piątek, 13 listopada 2015

OSPA CZY NIE OSPA?

Wtorek - dzwonią około 10.00 do mnie ze żłobka: Pani Moniko mamy w żłobku ospę, a Alan ma kilka krostek. Ale bez paniki, jednak chcieliśmy, żeby Pani o tym fakcie wiedziała.

Bez paniki łatwo powiedzieć. W sumie właśnie miałam zamiar w grudniu skorzystać z darmowego szczepienia przeciwko ospie, a tu taka niespodzianka. Doktora googla poprosiłam więc o zdjęcia tych co to na ospę zapadali - o matko i córko, ależ widok. Może lepiej nic nie oglądać, wszak co ma być to będzie.

Po chwili znowu telefon ze żłobka: Pani Moniko prosilibyśmy by Syna odebrać do domu jak najszybciej.

Co robić? Jak wyjść z pracy tak wcześnie, z drugiej strony już ponad połowa dniówki za mną. Udało mi się utargować godzinę w pracy, w żłobku też się zgodzili na odbiór o zaproponowanej z mojej strony godzinie - ufff...



Fot. http://dumnamama.pl/choroby-zakazne-ospa-wietrzna/
Odebrałam Alana - a ten w całkiem dobrym humorze, w sumie nie odbiegającym od codziennej normy. Krostek doliczyłam się w sumie 5. Dzień wcześniej też je widziałam, ale pomyślałam, że pewnie jakaś mrówka go ugryzła w żłobku, bo właśnie odbierając go w poniedziałek ze żłobka rzuciły mi się one w oczy. 3 na dłoni, a potem przy kąpieli odkryłam jeszcze jedną na łokciu i jedną na plecach. Pomyślałam, że gryzący go insekt musiał być strasznie upierdliwy skoro nawet na plecy dotarł. Nawet przez myśl mi nie przeszło, by skojarzyć to z ospą.

Oczywiście zadzwoniłam do naszej ulubionej Pani doktor, umówiłyśmy się na czwartek rano, bo trzeba było dać szansę krostkom na pokazanie na co je stać. W czwartek o poranku nadal mieliśmy tylko pięć krostek i taki stan pozostaje do dziś. I raczej był to fałszywy alarm, bo te powoli, bez strupków i jadzenia się zanikają. Mimo wszystko chyba w poniedziałek czeka nas pobieranie krwi, by wykluczyć tzw. ospę utajoną. Bo mimo wizyty lekarskiej nie udało nam się potwierdzić lub wyeliminować tę chorobę, choć mimo wszystko więcej symptomów jest przeciw niż za.

Nie ma swędzącej wysypki, ogólnego rozdrażnienia, czy zmęczenia. Nie ma też braku apetytu, gorączki i szklistych oczu. W sumie to nie wiem czy się cieszyć czy nie? Z jednej strony chciałam zaszczepić, ale z drugiej strony sama ospę przechodziłam i wiem, że warto tę chorobę przejść w pierwszych latach życia, by potem mieć spokój. Ech te rozterki... wszak jestem za szczepieniami i profilaktyką. Nie żałuję, że szczepiłam na rota wirusy i pneumokoki. Myślę jeszcze o meningokokach. W sumie to podałam w żłobku myśl , by napisać pismo do naszego burmistrza o refundację tych szczepionek w ramach tzw. profilaktyki, wiem że w innych miejscowościach są takie programy.

A tak przy okazji co myślicie o słynnych i ponoć bardzo modnych ospa party? Pomijam już fakt, że na takie igraszki matki pchają zdrowe dzieci, bardziej mnie dziwi, że zgadza się na to matka chorego dziecka, które przecież może być rozdrażnione, apatyczne, z gorączką, ogólnie osłabione i do tego wyglądające tak, że inne dzieci mogę je wytykać i naśmiewać się z niego. Dla chorego dziecka to może być traumatyczne przeżycie. 


No to mamy tę ospę, czy nie mamy? Bo ja już sama nie wiem, chyba faktycznie czekają nas badania laboratoryjne, ale to się okaże dopiero w niedzielę wieczorem, gdy przyjdzie nam oceniać te 5 krostek. No właśnie krostki czy chrostki? Który zapis jest bardziej adekwatny i poprawny, bo w sumie nie wiem i trochę się łamię którego używać :-)


8 komentarzy:

  1. Chyba krostki jednak.A co do ospa party,osobliwy pomysł, ale moze przyspiesza wyzdrowienie niektorym rekonwalescentom?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to dobrze wybrałam: krostki. A co do ospa party, to ja chyba jednak się na taką imprezę nie piszę. Żal by mi było Alana w roli "zaraziciela": Alan pocałuj Lenkę, przytul Kacperka.... :-) oczywiście przesadzam, ale gdy dziecko jest chore, to raczej nie ma ochoty na harce.

      Usuń
  2. Nie spotkałam się wcześniej z terminem "ospa party". Jednak już nadrobiłam braki w wiedzy i raczej jestem na nie. Z jednej strony fajnie faktycznie, żeby maluch miał to szybko za sobą, jednak celowe zarażanie go? Zawsze się narażamy na niebezpieczne powikłania. Chyba wolałabym jednak, żeby takie rzeczy działy się naturalnie niż żebym miała potem coś na sumieniu. A zwłaszcza jeśli mówimy o zdrowiu mojego dziecka.
    Dużo zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki F. jutro się dowiemy czy to faktycznie ospa, choć raczej na moje oko to był fałszywy alarm. Też mam podobne zdanie, choć jeżeli się okaże, że to fałszywy alarm, to zastanowię się raz jeszcze nad szczepionką.

      Usuń
  3. Ja na razie na ospę też nie szczepiłam, choć mam w planach, ponieważ sama jako dziecko przechodziłam ospę bardzo ciężko. Ogólnie temat szczepień jest bardzo drażliwy. Ja ostatnio zdecydowałam się na pneumokoki, ponieważ wysyłam małego do żłobka, więc to szczepienie jest wtedy szczególnie polecane. Polecam też na facebooku taki profil szczepimy,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajny ten Fan Page: szczepimy. Polubiłam :-) a co do pneumokoków czy innych szczepień, to dopytaj w swoim żłobku czy macie szczepienia refundowane. Ja na przykład jedną dawkę pneumokoków kupiłam, ale kolejna poszła już z programu "żłobkowego" - zawsze to oszczędności, bo szczepionki tanie nie są. Zastanawiam się nad ospą, bo tę szczepionkę też mam refundowaną z tytułu żłobkowania dziecka. Ale muszę spokojnie przemyśleć wszystkie za i przeciw - dopiero wtedy podejmę decyzję. A mam już potwierdzenie, że to co Alan miał to nie ospa, a wysypka, więc szczepienie nadal jest w jego przypadku możliwe.

      Usuń
  4. Fajnie, że problem ospy został rozwiązany, bo przypuszczam jak musiałaś się denerwować żyjąc w tej niepewności. Co do szczepień jestem jak najbardziej za. Dużo rodziców nie szczepi dzieci, ale ja uważam, że to jest nieodpowiedzialne narażanie dziecka na czyhające zarazki i bakterie. Ostatnio słyszy się, że wracają dawne choroby: gruźlica, koklusz, odra, czarna ospa itp. Ja myślę, że to brak szczepień jest głównym powodem. Teraz te wszystkie szczepy chorób są bardziej groźne ponieważ często się mutują dając ciężką do pokonania chorobę o nasilonych objawach.

    Ospa party to kolejna głupota. Słyszałam kiedyś wypowiedzi lekarzy w tym temacie i zgadzam się z ich opinią, a mianowicie, że taki kontakt z chorym dzieckiem może być niebezpieczny dla naszego dziecka. Dlaczego? Tak na prawdę nikt nie wie co drzemie wewnątrz organizmu naszego dziecka. Czasem przy niskiej odporności może dojść do ciężkich powikłań, o których wspomina F. Uważam, że nie ma co kusić losu i przyspieszać pewne rzeczy. Rodziców posyłających swoje dzieci na tego typu przyjęcia, czy też wydających przyjęcie z powodu choroby dziecka uważam za kompletnie nieodpowiedzialnych i niemądrych. Pomyślcie jak może czuć się chore dziecko. Czasem z powodu uporczywych krostek (u mnie jakoś przyjęło się sformułowanie "chrostki" :)) lub też towarzyszącej gorączki nasza pociecha nie ma wcale ochoty na zabawę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Denerwować się nie denerwowałam, ale chciałam wiedzieć na czym stoimy, takie bycie w niebycie, czyli nie wiadomo czy ospa czy nie jest bardzo wkurzające. A decyzję już podjęłam. Jeżeli Alan nie wpadnie w kolejny wirusowy szał, to za 2 tygodnie szczepię go przeciw ospie.

      Usuń