środa, 7 października 2015

RŻNĘŁAM, ŻE WIÓRY LECIAŁY!

Fot. moja własna :-) jest moc!
Ręce mi się dziś nieco trzęsą, no ale mam nadzieję, że nad nimi zapanuję. Wiecie jak to jest gdy adrenalina podskoczy wysoko? Dziś zaliczyłam swój pierwszy raz z piłą spalinową. Oko w oko - ona i ja... i stara krokiew do pocięcia. No cóż bywają takie chwile w życiu singielki - farmerki kiedy trzeba podejmować się zadań, które zwykle należą do faceta. 

Zaczęło się od tego, że nie mam już czym palić w kominku. Kaloryfery jeszcze zimne, sezon jeszcze u nas się nie zaczął, więc się dogrzewamy paleniem drewna. Drewniane zapasy topniały mi z dnia na dzień i szaleńczo zaczęłam szukać rozwiązania tej trudnej dla mnie sytuacji. Co zrobić, by nie trzeba było kupować drzewa? Wiadomo kasa trzyma, więc zaczęłam kombinować. Mózg mi się gotował, aż nagle jest - wymyśliłam, właściwie w głowie zaświeciła mi się piękna jasna lampka, a może żarówka (grunt, że mnie oświeciło) i już wiedziałam co zrobię: telefon do Przyjaciela! W zasadzie bardzo zuchwały telefon: M. bierz swoją piłę i przyjeżdżaj, będziemy rżnąć... drewno na poddaszu - dodałam. Udało się - M. się zgodził!


Na drugi dzień zjawił się w pełnym ekwipunku z piłą w dłoni! No i rozpoczęłam swoją edukację "mini drwala" - tu olej dwusuwowy, tu mieszanka z benzyną 95, w proporcjach 40:1, tu ssanie, tu blokada, tak trzymaj, tu dociskaj i najtrudniejsze sznurek do odpalania, tu przytrzymujesz bardzo mocną nogą, a tu ciągniesz mocno i energicznie.... Przyznam, że to ciągnięcie było dla mnie najtrudniejsze, ale jaka to satysfakcja gdy już maszynę odpalisz i można zacząć rżnąć. Najbardziej mi wibrowała lewa ręka, do tej pory czuję, że jeszcze z wrażenia nie wróciła do siebie. Cóż mogę powiedzieć podobają mi się te zabawki dla dużych chłopców.

Nacięliśmy drewna na kilka kolejnych dni... dobrze mieć takiego Przyjaciela. 


Na dodatek muszę powiedzieć, że na tym pierwszym razie się nie skończy, bo M. odjechał, ale piła została, zatem muszę sobie znaleźć pomocnika do ściągania starej krokwi, jak dobrze, że sobie przypomniałam o tym, że ją tam mam, bo to przecież drzewo wyleżałe, ba wy sezonowane, bo ma jakieś 120-130 lat. Co prawda miałam co do niego inne plany, ale trudno... zimno jest, a czymś trzeba palić by dom nieco ogrzać. Tylko nie mówcie mi teraz, że w popiół obracam wartościowe drewno, bo się załamię.

Takim oto sposobem zostałam miejskim drwalem, który rżnie w zaciszu swego poddasza, że aż wióry lecą. Na wszelki wypadek przeglądnęłam się przed chwilą w lusterku - brody jeszcze nie mam :-) Ważne, że ogień w kominku podtrzymany - zaś ja czuję się jak prawdziwa Matrona dbająca o rodzinne ognisko.

W każdym razie dumna jestem z siebie, bo jak się okazuje to wcale nie jest takie trudne, wystarczy chcieć i można się nauczyć. Jedno jest pewne, to niebezpieczna zabawka i trzeba być przy takiej pracy z piłą niezwykle opanowaną i skoncentrowaną, co by krzywdy nie zrobić sobie i osobie towarzyszącej.

A propos osoby towarzyszącej za 10 dni mam wesele i nie mam z kim iść? M. wyjeżdża na wakacje, drugi kumpel Singiel zapracowany, bo kampania w toku, a On w samym środku tej kampanii, trzeci też już ma inaczej weekend zaplanowany. Nie pozostaje mi nic innego jak wziąć ze sobą osobę towarzyszącą dla Alana, a nie dla mnie. Ależ tych Singli mało... ;-) Ech życie...

A jutro się wezmę za drewno pod domem... mam tam jeszcze kilka klocków, które należałoby ukrócić, byleby katar mi w tym nie przeszkodzi, bo niestety nabyłam go ostatnio od Alana, cóż leczony trwa 7 dni, nieleczony tydzień, trzeba będzie to jakoś... przekichać.


14 komentarzy:

  1. Kochana, a może na owym weselu poznasz kogoś ciekawego? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No raczej w to wątpię, bo obecnie (stety lub niestety) lubię swój stan, za to marzyło mi się spędzenie nocy na parkiecie.

      Usuń
  2. 120-letnie drewno na opal?Trzeba je bylo wystawic na Gummy Tree,moze jakis artysta odkupilby w celach artystycznych?Z tego co sie orientuje duzo tansze niz w Malopolsce drewno opalowe mozna kupic w wojewodztwie lubelskim,tylko trzeba by sie zrzucic na oplacenie kursu TIRA,w sumie jednak byloby to do zrobienia w kilkanascie osob,my takzedogrzewamy dom kominkiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to zrzucamy się? Ale wiosną by się podsuszyło i będzie w sam raz na kolejny sezon. A co do tych krokwi to mam nadzieję, że nie są wartościowe, bo sporo z nich już poszło z dymem.

      Usuń
  3. Ehh... pamiętam jak byłam w Mongolii, gdzie z utęsknieniem czekaliśmy aż zaczną grzać kaloryfery od 1-go października, bo już nie szło wytrzymać. A jak przyszła zima to na wewnętrznej stronie okien mieliśmy ok 3-4 centymetrową warstwę lodu przy ramie (tak, tak w na wewnętrznej stronie okien). I w zasadzie robiło to świetną izolację aż do wiosny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toż to hardcorowe opowieści nam tu snujesz... Trudno to sobie wyobrazić, ale pamiętam jak jeszcze nie tak dawno, gdy miała stare okna, to też ściągałam spore ilości lodu z okien, nie pomyślałam o tym, że mogą być dobrą izolacją. Na szczęście "chłodne" czasy za mną, a na Alanie "zimnego" chowu nie testuję.

      Usuń
  4. Co tam dokładnie ciełaś na tym poddaszu? Jekieś krokwie, czy coś w tym rodzaju? A dachu to nie uszkodzi? Tak sie pytam, bo coś mi dzisiaj wyobraźnia szwankuje ;-) Ja w życiu piły nie trzymałam, ani nawet wiertarki, ale jakby mnie konieczność przydusiła, to kto wie, może i bym się zaprzyjaźniła z tymi męskimi, hałasującymi zabawkami. Mężczyźni lubią hałaśliwe zabawki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, to stara konstrukcja do demontażu, dach się nie zawali, nie ma takiej opcji. Powiem Ci, ze co do tych hałaśliwych zabawek to mi się marzy taki mini warsztat, ale taki kobiecy (wiertarka jednak nie musiałaby być różowa - ostatnio takie widziałam). A do warsztatu proszę jeszcze o trochę wolnego czasu i wówczas mogę szaleć. Już sobie wyobrażam jak buduję domek na drzewie, albo inne ciekawe konstrukcje :-)
      W sumie gdybym tylko znalazła sponsora do takiej akcji, to podjęłabym się wyzwania.

      Usuń
  5. No Monia brawo taniec z piłą elektryczną musiał być ekscytujący :) a tak na marginesie czy jest coś czemu byś nie dała rady? Jesteś jak "kobieta pracująca", żadnej pracy (i przedmiotu) się nie boisz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spalinową nie elektryczną :-) więc ta jest nieco cięższa, ale za to bardziej poręczna. Taniec zaiste był ciekawy, dziś wióry też leciały, ale, ze był "pożyczony" mężczyzna pod ręką, to go niecnie do tej pracy wykorzystałam. A co do prac, niektóre wyzwania trzeba podjąć, choć wierz mi, że taką pracowitą mróweczką czy pszczółką to ja nie jestem.

      Usuń
    2. Ups przepraszam za pomyłkę. Nie znam się na tych sprzętach pomimo, że mój mąż ma taką zabawkę. Wolę jednak od takich cacek trzymać się z daleka, bo przypuszczam, że taka piła by mnie mocno sponiewierała :)

      Nie bądź taka skromna Moniś. W swoich postach często opisujesz swoje życiowe wyzwania dotyczące zajęć domowych i gospodarczych i nie załamujesz rąk tak jak to czynią kobiety, tylko zakasujesz rękawy i bierzesz byka za rogi :)

      Usuń
    3. Takie życie, nie ma co marudzić skoro zdrowie w miarę dopisuje to mogę podejmować się wyzwań. A tak szczerze marzy mi się kilka takich męskich zabawek, wtedy mogłabym Alana uczyć majsterkowania i być może wspólnie zrobilibyśmy jakieś fajne mebelki, zabawki, huśtawki... :-)

      Usuń
  6. No i fajnie :) widzę, że drzemie w Tobie dusza majsterkowicza :) ja jednak nie mam zamiłowania ani daru do tego typu zajęć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie chciałaby być bohaterem mojego domu - to fakt :-)

      Usuń