niedziela, 6 grudnia 2015

MIKOŁAJ BYŁ, ALE PONARZEKAĆ I TAK TRZEBA!

Nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia dlaczego w naturze mamy narzekanie. Bo jak to inaczej sobie wytłumaczyć? A może co po niektórzy mają zbyt wysokie ambicje, albo wymagania. Warto w prostych sprawach być realistą i cieszyć się tym czym obdarzył nas los, niż wszędzie doszukiwać się nie wiadomo czego i narzekać dla zasady.

Pamiętam jak byłam dzieckiem, to co roku z niecierpliwością czekałam na paczki z firmy z którą moja Mama współpracowała. To było naprawdę coś w czasach gdy półki w sklepach były puste. Paczka wypełniona słodkościami czekoladopodobnymi, kiepskiej jakości wafelkami i innymi "frykasami" z tamtej epoki. Nawet nie wiecie jak mnie to cieszyło, bo wiedziałam, że na innego Mikołaja nie mam co liczyć. Cieszyła mnie jako dziecko byle błahostka i byle czekoladka, czy batonik, cukierek... a teraz gdy wszystko mamy na wyciągnięcie ręki, czym zaspokoić dziecięce marzenia prezentowe? A przygotowując firmowe, czy żłobkowe paczki co zrobić, by wszyscy byli zadowoleni?



Powiem tak, w firmie dają nam bon i samemu możemy wybrać coś dla dziecka w dedykowanym sklepie. Za to w żłobku Panie z Rady Rodzicielskiej jak co roku stanęły na głowie by paczki były naprawdę przyzwoite. I muszę je z tego miejsca pochwalić, bo szczerze mówiąc żal mi się ich trochę zrobiło. W piątek zagościł Mikołaj do żłobka. Po południu nim odebrałam mego Pierworodnego natknęłam się na jedną z Mam, która prężnie działa w żłobku. Gdy mnie zobaczyła, to od razu zapytała z której grupy jest moje dziecko, odpowiedziałam jej, na co ona mówi, no to będzie miał w paczce grającego Minionka i interaktywnego żółwia. Powiedziała i zaczęła się w e mnie wpatrywać oczekując reakcji. Powiedziałam, że świetnie, byleby słodyczy zbyt dużo nie było, bo to mnie pójdą one potem w boczki. Odetchnęła z ulgą gdy tak to skomentowałam i przyznała, że boi się reakcji innych Rodziców, bo już jeden z nich dzwonił i pytał co za badziewie kupili. Współczuję jej strasznie, że jest narażona na takie opinie, bo poświęciła zapewne bardzo dużo swojego czasu na wyszukiwanie odpowiednich zabawek, tak by się zmieścić w ustalonych granicach kosztów. Zapytałam ją więc po ile kasy przeznaczyli na jedną paczkę, odpowiedziała, że po 30,00 zł. Cóż można kupić za 30,00 zł? Byle jaka zabawka zwykle kosztuje więcej, ile się trzeba nagimnastykować, by znaleźć coś fajnego w rozsądnych cenach? Nie rozumiem tych którzy narzekają, pewnie mają to we krwi i czuliby się dziwnie gdyby zadzwonili i pięknie pochwalili lub podziękowali. Powiedziałam jej by się nie martwiła, bo zawsze się znajdą krzykacze, skoro narzekają, to niech sami dziecku kupią taki prezent o którym myśleli i życzę im by zamknęli się w kwocie 30,00 zł.

Chwilę z Nią porozmawiałam i poszłam po mojego Syna, paczka już czekała w Jego szafce, oczywiście nim przyszedł zlustrowałam co jest w środku i naprawdę się wkurzyłam na narzekaczy.

Po pierwsze słodyczy było tyle co nic, ale za to jakościowo dla mnie najlepsze co mogli symbolicznie dołożyć, dwie mleczne kinder czekolady i jajko niespodzianka - dokładnie to jajko o którym się tak ostatnio rozpisywałam. CUDOWNIE! Tu mogę Wam doradzić, nie każdy Rodzić lubi swoje dzieci opychać słodyczami, nie kupujcie typowych "gotowych" paczek dla dzieci, jeżeli bardzo chcecie coś kupić, to się zapytajcie Rodzica dziecka, co, bo czasem prezent może być zupełnie nietrafiony. Miałam tak z czekoladą czy jajkiem niespodzianką, gdy taki zestaw kupiłam córce koleżanki. Okazało się, że ta już kilkuletnia dziewczynka nie jada czekolady. Prezent nietragfiony, zjedzony przez dorosłych, a nie dzieci.

Wracając zatem do tematu, z małej ilości słodyczy o wysokiej jakości bardzo się ucieszyłam.
Słodycze oczywiście schowałam do mojej torebki, bo inaczej szybko byśmy nie wyszli ze żłobka. Postanowiłam za to zerknąć na zabawki, dwie całkiem dorodne sztuki, na co tu narzekać. W sumie to zastanawiam się jak im się udało zmieścić w tych 30,00 zł. GRATULUJĘ DZIEWCZYNY, znaczy SUPER MAMY.

Gdy przyszedł Alan zaczął mi pokazywać ręką na swoją brodę. Zapytałam go Mikołaj u Was był? Odpowiedział po swojemu: TAT - co rzecz jasna oznacza TAK. Powiedziałam mu, że coś w Jego półce zostawił. Bezbłędnie moje dziecko trafiło do swojej szafki i zaczęło wyciągać. Najpierw Minionek, a potem ŻÓŁW. Ileż z tym żółwiem było zachodu, a potem radości. Gdy udało mi się nareszcie wyjąć żółwia z pudełka okazało się, że ten nie zadziała, bo nie ma baterii. Raz jeszcze postanowiłam zerknąć do reklamówki, są! Nawet na baterie starczyło kasy, dziewczyny naprawdę jestem pełna podziwu dla Waszej zaradności. Uzbroiłam żółwia jeszcze w żłobku i taki był tego efekt:




 Dodać mogę jedynie, że żółw cieszył się takim disco powodzeniem, że wieczorem baterie padły i jedziemy już 3 dzień na akumulatorkach. Łapanie gwiazdeczek w rytm muzyki to jest coś :-) Do tego żółw ten jeździ więc nam często ucieka pod szafki, a wtedy mamy dodatkową frajdę :-) I oczywiście mogłabym narzekać, że to plastikowe badziewie, że zamiast wstrętnej disco muzyki mógłby żółw mieć kołysankę, że powinien mieć przycisk na wyciszenie itd.... (ps. co do głośności zakleiłam głośnik taśmą i od razu było o połowę ciszej - uszy nasze zostały oszczędzone - a potrzeba po raz kolejny okazała się matką wynalazków).

Gdy żółw odpoczywał to Minionek okazał się być godnym zastępcą. W pierwszej chwili nie wzbudził on wielkiego zachwytu mego Syna, ale, gdy mu pokazałam, że ten też cichutko śpiewa i można z nim na dodatek tańczyć, to zaczęło się tańczenie, śpiewanie i przytulanie.



Czasem dziecku trzeba pokazać jak się może bawić zabawką wówczas nawet to co nam się może nie podoba zapewni naszej pociesze zabawę na wiele godzin.

Gdzie nasza wyobraźnia? pamiętam jak kiedyś zabawki robiliśmy z niczego, patyki udawały różdżki, albo karabiny. Lalki robiło się ze szmatek, czy chusteczek, strugaliśmy drewniane koniki... Mieliśmy czas na zabawę w chowanego, berka, państwa, ślimaka i do najbardziej zmyślnych zabaw wystarczało trochę podwórka i patyk.

Jestem przekonana, że paczka od Mikołaja jaką dostał Alan w żłobku to piękny prezent, bo w zakup włożono serce. Nie narzekajcie, sami kupcie dla 4 grup maluchów zróżnicowanych wiekowo i płciowo coś super ekstra za 30,00 zł. Moje drogie - odwaliłyście kawał dobrej roboty za Mikołaja, narzekaniem się nie przejmujcie, są tacy co w życiu tylko to potrafią robić.

A Wasz Mikołaj przyniósł coś dziś dla Was? Narzekaliście, czy byliście zadowolenie, a może udawaliście zadowolenie? Ja rózgi nie dostałam, a Mikołajowi za prezent szczerze dziękuję, bo się nie spodziewałam, a też mam :-)

Cieszmy się chwilą!



16 komentarzy:

  1. Oj bycie w komitecie i podążanie za prezentami, czy to na dzień dziecka, czy Mikołaja jest nie lada wyzwaniem, bo jak tu dogodzić i dzieciom i rodzicom? Dlatego rodzice niechętnie zgłaszają się do rady, czy właśnie komitetu, by zaoszczędzić sobie dodatkowych problemów.
    Powiem Ci, że paczki są na prawdę fajne i jestem pełna podziwu jak za tą kwotę można było to osiągnąć patrząc na ceny zabawek, czy słodyczy. Najważniejsze jednak jest to, że Alankowi się podobało i o to przecież chodzi, by dzieciak był zadowolony :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę ten tekst w tej formie pojawił się jako hołd złożony właśnie tym którzy społecznie się udzielają. Kiedyś też do takich należałam, obecnie z braku czasu niestety musiałam przystopować. Wiem jaka to niewdzięczna rola, dlatego podziwiam zaradność Mam z naszej Rady :-)

      Usuń
  2. Dlatego uważam, że najprostsze pomysły na prezent są najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie nawiązujesz tu do słodyczy - to fakt, dla mnie idealnie proste w zakupie i bardzo przydatne, bo podzielne, starczy na wiele, wiele dni.

      Usuń
    2. Dokładnie. Poza tym słodycze lubi każdy. Pamiętam, gdy za szkolnych czasów robiliśmy sobie prezenty w klasie. Za określoną kwotę. Ja zaszalałam, kupiłam koledze zestaw perfum 3x droższy niż kwota, za którą mieliśmy kupować prezenty. A kolega co? Obraził się, bo uznał, że to aluzja, iż być może 'śmierdzi'. Nie miałam tego na myśli. Kupiłam mu perfumy, bo wydawały mi się ekskluzywnym prezentem. Teraz wiem, że trzeba było kupić słodycze :)

      Usuń
    3. Ja się nauczyłam jednego, że przy szkolnych prezentach należy się trzymać ustalonej stawki, by nie wprowadzać w zakłopotanie obdarowanych. I to wiem z autopsji, bo właśnie byłam taką obdarowaną, która potem miała wyrzuty sumienia. Rodzicom się nie przelewało, więc zawsze trzymałam się określonej ceny.

      Usuń
  3. Ja uwielbialam zawsze paczki z pracy mamy. A co do robienia paczek dla dzieci to cos o tym wiem. Tylko u nas rodzice na szczescie nigdy nie narzekali. Albo bardzo cicho po prostu. Ale zgadzam sie, ze sie ludziom w glowach przewraca. Ja wychodze z zalozenia, ze darowanemu koniowi i tak dalej. Jesli ktoa wysilil sie na prezet dla mnie czy dziecka to po prostu dziekuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja jako rodzic powinnam zadbać o wymarzony prezent dla dziecka, a paczki w żłobku, pracy, czy w szkole to miła niespodzianka, z której jakakolwiek by była warto się cieszyć.

      Usuń
  4. Powiem tak. Irytują mnie rodzice typu: "narzekacz nic nie robiący". Sami nic nie załatwią, nic nie ogarną, a pretensje mają do wszystkich, którzy angażowali się w dane wydarzenie. Litości! Ale cóż zrobisz :) Wszystkim nie dogodzisz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto czasem na głos powiedzieć, że nie podoba mi się taka postawa, co niniejszym uczyniłam. A Mikołajom dziękuję za zaangażowanie, bo poświęcony czas i chęć znalezienia tego co sprawi dzieciom przyjemność, przejmowanie się, to naprawdę nieoceniony trud.

      Usuń
    2. Tak na marginesie- uśmiech i zainteresowanie dziecka najlepiej świadczą o trafności prezentu :)

      Usuń
    3. Nieskromnie dodam, ze to wielkie zainteresowanie zabawką wzięło się też z faktu, że Mama też się nią zachwycała tak, że dziecko od razu podłapało, ze to coś naprawdę super ekstra! I niech mi ktoś powie, że nie mamy wpływu na to czy dziecko coś polubi czy nie.

      Usuń
  5. "Jeszcze się taki, nie urodził, który by wszystkim dogodził"... Stare, a wciąż aktualne przysłowie. Myślę, że Alan ma szczęście, że jego mama potrafi go zainspirować :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Lunka1969 - staram się jak mogę, by moje dziecko miało wrażenie, że mu dogodzono. Trzeba się nauczyć cieszyć małymi rzeczami!

      Usuń
  6. Skąd ja to znam; nikomu nie dogodzisz, a najgłośniej zawsze marudzą te osoby, które same nic nie zrobią i palcem nie kiwną; ale zawsze można takich narzekaczy wytypować "na ochotnika" w przyszłym roku - niech kupują cuda na kiju za 30 zł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przypuszczam, ze w takiej sytuacji, żeby wyjść z podniesioną głową dodadzą z własnej kieszeni, by kupić to co im się dla dzieci wymarzyło :-)

      Usuń