środa, 30 grudnia 2015

ŻŁOBEK, PRACA, DOM, KASZEL I KATAR – TYLKO TYLE?



fot. z albumu rodzinnego
Moje życie toczy się w kółko tak samo, przynajmniej momentami tak mi się wydaje, można by powiedzieć, że to swego rodzaju monotonia, gdyby nie małe przerywniki, które ni stąd, ni zowąd nagle się pojawiają i burzą wszelkie plany. Wszystko było w miarę stabilne na macierzyńskim. Niestety od lutego zaczęliśmy żłobkowanie, od marca pracę i od tego momentu nie było miesiąca bez choroby (chyba tylko sierpień pod tym względem był najbardziej wyjątkowy).

Poranne wstawanie, nocne mleka dawanie (nadal nie przespałam w pełni ani jednej nocy), leczenie, zabawy, kupki, strupki – proza życia, a do tego to szambo wylało, to rura się zapchała, to żniwa, to piecowanie.... ech życie... ale wiecie co nie mogę narzekać.

Kilka dni temu odwiedziła mnie moja młoda Przyjaciółka, która ma również małego Synka. Podjechała w czasie spaceru wózkiem, dziecko w nim spało. Jakoś mi się tak powiedziało:

niedziela, 27 grudnia 2015

TAKIE TAM POZBIERANE PO ŚWIĘTACH MYŚLI

Fot. Aga Krzywoń
Lubie patrzeć na Syna gdy ten śpi. Jego wyraz twarzy jest taki spokojny, niewinny, oddech równy. To dziwne, ale taki widok potrafi mnie cieszyć. Ten moment zawieszenia na minutę, maksymalnie dwie tak doładowuje, że ma się siły na wiele kolejnych dni.

Szkoda, że nie pamiętamy swojego dzieciństwa. Gdzieś w podświadomości oczywiście są zapamiętane i wyuczone właśnie we wczesnym dzieciństwie sceny i zachowania. To właśnie ten okres w naszym życiu, który przez wielu rodziców jest traktowany po macoszemu ma bardzo duży wpływ na charakter i ukształtowanie nas. Alan ma już dwa latka przed drugimi urodzinami zaskoczył mnie i zaczął poszczególne wyrazy odmieniać, pytam go:

- Kto to?
- Ciocia Jola
- A gdzie idziemy? Do...
- Cioci Joli.

Niesamowite, że małe dzieci tak szybko łapią podstawy naszego języka. Właściwie wszelkich języków które im serwujemy we wczesnym dzieciństwie.

czwartek, 24 grudnia 2015

ZDĄŻYLIŚCIE ZE WSZYSTKIM?

Miałam plan, który zrodził się w mej głowie już w listopadzie. Jeżeli tylko się uda, to wezmę urlop w grudniu i się udało! Byłam pewna, że wówczas spokojnie zdążę z imprezą urodzinową Alana, potem z wigilijną wieczerzą, że odkurzę blog i nawet opiszę kilka wspomnień, które chcę zachować w pamięci, do sprzątam dom.... ogólnie nadrobię wszelkie zaległości... plan diabli wzięli mimo, że już od 11 grudnia nie chodzę do pracy. Wiecznie coś staje na drodze. Albo coś co planowałam robić dzień, robię trzy dni, tu się coś popsuje, tam trzeba podjechać itd... nawet słynną trzydniówkę zaliczyliśmy z Alanem, czyli chytry plan: dziecko do żłobka, a Matka nadrabia zaległości poniósł porażkę po całej długości. W sumie to chyba nie ma się czym chwalić, no chyba że tym, że mimo wszystko nie wpadłam w gorączkę przedświąteczną i nasz "święty spokój" wciąż nam towarzyszy.

Pamiętam jak przed laty przygotowaniom do świętowania towarzyszyły mi duże nerwy, jak dobrze, że to już minęło. Nikt mnie nie popędza, nikt nie patrzy na ręce. Zdążę to zdążę, nie zdążę, to będzie mniej do zjedzenia i tyle :-) co do sprzątania, coś tam zrobiłam, może nie wszystko co chciałam, ale zrobiłam, z tego trzeba się cieszyć, a nie rozpaczać nad tym co by mogło być. Grunt, że choinka stoi, trzydniówka minęła (nomen omen dziwna nazwa dla choroby która trwa przynajmniej 5 dni).

Jeszcze tylko sernik, pierogi i uszka i będzie można zacząć wspólnie z najbliższymi świętować.

Za to cieszę się, bo nareszcie złożyłam kojec. Ten ze zdjęcia poniżej - fajny, bo nawet ostatnio bawili się w nim świetnie Alan z Karolem.







Na wszystko nadchodzi odpowiedni czas i pora. Mój salon za to teraz został równo podzielony na dwie części: jest zatem salon oraz bawialnia i w sumie zupełnie mi to nie przeszkadza, że te dwa style teoretycznie do siebie nie pasują, grunt, że u nas się uzupełniają! 

Gorąco i świątecznie Was pozdrawiamy. Niech święta te będą nie tylko radosne, ale też rodzinne i spokojne. Niech zdrowia Wam nie brakuje, a brzuchy niech trawią bez wzdęć i bólów wszystkie wspaniałości jakie pojawią się na świątecznym stole!

wtorek, 15 grudnia 2015

DZIECIĘCE MARZENIE SPEŁNIONE

Pamiętacie z dzieciństwa jakieś swoje małe naiwne marzenie? Ja takie miałam, piszę specjalnie w czasie przeszłym, bo wraz z wiekiem marzenia się zmieniają, ale też mogę śmiało tak napisać, bo w tym roku właśnie się to naiwne dziecięce marzenie spełniło.

Otóż jak byłam mała, to marzyłam o tym, by ktoś mnie zaskoczył i wysłał mi jakąś paczkę. Dodam, że nie miałam marzeń co do zawartości tej paczki miał się liczyć fakt, że przyjedzie ona pocztą i będę się cieszyć tym, że ktoś dobrze mi życzy i o mnie pozytywnie myśli. Najważniejszy w tym wszystkim miał być efekt zaskoczenia, bo miała być to paczka "niespodziewajka". W środę gdy wracałam z pracy dzwoni telefon, to moja Mama, która mówi:

- Moniko kurier przywiózł paczkę, odebrałam. Całkiem spora coś Ty znowu kupiła? - ja zdziwiona przeczesuję wszystkie ramy swej pamięci i nic... pustka...

- Mamo nic nie zamawiałam! A kto jest nadawcą?
- Nie wiem, bo nie potrafię odczytać, tak słabo napisane.
- A płaciłaś coś?
- Nic, dlatego odebrałam.

niedziela, 6 grudnia 2015

MIKOŁAJ BYŁ, ALE PONARZEKAĆ I TAK TRZEBA!

Nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia dlaczego w naturze mamy narzekanie. Bo jak to inaczej sobie wytłumaczyć? A może co po niektórzy mają zbyt wysokie ambicje, albo wymagania. Warto w prostych sprawach być realistą i cieszyć się tym czym obdarzył nas los, niż wszędzie doszukiwać się nie wiadomo czego i narzekać dla zasady.

Pamiętam jak byłam dzieckiem, to co roku z niecierpliwością czekałam na paczki z firmy z którą moja Mama współpracowała. To było naprawdę coś w czasach gdy półki w sklepach były puste. Paczka wypełniona słodkościami czekoladopodobnymi, kiepskiej jakości wafelkami i innymi "frykasami" z tamtej epoki. Nawet nie wiecie jak mnie to cieszyło, bo wiedziałam, że na innego Mikołaja nie mam co liczyć. Cieszyła mnie jako dziecko byle błahostka i byle czekoladka, czy batonik, cukierek... a teraz gdy wszystko mamy na wyciągnięcie ręki, czym zaspokoić dziecięce marzenia prezentowe? A przygotowując firmowe, czy żłobkowe paczki co zrobić, by wszyscy byli zadowoleni?