wtorek, 27 września 2016

GDY MUSIMY ZOSTAĆ W DOMU...

Dopadł nas wirus. Od czwartku dzielnie w domu walczymy, z przebłyskami powrotu do zdrowia, no ale, ze z niedzieli na poniedziałek było tak zwane "załamanie zdrowia" to ten tydzień za namową lekarza zostajemy w domu.
Wiecie jak to jest z prawie trzylatkami? W łóżku nie usiedzą, na zewnątrz nie mogę z nim póki co wyjść na dłuuuuugi spacer, więc trzeba ten czas jakoś zorganizować. Zainspirowana książką, którą właśnie kupiłam: "Wielkie gotowanie na ulicy czereśniowej" wzięliśmy się zatem za pierniki, bo produkty na nie były pod ręką. O samej książce jeszcze wkrótce Wam napiszę, ale teraz zapraszam do galerii, bo z wielkimi wypiekami na twarzy wzięłam się za robienie zdjęć mojemu małemu cukiernikowi :-)









wtorek, 20 września 2016

TABLICZKA CZEKOLADY NA RAZ

O tak, dziś bez wyrzutów zjadłam tabliczkę czekolady i to w całości! Nareszcie po ciąży, macierzyńskim, karmieniu, czyli w sumie po ponad 3 latach wróciłam do tego co lubię. Mniej więcej raz na miesiąc daję sobie bowiem jedną rurką upuszczać krew, a drugą wtłaczać osocze. Znowu oddaję płytki!
Może to taki mój mały fetysz, ale naprawdę to lubię! Myśl, że komuś mogę pomóc jest tu oczywiście na pierwszym planie. Nie będę Wam zatem pisać jakie to ważne, bo to jest ważne i kropka, a może powinnam powiedzieć i nitka.... czerwona nitka ;-)

Zresztą opowiadać też za wiele nie będę, zerknijcie do galerii jaką z tej okazji stworzyłam, zaś całą resztę doczytajcie na stronie: twojakrew.pl, specem nie jestem, a tam fachowcy podpowiadają co i jak. Więc o ile tylko zdrowie nam na to pozwala, to warto oddawać krew i..... nitka, czerwona rzecz jasna! (fot. singielmama.eu)


środa, 31 sierpnia 2016

KONIEC WAKACJI? NIC BARDZIEJ MYLNEGO!

Lato, lato... ostatni dzień sierpnia miałby być zwiastunem jesieni? Nigdy w życiu! Czy ostatni dzień sierpnia to koniec wakacji? Za kilka lat pewnie tak będę mówić, ale teraz: nigdy w życiu! Jestem młodą matką, hmmmm... ok  powiedzmy to inaczej... młodą stażem ;) a więc moje dziecko nie jest zobligowane do tego by 1 września stawić się entuzjastycznie w szkole. Uffff... co za ulga... w sumie finansowa też, bo wyprawki szykować nie muszę, a skoro jest oszczędność (wirtualna), to w takim razie można planować kolejne podróże i jakby na to nie patrzeć wciąż je możemy nazywać wakacyjnymi, bo przecież astronomiczne lato wciąż trwa. No i przyznam Wam się, że już w głowie rodzi nam się plan, bo jak nigdy w tym roku się napodróżowaliśmy! No i skoro już po "sezonie" to warto planować, bo znowu jest taniej.

Ale wracając do tematu wakacji, 9 lat nigdzie nie jeździłam i obiecałam sobie, że gdy tylko z Alanem wyjdziemy ze żłobkowych chorób, to będziemy bywać tu i tam, no i się nareszcie udało!

Od czerwca począwszy zaliczyliśmy: Bałtyk w Pobierowie, w lipcu z przygodami samochodowymi węgierskie termy i tamtejsze ZOO, w sierpniu rodzinnie i weselnie Opolszczyznę, a tydzień później wrocławskie ZOO też z przygodami, ale autobusowymi. Dużo by opowiadać, tym bardziej, że we Wrocławiu spaliśmy  u Asi, którą poznałam właśnie dzięki Singiel Mamie. Dziś jednak skupię się na niewielkich wspomnieniach Bałtyk vs Węgry.

Wiecie jak to się mówi: Polak - Węgier dwa bratanki... gdybyście mnie jednak zapytali co bym wybrała kolejnym razem: rozkapryszony Bałtyk czy całkiem ciepłe Węgry, to mimo tej wielkiej braterskiej przyjaźni stawiam na Bałtyk!

BAŁTYK - Pobierowo

Gdy planowałam wyjazd to spakowałam mnóstwo ciepłych ubrań, liczyłam się z tym, że pogoda raczej nam nie dopisze, ba nawet cieszyłam się, że mogły występować burze, bo wtedy ponoć jodu więcej. Za swojej młodości zaledwie 2 razy byłam nad naszym morzem, już nie pamiętałam jak to jest. Ciekawa byłam swoich wrażeń i tego jak to przyjmie Alan. A Alan był zachwycony, mimo, że pierwszego dnia przydały się kurtki zimowe, zresztą sami zobaczcie:


niedziela, 26 czerwca 2016

LATO LATO LATO CZEKA!

Udało się! Ja po 9 latach nareszcie wybrałam się na wakacje, Alan mi oczywiście towarzyszył i to był jego pierwszy wakacyjny wyjazd. Po powrocie znad naszego Bałtyku chciałabym wykrzyczeć: ależ było CUDOWNIE! Nie przesadzam, nasz reset trwał zaledwie tydzień, ale ten tydzień miał wielki wpływ na mnie i moje dziecko.

W drodze nad Bałtyk, piękna ta nasza Polska!

sobota, 28 maja 2016

TAKI BYŁ MÓJ DZIEŃ MATKI :-)







W sumie to nic do tego już nie muszę dodawać, bo to był piękny dzień, mimo tego, że tym razem to mnie dopadł jakiś wirus i rozłożyłam się na łopatki.


"Droga Mamo co Ci dam?
Jedno serduszko tylko mam.
A w tym serduszku różyczki kwiat,
żyj nam Mamo, żyj sto lat!"


Dziękuję Alanku i dziękuję Babciu, bo to dzięki Tobie Alan tak pięknie mnie wita teraz każdego dnia! A dziś nawet po raz kolejny dostałam od niego bukiet dzikich różyczek, takich zerwanych przed domem :-) to będzie naprawdę fajny dzień.

środa, 4 maja 2016

CHCIAŁABYM POWIEDZIEĆ

Chciałabym powiedzieć, że już wracam do wirtualnej matni, no ale to chyba jeszcze nie ten moment bym znowu mogła dzień w dzień, albo jak to bywało przez rok noc w noc siadać przed komputerem by snuć swe opowieści na temat życia. W sumie to chyba dobrze, bo to oznacza, że wiele się u nas dzieje. Czasem mi się wydaje, że czas tak szybko pędzi, że nim się obejrzę to moje dziecko będzie już pełnoletnie. Próbuję złapać oddech i nie ma na to czasu, też tak macie? W wirtualne sidła zatem jeszcze nie wpadnę, ale postaram się tu zaglądać częściej.

Ostatnie nasze miesiące obfitowały dalej w żłobkowe choroby, do tego dopadła nas plaga myszy, która wymusiła remont i rury w kanalizacji się pozatykały, trzeba je było też zmieniać na nowe. Nie ma co jednak narzekać, bo mimo wszystko zawsze wychodzimy jakoś obronną ręką. Żłobkowe choroby przejdą, myszy już nie ma, ale i tak myślimy dzięki temu by postarać się o kota, a pozatykane rury są już wymienione. Czasem mi się wydaje, że mam chyba jakiegoś anioła stróża, który nie daje mi do udźwignięcia więcej niż mogę. To co się dzieje, to przecież pikuś, nie walczymy ani o życie, ani o przetrwanie choć przyznam, że łatwo nie jest, ale mogłoby być znacznie gorzej.
Ps. może ktoś ma pożyczyć maszynkę do drukowania pieniędzy ;)



fot. z albumu rodzinnego

piątek, 18 marca 2016

SPOTKAJMY SIĘ

Takie to piękne miejsce na spotkanie znalazłam :-) co Wy na to?
Ośrodek Wypoczynkowy Pod Wulkanem Kluszkowce
Marzy mi się weekend w dobrym towarzystwie. Obecnie jednak ze względu na dziecko jestem raczej postrzegana jako mało towarzyska singiel mama, no bo gdy nawet mam zaproszenie, to mogę przyjechać, ale zastrzegam, że przyjadę z dzieckiem, a wiecie jak to jest, nie wszędzie się da z dzieckiem.
Wiecie na co mam ochotę? Na weekend wyjazd, gdzie spotkam ludzi podobnych do mnie, którzy mają dużą tolerancję na towarzystwo dzieci. W swoich marzeniach brnę dalej: marzy mi się weekend w czasie którego zyskam coś dla swojego ducha, niech będzie też zatem spotkanie z Coachem, który naładuje moje akumulatory (które niestety po powrocie do pracy z macierzyńskiego bardzo szybko się rozładowują). No ale jak będą spotkania z Coachem, to kto się wtedy zajmie moim Synem czy innymi dziećmi? Zatem potrzebny jeszcze byłby animator i bezpieczne miejsce zabaw dla dzieci. Z rynkowych ofert najbardziej mi się spodobała taka: http://kochanie.pl/warsztaty-i-coaching-dla-singli/  no ale nie jest ona szyta na naszą miarę, bo to przecież zaproszenie dla typowego, rasowego Singla bez opcji: DZIECI!