czwartek, 5 listopada 2015

KIM JESTEM? DOKĄD ZMIERZAM?

Fot. Aga Krzywoń
Puk, puk... jesteście tam jeszcze? Mam małe wyrzuty, że zrobiłam sobie blogowy odwyk, ale czasem odpoczynek od procesu myślowego, który się przelewa w eter - też się należy, a nawet czasem warto tak zrobić by nabrać odpowiedniego dystansu, nowego spojrzenia na to co już za nami. 

Początek listopada sprzyja przemyśleniom, to pewien czas nostalgii, wspomnień, to też dla mnie czas na swój własny rachunek sumienia. Co takiego w życiu osiągnęłam?

To czym się mogę pochwalić, to stan obecny, czyli wymarzone dziecko i wewnętrzny spokój.

Mogę też myśleć pozytywnie o przyszłości, wierząc, że jakoś to wszystko poukładam i zamiast popadać w długi, będę ten nasz "wózek" pełen życiowych spraw pchać do przodu. W sumie tak jest, bo przecież jeszcze tylko 8 miesięcy, czyli już niespełna rok i pozbędę się kredytu, który ciąży nam okropnie. Choć sporo osób nie wierzyło w to, że dam radę to unieść. Dzięki Rodzinie się udało. Dziękuję Wam.


Właściwie to dumna jestem, gdy po raz kolejny udowadniam światu, że jednak mimo przeciwności idę dalej.

Ostatni miesiąc był pełen takich wyzwań. Chorował Alan, chorowałam i ja.... niby zwykłe przeziębienia, a jednak męczące. Właściwie do dziś odczuwam dyskomfort, bo w gardle nadal mi coś drapie. Oczywiście właśnie wtedy musiałam zamawiać i zwalać węgiel. uruchamiać piec, sprzedawać zboże, rżnąć drzewo, czyścić kominy, myć okna, prać i prasować firanki... życie! Nie ma lekko.

Przez to, że mój mały mężczyzna nie potrafi jeszcze prawić komplementów, muszę je sobie czasem prawić sama. Inaczej bym pewnie zwariowała, a od dodatkowych farmerskich zajęć pewnie schłopiała. A tak powiem sobie wieczorem: Dzielnaś! - i od razu mi się lepiej na duszy robi. Po czyszczeniu pieca patrzę w lustro i mówię: Do twarzy Ci z tym czarnym podkładem na twarzy :-) a może sadza to ekologiczna maseczka, która przyniesie wkrótce olśniewające efekty? No oczywiście, że tak!

Jest jednak pułapka, bo można by ogłupieć od samo komplementowania, ale na szczęście jest jeszcze wirtualne miejsce, gdzie są osoby które wspierają mnie od dawna. Blog - gdy tu się trochę naopowiadam, to komentarze też podnoszą na duchu.

Kim jestem? Czy mogę być dumna z tego co osiągnęłam, czy powinnam się pogrążać tym czego nie udało mi się zrobić? Nie ma co użalać się nad tym czego nie udało się zrobić, no chyba, że jest okazja, by ponownie podjąć rękawicę w danym temacie. Zastanawiam się, czy gdybym miała tylko taką możliwość, to czy wróciłabym na studia, po to by zdobyć słynne mgr przed nazwiskiem. Czy jest mi ono jednak do czegoś potrzebne? No może praca i pensja mogłyby być lepsze, zaś ja co najwyżej mądrzejsza, bo rewolucji w mojej głowie to raczej nie zrobię, a do prania mózgu też się nie nadaję (chwała Bogu!).

Czy w dobrym kierunku idę? Nie mam pojęcia. jednak od ponad 2 lat mam już swój sens życia, którego mi bardzo brakowało. Dziecko - niespełnione marzenie z czasów małżeńskich. Mam też spokój, ten wewnętrzny, którego przez lata mi bardzo brakowało. Wyciszenie się, poukładanie wszystkiego w głowie, chęć życia, brakuje mi jeszcze do tego wyspania i przespanych nocy, może miłości, wsparcia... takiego prawdziwego. Jednak nic na siłę, bo w sumie nie mam przecież czasu na miłość. Tylko w ckliwych momentach łezka może się zakręcić w oku, gdy obejrzę fragment jakiejś komedii romantycznej.

Mimo wszystko dobrze mi,wystarczy, że wspomnę sobie lata małżeństwa, to od razu wiem, że właśnie teraz powinnam się cieszyć tym co mam, a nie tęsknić za tym czego nie mam.


8 komentarzy:

  1. Monia, też tak sądzę - Dzielnaś! Podziwiam Cię dziewczyno, że pomimo tylu przeciwności jesteś taką wspaniałą optymistką i tak skutecznie wszystko przezwyciężasz. Tak trzymaj! Działaj i spełniaj swoje marzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Edytko, staram się.... choć dziś jak po kilku dniach przeczytałam to co napisałam to się nieco zaczerwieniłam, że się aż tak samoskomplementowałam. Cieszę się, ze masz o mnie takie zdanie.

      Usuń
  2. Ja to ogromnie podziwiam kobity takie jak ty. Nie mam pojęcia jak sama dałabym sobie radę w podobnej sytuacji. Pewnie nie dałabym... Dzielnaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :-) F. szkoda tylko, że ostatnio czasu mi tak bardzo brakuje, tak bym chciała mieć możliwość regularnego bywania w blogerskim świecie. Ps. Wkrótce dzielnie nadrobię u Ciebie zaległą lekturę - BO LUBIĘ!

      Usuń
  3. Wchodzę codziennie, a tutaj cisza. Zaczęłam się nawet denerwować, czy u Ciebie wszystko dobrze, i czy nic złego się nie stało, bo w sumie jest to chyba Twoja najdłuższa przerwa w blogowaniu. Dobrze, że w niedzielę Cię zobaczyłam i upewniłam się, że jest ok. kamień spadł mi z serca.
    Masz rację trzeba sobie dać trochę czasu tym bardziej, że życie gna do przodu na łeb, na szyję. Ważne jest by się nie zmuszać do niczego, bo wtedy przestaje to być pasją i przyjemnością, a staje się obowiązkiem wykonywanym z przymusu i niechęci.
    Osiągnęłaś Moniś bardzo wiele i zawsze wszystkim będę Ciebie stawiać za wzór jako wspaniałej matki Polki. Wiem, że jest Ci ciężko, ale wierzę w to, że na Twojej drodze stanie jednak wspaniały człowiek, który będzie Ciebie godzien i osłodzi choć trochę Twoją samotność :)
    Dołączam się do reszty i krzyczę ....... DZIELNAŚ !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agunia, znaczy Gabunia dziękuję, choć ja w stosunku do Ciebie i Twoje dzielności, odwagi i wiary w lepszy dzień jestem takim malutkim pikusiem.
      Ps. Nie wiem czy zauważyłaś, ale byłam tak wzruszona w niedzielę, że mi się łezka w oku kręciła na Twój widok. Cieszę się, że do nas nareszcie wracasz.

      Usuń
  4. Oj Moniś podupadłam psychicznie bardzo i już nie jestem taka pełna energii i walki o lepsze jutro :(
    Póki co staram się wrócić do blogerkiego świata, chociaż u siebie jeszcze jakoś nie mam weny. Wracam lecz nie wiem na jak długo, bo na horyzoncie szykują się kolejne zmagania ze światem bólu i może cierpienia :(

    Mi też było miło zobaczyć Ciebie i Alanka dlatego do was podeszłam, chociaż nie było to dla mnie takie łatwe ponieważ jakoś moje kontakty z otoczeniem jeszcze bardziej się ograniczyły.
    Cały czas się jednak zastanawiam kiedy odważysz się mnie wreszcie odwiedzić ;)
    Czekam i czekam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyjadę, przyjadę tylko upewnię się, że zarazek ospy nie roznoszę, bo półpaścem nie chciałabym Cię uraczyć. Na samą myśl spotkania bardzo się cieszę.

      Usuń