środa, 31 sierpnia 2016

KONIEC WAKACJI? NIC BARDZIEJ MYLNEGO!

Lato, lato... ostatni dzień sierpnia miałby być zwiastunem jesieni? Nigdy w życiu! Czy ostatni dzień sierpnia to koniec wakacji? Za kilka lat pewnie tak będę mówić, ale teraz: nigdy w życiu! Jestem młodą matką, hmmmm... ok  powiedzmy to inaczej... młodą stażem ;) a więc moje dziecko nie jest zobligowane do tego by 1 września stawić się entuzjastycznie w szkole. Uffff... co za ulga... w sumie finansowa też, bo wyprawki szykować nie muszę, a skoro jest oszczędność (wirtualna), to w takim razie można planować kolejne podróże i jakby na to nie patrzeć wciąż je możemy nazywać wakacyjnymi, bo przecież astronomiczne lato wciąż trwa. No i przyznam Wam się, że już w głowie rodzi nam się plan, bo jak nigdy w tym roku się napodróżowaliśmy! No i skoro już po "sezonie" to warto planować, bo znowu jest taniej.

Ale wracając do tematu wakacji, 9 lat nigdzie nie jeździłam i obiecałam sobie, że gdy tylko z Alanem wyjdziemy ze żłobkowych chorób, to będziemy bywać tu i tam, no i się nareszcie udało!

Od czerwca począwszy zaliczyliśmy: Bałtyk w Pobierowie, w lipcu z przygodami samochodowymi węgierskie termy i tamtejsze ZOO, w sierpniu rodzinnie i weselnie Opolszczyznę, a tydzień później wrocławskie ZOO też z przygodami, ale autobusowymi. Dużo by opowiadać, tym bardziej, że we Wrocławiu spaliśmy  u Asi, którą poznałam właśnie dzięki Singiel Mamie. Dziś jednak skupię się na niewielkich wspomnieniach Bałtyk vs Węgry.

Wiecie jak to się mówi: Polak - Węgier dwa bratanki... gdybyście mnie jednak zapytali co bym wybrała kolejnym razem: rozkapryszony Bałtyk czy całkiem ciepłe Węgry, to mimo tej wielkiej braterskiej przyjaźni stawiam na Bałtyk!

BAŁTYK - Pobierowo

Gdy planowałam wyjazd to spakowałam mnóstwo ciepłych ubrań, liczyłam się z tym, że pogoda raczej nam nie dopisze, ba nawet cieszyłam się, że mogły występować burze, bo wtedy ponoć jodu więcej. Za swojej młodości zaledwie 2 razy byłam nad naszym morzem, już nie pamiętałam jak to jest. Ciekawa byłam swoich wrażeń i tego jak to przyjmie Alan. A Alan był zachwycony, mimo, że pierwszego dnia przydały się kurtki zimowe, zresztą sami zobaczcie:




Czy oczy dziecka mogą kłamać? Mimo długiej podróży i ogólnego zmęczenia widać w nich zachwyt, dziecięcy zachwyt, którego nam dorosłym czasem brakuje. No i to jest pierwsza rzecz, która odróżnia Bałtyk od Węgier, tam tego zachwytu nie było, było zainteresowanie, była chęć zabawy, ale tego zachwytu znad morza nie było. Bo morze potrafi robić wrażenie, nawet w taki szary dzień.

Moje dziecko pokochało morze, do dziś je wspomina i za każdym razem gdy gdzieś jedziemy, to pyta czy aby przypadkiem nie nad Bałtyk :-) Cieszę się bardzo, bo wiem, że mimo czasem niepewnej pogody będziemy chcieli tam wracać.

Mieliśmy z Lunką 1969 z Poziomkowego Wzgórza i z jej mężem wynajęty mały sympatyczny domek z możliwością korzystania z ogrodu i placu zabaw. Do tego mieliśmy pełno sympatycznych sąsiadów, moje dziecko przeżyło nawet swoją pierwszą wakacyjną miłość :-) Dzień zawsze rozpoczynał się spokojnie i nieśpiesznie. Ogólnie jakieś takie wyciszenie szlo od morza wraz z szumem fal, co się przekładało na samopoczucie naszej czwórki i dwóch psów, które podróżowały z nami.


Samba

Alan i Lunka
Wszędzie łatwo było się dogadać, wszystko w pobliżu. Ceny, jak ceny może odrobinę drożej, ale bez szaleństw, myślę, że na Węgrzech więcej mnie kosztował obiad niż w ulubionej włoskiej restauracji w Pobierowie. Muszę jednak zaznaczyć jeden ważny szczegół byliśmy poza sezonem, w czerwcu, gdy jeszcze rok szkolny trwał. W tym samym czasie faktycznie roiło się od podobnych nam Mam z małymi dziećmi i ewentualnie tymi co to wypoczywać mogli bez dzieci, sporo było też emerytów.

Taki wyjazd poza sezonem ma naprawdę wiele plusów, plaże nie są za bardzo zatłoczone, ceny jeszcze niewywindowane do góry. A co do pogody, to ta nad Bałtykiem bywa kapryśna nawet w sezonie. Choć my narzekać nie mogliśmy, bo przez 5 dni słońce nam towarzyszyło, przyznam, że wyszło z zaskoczenia, bo jechałam nastawiona na deszcze i zawieje.

Alan wrócił jakby doroślejszy, szczęśliwy i wyciszony, a od czerwca (odpukać) jeszcze nie mieliśmy ani jednej infekcji!

WĘGRY - Sóstófürdő

Pojechaliśmy we dwójkę samochodem. Dojeżdżaliśmy na tydzień do Przyjaciół którzy już tam na nas czekali. Bałam się jak diabli tej podróży, bo jechałam świeżo kupionym leciwym autem (swoje sprawdzone niestety rozbiłam kilka dni wcześniej). Alana już na kilka dni wcześniej nastawiałam na podróż informując go, że będzie musiał pomagać mi w podróży, że będzie siedział sam z tyłu oraz, że będzie musiał być bardzo samodzielny. Nie wiem jakim cudem, ale faktycznie bardzo się przejął tymi moimi prośbami i stanął na wysokości zadania. Hej przygodo! zawołałam i ruszyliśmy w drogę. Po blisko 6 nieśpiesznych godzinach podróży, dzięki GPS zajechaliśmy pod samą bramkę wynajmowanej kwatery. Przywitali nas tam czekający Przyjaciele z Karolkiem, pierwszym Przyjacielem Alana. Znają się od urodzenia, bo poznali się na porodówce :-)

Sóstófürdő to miejscowość nastawiona na turystów, kwatery w co drugim domu (w takiej prywatnej właśnie mieszkaliśmy) do tego niewielkie centrum, piękna lodziarnia z przepysznymi lodami w parku, w budynku imitującym latarnię, no i to z czego słynie ta miejscowość to: baseny, termy, aqua park, jezioro, park linowy i największe na Węgrzech ZOO.

Powiem tak nad Bałtykiem wypoczywałam, dzień toczył się nieśpiesznie, tu choć nie zwiedzaliśmy, to czas nam bardzo szybko uciekał. Jednak tydzień w tej miejscowości, to dla mnie zupełnie wystarczający czas. Gdyby moje wakacje miały trwać tam dwa tygodnie to wolałabym do kolejnego węgierskiego miasteczka się przeprowadzić. Zaliczyliśmy 3  całodzienne pobyty na basenie i w termach (świetny kompleks z wieloma atrakcjami dla każdego przedziału wiekowego). Alan był zachwycony basenami, za termami raczej nie przepadał, to zdecydowanie była większa atrakcja dla mnie.





Byliśmy też w ZOO, faktycznie robiło wrażenie, podwieszane ścieżki, przestrzeń i różnorodność, podobało nam się bardzo, dzieciaki wybiegały się i wróciły z wielkim bagażem doświadczeń. Spędziliśmy tam cały dzień, a i tak wszystkiego nie udało się obejść.






Niedaleko był Tokaj więc wpadliśmy do tej miejscowości po winne zakupy, przyznaję, że nie jestem wybitnym smakoszem, ale węgierskie wino mi osobiście nie podeszło.

Co do restauracji, to bywało pikantnie no i trudno mi było się rozeznać w tamtejszych nazwach, więc czasem niewypał na talerzu się znalazł. No ale nie ma co narzekać, przecież od tego są wakacje, by próbować.

Dzięki Przyjaciołom i jeden, i drugi wyjazd był niesamowity, bez Was Kochani, to nie byłoby to samo. Bo tak naprawdę nie jest ważne miejsce w którym przebywamy, ważne jest z kim dzielimy czas. Przekornie jednak powiem, że jeżeli miałabym  wybierać miejsce, to wolę polskie morze nad węgierskie baseny i termy.

Na podsumowanie mam radosną nowinę dla tych co to dzieci w wieku szkolnym nie posiadają, wakacje po raz drugi w tym roku czas zacząć, oto sezon letnio-jesienny się zaczyna, co prawda z dłuższymi nocami i chłodnymi wieczorami, no ale każda pora roku ma przecież swój urok. No i pamiętajcie, że liczy się to z kim przebywacie, a nie gdzie :-)

A Wy polecacie któreś konkretne zakątki naszej pięknej niebieskiej planety?

6 komentarzy:

  1. Zakochałam się w tym roku we Lwowie... Polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Avatea, jak ja Ci zazdroszczę, że tam byłaś. marzy mi się wycieczka w tamte strony. Przy okazji odwiedziłabym Łosiacz, mam tam swoje korzenie :-)

      Usuń
  2. Wygląda na to, że wakacje były dla Was udane :) A jaki pies świetny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo udane, a psy były nawet dwa, oba cudowne.

      Usuń
  3. Cieszę się Moniś, że udało Ci się zrealizować swoje letnio-wakacyjne plany. Z tego co opisujesz miałaś ich trochę :) Alan w tym wszystkim świetnie się odnajdywał i sobie radził. Masz na prawdę mądrego, dzielnego i wspaniałego synka :)
    Jak widać żadna podróż nie jest wam straszna ;)

    Powiem Ci, że my często bywaliśmy nad morzem i za każdym razem robi ono na mnie takie samo wrażenie jak na Twoim Alanku :) Kocham nasz Bałtyk i pomimo, że jest najczęściej zimny i szaro bury, to i tak jest wyjątkowy, a atmosfera tam panująca jest taka magiczna. Teraz myślę, że skoro zaprawiliście się już w wycieczkach to będziecie ich mieć w swoim życiu coraz więcej ;)

    Ściskam Cie ciepło i buziak dla przystojniaczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję Gabunia, co do morza, to chyba ta miłość do Bałtyku będzie u nas pielęgnowana, bo on nie daje o sobie zapomnieć.
      A jeżeli chodzi o wyjazdy, tak liczne w tym roku to mogę Wam podpowiedzieć, że zgłosiłam się w mojej korpo do HR z pismem o dofinansowanie wypoczynku z dzieckiem z Funduszu Socjalnego i wiecie co: UDAŁO SIĘ! Dzięki nim udało nam się w tym roku tak zacnie wykorzystać urlopowy czas. Jeżeli pracujecie w korporacji, to warto się dowiedzieć czy u Was też pomagają.

      Usuń