wtorek, 27 września 2016

GDY MUSIMY ZOSTAĆ W DOMU...

Dopadł nas wirus. Od czwartku dzielnie w domu walczymy, z przebłyskami powrotu do zdrowia, no ale, ze z niedzieli na poniedziałek było tak zwane "załamanie zdrowia" to ten tydzień za namową lekarza zostajemy w domu.
Wiecie jak to jest z prawie trzylatkami? W łóżku nie usiedzą, na zewnątrz nie mogę z nim póki co wyjść na dłuuuuugi spacer, więc trzeba ten czas jakoś zorganizować. Zainspirowana książką, którą właśnie kupiłam: "Wielkie gotowanie na ulicy czereśniowej" wzięliśmy się zatem za pierniki, bo produkty na nie były pod ręką. O samej książce jeszcze wkrótce Wam napiszę, ale teraz zapraszam do galerii, bo z wielkimi wypiekami na twarzy wzięłam się za robienie zdjęć mojemu małemu cukiernikowi :-)

























No to kto ma ochotę na piernika? Zapraszamy tych co to wirusów się nie boją :-)

Gotowanie z dzieckiem to czasem wielkie wyzwanie (przynajmniej dla osób zorganizowanych i uporządkowanych), no bo jak widzisz gdy Twój malec rozsypuje mąkę, albo wyciera brudne ręce w spodnie to, aż Ci się ciśnie na język, by go powstrzymać od tych czynności i upomnieć. No ale to właśnie w tym rzecz, by się w porę ugryźć w język, bo mówiąc zbyt wiele można dziecko łatwo zrazić do kulinarnych zabaw. 
Zatem gotowanie z dzieckiem to naprawdę czasem wyzwanie, bo przecież musisz panować nad swoimi emocjami, a to było dla mnie osobiście najtrudniejsze. Przyznam jednak, że jak już sobie człowiek poukłada w głowie to, ze jajko może się rozbić na podłogę, mąka wysypać, zaś dziecko będzie wyglądać jak mały piekarz, to wspólne pichcenie jest wielką zabawą, wspólną przygodą.   Dziecko się cieszy, chłonie wiedzę, a jak mu potem smakuje, to co ugotuje/upiecze! A potem jak już wszystko się uda czule zapyta:
- Mama chcesz pierniku? - jak ja lubię tę dziecinną mowę.

No i właśnie w takim pyle mąki mija nam kolejny dzień walki z wirusami, które po długiej przerwie znowu nas nawiedziły. Mąka jednak już utknęła w otchłani odkurzacza, a nam zostały wspomnienia po zabawie, zdjęcia i pierniki w sam raz do herbaty z goździkami, pomarańczą i imbirem.





10 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Próba generalna przed świętami zaliczona, w całym domu pachnie.

      Usuń
  2. Oj wiem dobrze jak to jest ;) Pomoc malucha przy gotowaniu czy pieczeniu - wszystko idzie dwa razy wolniej, ale ile radości i śmiechu przy takich pracach, to tylko my mamy wiemy :) I te komentarze: - mama jobimy piejośki? syscy beda je jesc? a slicne zjobiłem? bedzie ich duuuzo ? Uwielbiam to :)
    Muszę też pochwalić twoją galerię - wspaniałe zdjęcia - brawo!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. My dopiero zaczynamy kulinarną przygodę, bo wcześniej tylko od czasu do czasu byliśmy wpuszczani do kuchni. Teraz mamy zamiar ją wspólnie zdobyć. Czas rozpocząć naukę :-)
    Cieszę się Edyta, że Ci się spodobały zdjęcia, Alan dzielnie kuchcił, więc ja mogłam się oddać pasji jaka ostatnio stała się fotografia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale super! Ja też się musze w tym roku wreszcie zmobilizować i zrobić z synem pierniczki, bo to super zabawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to była próba świąteczna, ale kolejne już z dekorowaniem będą dopiero w grudniu. Polecam, to świetna zabawa.

      Usuń
  5. Mam nadzieję, że wirusy upieczone w piekarniku, a herbatka z gozdzikami wygoni je ostatecznie, pozdrawiam z Poziomkowegi Wzgórza, na ktorym kurujemy ból gardel domowym soczkiem malinowym.Tutaj też próbowały wugrac wirusy, ale dajemy im na razue prztyczki w nos.
    Zdjecua piękne, a Alankowi gratuluje zdobycia sprawności kreatywnego piekarza:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro gotujemy wspólnie obiad, to będzie dopiero wyzwanie :-) mój prawie trzylatek dziś nawet z tej okazji obejrzał od początku do końca jakiś program kulinarny dla dzieci. Byłam w szoku.

      Usuń
  6. Pierwszy raz jestem na Twoim blogu, ale bardzo mi się tutaj podoba. Aż ślinka cieknie na widok tych pierników. Ja na razie gotuję dużo i często z mężem, ale z jakimiś przyszłymi dziećmi też zamierzam. Jak widać na załączonym obrazku, jest to wykonalne i może być świetną zabawą. Pozdrawiam cieplutko z zimnej pracy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Olu za miłe słowa i zapraszam częściej. My swoją wspólną kulinarną przygodę dopiero rozpoczynamy. To naprawdę fajny sposób na spędzanie czasu.

      Usuń