwa, przez dwie zimy uczyłam się utrzymywać ogień w piecu i "ciepłość" w kaloryferach. A teraz jadąc autem usłyszałam w lokalnej rozgłośni, że rozdają czujniki czadu i nagle mnie oświeciło! Przecież ja nie czyściłam od rozwodu kominów! Zanim więc przystąpiłam do dorocznej akcji rozpalania i uruchamiania pieca wezwałam kominiarzy.Trzymając się skrycie za guzik, pokazałam gdzie są kominy, gdzie wejście na dach, Ci sobie bardzo zwinnie poradzili z tą czynnością. Potem zaczęły się schody... w dół... właściwie zeszliśmy z dachu w czeluście piwnicy, gdzie otworzyliśmy wloty do kominów i.... ciemność widziałam.... właściwie to wiele wiaderek ciemności z nich wydłubali moi kominiarze. O zgrozo, tyle sadzy mieściło się w moich kominach, że nie nadążałam z jej wynoszeniem. Nie powiem ile wiaderek, bo mi wstyd, ważne jednak, że mam to już za sobą i mogę czuć się bezpieczniej.

Wróćmy do audycji radiowej którą słuchałam, gdy sobie uzmysłowiłam zagrożenie, nie tyle czadem, co samozapłonem sadzy w kominie, to aż mną wzdrygnęło. Jak mogłam zapomnieć o tej ważnej czynności? Teraz mi się to wydaje wręcz absurdalne. Przecież tu chodziło nie tylko o tę sadzę, ale również o bezpieczeństwo, ba nawet życie moje i moich najbliższych.

Na bezpieczeństwie nie ma co oszczędzać. Nie znam się na piecykach gazowych, ale jeżeli takie macie, to zadbajcie o to, by faktycznie nie stwarzały one zagrożenia. Może warto zainwestować w czujniki czadu? Może warto sprawdzić przed sezonem czy piecyk działa sprawnie? A jeżeli tak ja ja macie kominy, to pamiętajcie o ich dorocznym czyszczeniu. Dzięki temu może uda nam się profilaktycznie zadbać o zdrowie, a wzywając kominiarzy zadbacie przy okazji o swoje szczęście, bo czemu nie wierzyć w dobre przesądy? A jeszcze jedno, gdy komin dobrze przetkacie, to może i Mikołaj wpadnie w święta z prezentami!

Tak więc kominy wyczyszczone, piec rozpalony, no i jak sobie pomyślę, że znowu przez jakieś pół roku: piwnica, kotłownia, węgiel, łopata, zmiotki i inne akcesoria będą mi towarzyszyć, to już mi się odechciewa zimy. Lato wracaj! Jak ja tego nie cierpię, no ale cóż stoję na straży domowego ogniska, a to ważne zadanie.

Koniec na dziś, idę się szykować, znaczy pakować, bo jutro się będę weselić wraz z Alanem i ciocią Jolą, bo w takim składzie będziemy podbijać parkiet, ale o tym pewnie jeszcze Wam opowiem :-)



8 komentarzy:

  1. A ci kominiarze chociaż przystojni? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia gustu :-) grunt, że w swoich mundurkach, znaczy szczęście przynieśli.

      Usuń
  2. Czysty komin to podstawa nie tylko gdy masz piece w domu, ale również gdy w domu są termy gazowe, a zwłaszcza te starszego typu, które nie posiadają automatycznych wyłączników, kiedyś przez taki zatkany komin nie odjechałam na tamten świat na szczęście moi chłopcy zorientowali się że coś musi być nie tak. i uratowali mnie od niechybnej smierci, a co do grzania no cóż ja mam to szczęście, że nawet w domu brak kaloryfera i okna otwarte cała dobę przez 24 godziny, chyba że leje się z nieba to wtedy muszę pozamykać okna, aby nie napadło do środka bo tutaj jak już pada to konkretnie. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż mi dreszcz przeszedł po ciele gdy opowiedziałaś swoją historię, dziękuję, że się nią podzieliłaś. Za to zazdroszczę Ci obecnego stanu, marzę by zima mnie z daleka mijała.

      Usuń
  3. U nas palenie w kominku daje podwójne efekty, bo przy okazji komin ogrzewa sypialnię. Jest wtedy dłużej ciepło, niż przy ogrzewaniu centralnym, ale jednak w chłodniejsze dni sam kominek nie wystarcza. Niestety węgiel sporo kosztuje, a tona na zimę nie wystarcza.

    Miłego dnia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, znam to bardzo dobrze. U mnie na początek i na koniec sezonu też odpalam kominek, wychodzi taniej, a i walory estetyczne są znacznie lepsze niż ogień w zamkniętym piecu w kotłowni. A co do węgla to naprawdę jakaś czarna rozpacz mnie dopadnie wiosną gdy po raz kolejny znużona będę ładować, albo czyścić piec.

      Usuń
  4. na samą myśl włos się jeży na głowie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście ja zdążyłam w porę, mam nadzieję, że innym właścicielom kominów przypomniałam o czyszczeniu (o ile się zapomnieli). Wizyty kominiarskie już zamówiłam na stałe... w abonamencie.

      Usuń