poniedziałek, 5 października 2015

NIE BĘDĘ SPAŁ

To miała być taka sielankowa niedziela. Nic nie planowałam, nie musiałam gotować obiadu, nie spodziewałam się gości.... już cieszyłam się, że będę mieć chwilę wyłącznie dla siebie, gdy Alan (tradycyjnie w okolicach południa) utnie sobie 2-3 godzinną "drzemkę" :-) Niestety, życie to nie bajka, mój plan diabli wzięli, bo moje prawie dwuletnie dziecko stwierdziło, że tego dnia spać nie zamierza. Dodam, że to jego pierwszy cały dzień bez snu... zatem wyobrażacie sobie moje zdziwienie?

Czyżby kończyła się era popołudniowej drzemki? To dla mnie tragedia! Kiedy ja cokolwiek będę mogła zrobić? A może to syropy tak na niego pobudzająco działają (bo niestety od kilku dni znowu walczymy z przeziębieniem), mam nadzieję, że to te syropy, bo sobie nie wyobrażam dnia bez tej odrobiny wolnego czasu tylko dla siebie. Wtedy ogarniam dom, albo serfuję, albo piszę, albo nagrywam. Zawsze jest co robić. 


Dziś zatem gdy zbliżała się godzina "zero", a moje dziecko ochoczo biegało po domu byłam tym już trochę załamana. Kiedy usiądę do piskania? Może nocą, bo znowu od dziś jestem na "opiece",  a skoro rano wstawać nie muszę, to jakaś szansa jest, że się podniosę z łóżka gdy Alan zaśnie. Na szczęście tym razem w pewnym momencie Alan podszedł do mnie oznajmiając: AAAAA A! - Boże nawet nie wiesz jak się cieszę. Nie, żebym miała Syna dość, ale nauczyłam się, że dzieci lubią schematy i powtarzalność i ja takie schematy i powtarzalność też już polubiłam i dzień bez drzemki dziecka, to jakiś taki dziwny jest.Jak dobrze, że dziś wszystko wróciło do normy.

Za to wczoraj mieliśmy dla siebie o wiele więcej czasu niż to było w planach, w sumie dobrze, bo wtedy gdy jest najmilej i najcieplej na zewnątrz, Alan śpi. Zatem mimo "przekichanego przeziębienia" wyszliśmy choć na moment szukać słonecznych promieni. Słońce to przecież witamina D w czystej postaci, trzeba więc było korzystać. Tym bardziej, że mój Malinowy Król znalazł jeszcze krzaczki, które nie świeciły pustkami, zresztą sami zobaczcie :-) tak to ujęłam swym bystrym okiem.



 



Jesień ma to do siebie, że wiele przysmaków można dostrzec, bo to przecież czas zbiorów i plonów. Były zatem maliny, ale też znaleźliśmy orzechy i kwiatka dla Babci. 







No i wszystko wskazuje na to, że po soku malinowym i malinowo - aroniowym  popełnię jeszcze sok winogronowy. O ile tylko czas na to znajdę, bo przecież wszystko zależy od drzemek Alana, czy będą? A może moje dziecko właśnie zaczęło z nich wyrastać? Oby nie! Niech się dziecina wysypia, snu mu żałuję jedynie o poranku gdy zbieramy się do żłobka i do pracy, wtedy jestem bezwzględna, w innych momentach pozwalam mu na wysypianie się do woli!

Póki zatem jeszcze śpi zmykam, na orzechy (nie pytajcie jak wyglądają moje dłonie od tych jesiennych przysmaków, powinnam chodzić w rękawiczkach, no ale coś za coś - spiżarnia na zimę się zapełnia). Miłego dnia!



12 komentarzy:

  1. Pozazdrościć takiego pięknego ogrodu pełnego skarbów :)
    Maluchy czasem lubią robić na przekór, jak rodzice oczekują, że dziecko jak zwykle pójdzie spać bo my mamy mnóstwo planów, to ono akurat zechce nam towarzyszyć :) Bywa też tak, że dzieciaki po jakimś czasie skracają sobie sen podczas dnia lub całkiem z niego rezygnują. Moja siostrzenica np. ma dopiero 5 miesięcy, a wcale nie śpi za wiele jak na swój wiek. Z reguły dzieci do 3 roku życia spały 2 godzinki dziennie, a teraz to z tego co obserwuję to już jest tak coraz rzadziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas spanie popołudniowe od roku było bardzo regularne, stąd moje zdziwienie. Pewnie nadejdzie ten moment gdy o drzemce dziecka będę mogła zapomnieć. Póki co na szczęście i wczoraj i dziś Alan znowu uciął dłuższego komara.

      Usuń
  2. Ja przestałam zwracać uwagę na drzemki synka. Jeszcze się sam nie przemieszcza w prawdzie to też nie przeszkadza jak coś robię, ale też się nie złości i nie marudzi jak jest porzucany samopas. Co więcej, lubi jak coś się w domu dzieje, więc jak zajmuję się domowymi rzeczami i robię przy tym jednocześnie dużo zamieszania to mogę zrobić prawie wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy Alan był mały i znacznie bardziej "stateczny" (czyli tak do pierwszego roku życia) też udawało mi się wykonywać różne prace przy nim w ciągu dnia. Obecnie trzeba go mieć na oku prawie cały czas, a dodatkowo dochodzi też nowe wyzwanie, bo przychodzi do mnie i ciągnie mnie za rękę jakby chciał powiedzieć: Mamo przestań sprzątać (gotować, prać, cokolwiek...) chodź się teraz ze mną pobaw, zajmij się mną. Dla mnie wybór jest prosty, z wielką przyjemnością porzucam rozpoczętą pracę na rzecz zabawy z Synem.

      Usuń
  3. A jakie szczęście maluje się na jego buźce. Cudo! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie jak już się uśmiechnie, to tak od ucha do ucha :-)))

      Usuń
  4. Kiedyś dawno temu jeszcze 3 i 4 latki spały (lub leżały) w przedszkolu obowiązkowo jednak już ze 20 lat temu nawet w przedszkolach leżakowanie jak to nazywali było tylko dla tych dzieci które chciały spać, wszystko się zmienia i być może rzadziej będzie spał w ciągu dnia bo to zawsze indywidualna sprawa maluszka, aby jak najdłużej. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W żłobku mają leżakowanie, więc pewnie tak szybko się nie odzwyczai (mam nadzieję), póki co to był tylko epizod i jak do tej pory jedyny taki dzień w jego życiu, gdzie nie było drzemki w południe. Nic jednak na siłę, jak się skończy czas leżakowania, to przyjdzie nowa era....= też jakoś damy radę :-)

      Usuń
  5. Myślę, że ładna pogoda plus medykamenty zadziałały ze zdwojona siłą: Jeśli tylko Alan nie płakał z powodu braku snu i nie byl nadmiernie marudny to chyba warto było przeżyć takie doświadczenie. Wtedy jeszcze bardziej docenia się chwile tylko dla siebie.ps Winogrona wyglądają niezwykle apetycznie. Sok także pewnie będzie wspaniały. Dużo zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj warto było, warto... szkoda, ze póki co kończy się piękna pogoda. Mnie niestety też dopadł jesienny katar, mówię jak kaczka i jestem jak nigdy pociągająca. Ot takie jesienne przypadłości...

    OdpowiedzUsuń
  7. Pamiętam, gdy u mnie dzieci kolejno przestawały sypiać w dzień. Pamiętam tą załamkę totalną i czarną rozpacz! Na szczęście do wszystkiego idzie sie przyzwyczać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko tym się pocieszam, że się do tego przyzwyczaję i ja i On. Na szczęście póki co to był jednorazowy "wyłam" ze schematu.
      Ps. Witaj Mira w moim świecie, zapraszam tu częściej.

      Usuń